- Gdzie niby będziemy spać? - Rosie wymachiwała rękami w górze, bo zdaje się, że po kilku godzinach bezczynnej wędrówki po mieście miała już dość. - Nie możemy wynająć jakiegoś hotelu, czegokolwiek? Na jedną noc?
- Nie każdy sypie kasą na prawo i lewo jak ty. - mruknął cicho Cameron pod nosem. Miałam już dość ich sporu, zdecydowanie wolałam ich jako słodka para.
- Nic ci się nie stanie jak zanocujemy w camperze. Z resztą to nie pierwszy raz. - Eliot założył ręce na piersi.
- Właśnie dlatego. - Rosie wskazała na niego palcem. - To już jest nudne, serio. Wymyślmy coś innego. - powietrze robiło się coraz chłodniejsze, słońce było już prawie niewidoczne a my staliśmy na pusty molo przy camperze.
- Nocujemy na plaży. - zaproponował mój chłopak, na co Rosie przewróciła jeszcze bardziej oczami.
- Jestem za. - przytuliłam się do barku Shawna i splotłam nasze ręce razem.
- Chyba cię coś boli, Shawn. - Rosie stuknęła się palcem w czoło. - Rozumiem, to romantyczne i te sprawy ale będzie cholernie zimno. Nie chce się trząść.
- To nocuj w camperze i po sprawie. - odezwał się Eliot. - Mi się podoba nocować pod gwiazdami. No wiecie, jak w tych wszystkich filmach.
- Mi też pasuje. - Cameron zgodził się z nami, a Rosie wydała z siebie mruknięcie niezadowolenia, ale koniec końców zgodziła się.
- Po prostu rozłóżmy koce. - wyjęłam z bagażnika idealnie złożone przykrycie. - I tak nie będziemy daleko od campera. - spojrzałam na plażę. Nie była jakaś gigantycznie wielka, więc wystarczyło oddalić się na kilkanaście metrów od pojazdu, a woda już dotyka stóp.
Kiedy przygotowaliśmy nasze ,,posłania" było około jedenastej wieczorem. Mamy zamiar wyjechać na wschód już kiedy słońce wstanie, żeby nie tracić zbędnego czasu i energii.
Położyłam się pomiędzy Shawna i Camerona, obok którego leżał Eliot, a następnie Rosie. Nie było ogromnie zimno, ale lekki chłód był odczuwalny. Przybliżyłam się do Shawna i oparłam głowę na jego ramieniu, patrząc w gwiazdy.
- Nigdy nie sądziłam, że będę leżeć wtulona w ciebie pod gołym niebem w Miami. Wow. - powiedziałam, wciąż nie odrywając wzroku w jasne punkciki na niebie.
- To brzmi jak jakiś głupi film dla nastolatków. - prychnął.
- Sam jesteś głupi film dla nastolatków.
- Chciałbym mieć dziewczynę. - odezwał się Eliot, a ja zmarszczyłam brwi ze śmiechem. - Po prostu. Jak widzę te wszystkie szczęśliwe pary wokół mam ochotę zwymiotować. Szczególnie o was mówię.
- Co nie? - poparła go Rosie. - To takie niesprawiedliwe.
Mimowolnie przewróciłam oczami. Wplotłam swoją dłoń we włosy Shawna, a głowę położyłam obok jego.
- Może kiedyś znajdziesz. - odpowiedział Shawn. - Po prostu czekaj.
- Łatwo ci mówić, kiedy masz idealną fryzurę, metr dziewięćdziesiąt i ładną buźkę. - prychnął, ale każdy z nas i tak wiedział, że żartuje.
Mówię całkowicie serio.
Eliot wcale nie jest brzydki, jestem pewna, że gdybym go nie znała, mogłabym stwierdzić, że jest nawet przystojny. Metr osiemdziesiąt, burza blond loków i wiecznie roześmiana twarz z dołeczkami w policzkach. Czyż to nie brzmi uroczo?
- Oh, nie mów tak. - przerwała mu Rosie. - Każdy jest piękny na swój sposób.
- Właśnie. - przytaknęłam. - Poza tym wygląd jest małoważny. No okej, może na początku trochę. Ale i tak jeśli gadasz z supermodelką, a jest nudna i nie umie żartować to już na wstępie wiesz, że nic z tego nie wyjdzie. - wytłumaczyłam mu.
CZYTASZ
road trip | shawn mendes
FanfictionLily, Shawn, Cameron, Rosie i Eliot to przyjaciele od zawsze. Kończąc szkołę średnią, postanawiają zrobić coś, co zapamiętają do końca życia. Wyruszają w podróż przez połowę kraju starym kamperem rodziców. Dla młodych ludzi z osiemnastką na karku i...
