t w e n t y - t h r e e

2.1K 134 39
                                        

- Kocham cię Shawn, gdzie znajdę takiego chłopaka? - zacytowałam komentarz jakiejś dziewczyny pod coverem mojego chłopaka.

- Brzmisz jak anioł. - Shawn przeczytał kolejny komentarz.

- Chcesz się ze mną ożenić? - na przemian z Shawnem czytaliśmy komentarze pod jego filmikiem. Było ich dobre kilka tysięcy. Większość pozytywnych, widziałam może z dwa hejty. To jest coś niesamowitego.

Oparłam głowę na ramieniu Shawna i lekko objęłam się ramionami, aby było mi cieplej. Podciągnęłam rękawy swetra na dłonie. Było już dość późno i zimno. Byliśmy w Panama City. Po całych dziewięciu godzinach jazdy odpadałam. Jedyne na co miałam ochotę to sen.

Siedzieliśmy całą piątką przy ognisku, które rozpalił sam Cameron, chwaląc się przy okazji swoimi skillami harcerskimi. Jak widać, jest czego pozazdrościć. Jesteśmy na uboczu jakiegoś lasu, dokładniej nie wiem. W każdym razie podoba mi się to miejsce i jest całkiem fajnie.

Shawn naprawdę cieszył się z każdego dobrego słowa jakie ktoś opublikował pod filmikiem. Moim hobby mogłoby być patrzenie kiedy jest szczęśliwy. To zdecydowanie moja ulubiona czynność.

- Jestem taka dumna. - wtuliłam się w chłopaka, a on objął mnie ramieniem i uśmiechnął się naprawdę szczerze.

- Kiedy będziesz już sławny nie zapomnij o nas. - upomniał go Cameron wskazując palcem, na co brunet parsknął śmiechem.

- Nie śmiej się, myślisz, że dziesięć tysięcy polubień pod pierwszym coverem to mało? - prychnęła Rosie i usiadła po turecku obok pnia drzewa. - Poczekaj aż ktoś ci zaproponuje współpracę.

- I będziesz jeździł po świecie i koncertował. - rozmarzyłam się i lekko uniosłam głowę, żeby zobaczyć twarz Shawna. Przez cały czas tylko nieśmiale się uśmiechał. - Wreszcie wydostaniesz się z tego gównianego Malibu.

- Przesadzacie. - spoważniał. - To po prostu jeden cover. Coś w rodzaju zabawy. - wzruszył lekko ramionami.

- Od coverów się zaczyna. - Eliot rzucił malutki patyk na ogień. - Każdy kiedyś ma jakiś początek.

Westchnęłam cicho i zmrużyłam oczy. To moja kolejna ulubiona czynność. Zamknięte oczy, kiedy opieram się o ramię mojego chłopaka. To brzmi jak niebo.

Lekki podmuch wiatru znowu przyprawił mnie o gęsią skórkę. Zdjęłam głowę z ramienia Shawna i wstałam z pnia drzewa.

- Gdzie idziesz? - chwycił mnie za rękę.

- Po bluzę.

Chłopak pospiesznie ściągnął z siebie czarne nakrycie i podał mi, lekko zażenowany.

- Nie wiedziałem, że ci zimno. - powiedział cicho i okrył mnie swoim ubraniem, posyłając przepraszający uśmiech. Ubrałam na siebie jego bluzę i znów usiadłam i tak jak wcześniej oparłam się o niego głową.

- Nic nie szkodzi. - wyszczerzyłam się, a on pocałował mnie w czoło i objął ramieniem. Znowu poczułam jak wewnątrz mnie przeleciało całe stado motyli. To było przeurocze. Od razu zrobiło mi się cieplej, ale nie sądzę, że to sprawa bluzy.

- Jaki gentelman - podsumował Cameron śmiejąc się pod nosem, na co lekko zachichotałam a Shawn zmrużył oczy.

- Ciekawe kiedy ty ostatni raz zrobiłeś coś gentelmańskiego. - odpowiedziała mu Rosie, obracając się w jego stronę i zakładając ręce na piersi. - Może też byś się postarał, hm?

Cameron w odpowiedzi tylko wywrócił oczami, na co razem z Shawnem i Eliotem parsknęliśmy śmiechem.

- I jaka była ta Rebeca? Uwierzysz, że ani razu z nią nie gadałam? - zwróciłam się do Eliota. Serio. Moja jedyna konwersacja z nią to było pożegnanie. Ale i tak w sumie wydawała się miła.

road trip | shawn mendesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz