s e v e n

2.5K 146 32
                                    

Po ogromnym młyńskim kole udaliśmy się w stronę campera. Na początku trochę błądziliśmy, ale w końcu znaleźliśmy wóz. Nadal ich nie było.

- Pięknie, gdzie oni się podziewają? - rozejrzałam się po okolicy, by sprawdzić czy może z którejś strony właśnie przychodzą.

- Mhm. Chyba są w pobliżu. - Shawn wyszedł zza pojazdu. Moim oczom ukazały się trzy roześmiane istoty ledwie komunikujące się wzajemnie. Byli pijani.

- Oh, no chyba nie! - zdenerwowałam się i podeszłam do Eliota po kluczyki. Trochę się zatoczył, ale później wyciągnął z kieszeni kurtki jeansowej potrzebną nam rzecz. Rzuciłam je Shawnowi. - Dziś ty prowadzisz.

Mendes nie wyglądał na najbardziej zadowolonego, ale cóż mielibyśmy innego zrobić?

Powoli powlokłam Rosie do campera. Śmierdziała tanim alkoholem. Była najbardziej trzeźwa z ich wszystkich.

- Jaak to możliwe, że się zgubiliście? - zachichotała. - Byliśmy zaraz za rogiem. Jesteście głupi. - język wciąż jej się plątał, ale najważniejsze z jej wypowiedzi zrozumiałam. Mimo że byliśmy na schodach, na chwilę się zatrzymałam, a ona spojrzała na mnie pijanymi oczami.

- Czekaj, co? - posłałam jej pytające spojrzenie. Co?

- Zostawiliśmy was na chwilę samych. - wzruszyła ramionami. - No co. - zaśmiała się i sama powędrowała w stronę tylnego łóżka, omal nie zabijając się.

Nie miałam zamiaru dalej z nią dyskutować, bo dziś nie było sensu. I tak bym się nic nie dowiedziała.

Shawn pomógł wejść do campera Cameronowi i Eliotowi. Cała trójka położyła się na tylnej kanapie. Zamknęłam ,,drzwi wejściowe" i usiadłam na fotelu obok kierowcy.

- Podobno jesteśmy głupi, bo oni byli zaraz za rogiem. - powtórzyłam wypowiedz Rosie i westchnęłam zdenerwowana.

Shawn nie zareagował.

- Cameron mi powiedział, że zostawili nas samych, bo stwierdzili, że najbardziej mnie rozumiesz i potrzebuję pobyć z tobą sam na sam. - spojrzał na mnie.

Odwróciłam się w jego stronę.

- Co? - prychnęłam. - To było głupie. - czułam zażenowanie. - W sensie.. Nie rozumiem?

- Ja też nie. - wzruszył ramionami i włożył kluczyk do stacyjki.

Czułam żenującą atmosferę, ale może to tylko ja? Jakby nie rozumiem całego tego pomysłu, żeby nas zostawić wielkim Las Vegas. A jakbyśmy się zgubili? Co za głupi pomysł.

- Wiesz, to pewnie dlatego, że zawsze kiedy masz doła pomagam ci o tym zapomnieć. No wiesz. - powiedziałam, a to zabrzmiało jeszcze głupiej niż myślałam. God, why?

- Po prostu jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, stwierdzili, że może za długo ze sobą wszyscy przebywaliśmy. - odpowiedział, jakby to było oczywiste. Szybko przytaknęłam i powiedziałam:

- No tak, no przecież.

Odkąd Shawn nie jest ze Stellą czuję się dziwnie w jego towarzystwie. Dobra, może nie dziwnie ale jakoś tak... inaczej? Tak, to chyba dobre określenie. Spojrzałam kątem oka na Shawna, który wjeżdżał na stację paliw.

- Prawie nie mamy paliwa. - powiedział. A ja pokiwałam głową.

- Zostanę, ty idź. - uśmiechnęłam się lekko. Póki pamiętałam, podłączyłam telefon do gniazdka i z powrotem usiadłam na miejsce.

Spojrzałam na tył campera. Wszyscy trzej spali jak zabici. Nie mam pojęcia gdzie się tak urządzili.

Szybciej niż myślałam Shawn wrócił i resztę pieniędzy schował do schowka pod kierownicą. Przed wyjazdem zrobiliśmy składkę na paliwo. Wyszła nam całkiem niezła suma.

- No to jedziemy. - powiedział sarkastycznie. - Prosto do Amarillo. - pewnie w ogóle mu się to nie uśmiechało. Pojedziemy całe piętnaście godzin. Współczuję.

- Możemy się później zmienić, no wie-

- W porządku. - przerwał mi. - Nie przejmuj się. - uśmiechnął się.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że już nie przejmujesz się Stellą. - powiedziałam. - Jesteś silny, Shawney.

Chłopak uśmiechnął się pod nosem.

- Dziś zrozumiałem, że wolę dbać o relacje na których mi zależy i wiem, że nie zawiodą.

- Chodzi ci o naszą przyjaźń? - spytałam.

- Na przykład - powiedział. - Lubię dzisiejszy dzień. - zaśmiałam się.

- Nie można lubić dzisiejszego dnia. - powtórzyłam za nim. - Możesz powiedzieć, że dzisiejszy dzień był niesamowity, ale nie, że go lubisz. - wytłumaczyłam.

- Co to za różnica. Na jedno wychodzi. - wzruszył ramionami i się zaśmiał.

Przez całą noc jazdy rozmawialiśmy, śmialiśmy się i opowiadaliśmy kawały. Jadąc w nieznane z najważniejszą osobą przy świetle księżyca wszystko może być wyjątkowe. 


- - - - - -

Hejka! Jakie rozdziały wolicie czytać? Dłuższe czy krótsze? Koniecznie dajcie znać w komentarzu! 

Miłego dnia ♥

road trip | shawn mendesOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz