- Znowu jest tu tak magicznie - mruczę cicho, gdy wchodzimy do altanki. Teraz wszystko spowija mrok, ale Lauren oświetliła ją świeczkami. Wygląda to bardzo romantycznie, na co oczywiście się uśmiecham.
- To nasz azyl - chichocze radośnie, obejmując mnie od tyłu. Wtulam się w nią mocno, po raz kolejny zapominając o wszystkich zmartwieniach. Na szczęście, nie został dziewczynie ani jeden ślad po bójce, co ogromnie mnie cieszyło. Wzięła jeszcze kilka leków przeciwbólowych, ale czuła się dobrze i siniaki zniknęły po przyłożeniu lodu.
- Szkoda, że nie istnieje taka magiczna kraina, w której mogłybyśmy się zamknąć i żyć długo i szczęśliwie - mruczę, spoglądając z ukosa na szatynka. - Wtedy wszystko na pewno byłoby inne.
- W obecnej chwili nie zmieniłabym nic - odwraca mnie do siebie przodem, opierając dłonie o barierkę. - Jestem szczęśliwa, że mogę trzymać cię teraz w ramionach i pokazywać miejsce, które podoba się nam obu. Kto wie, może pewnego dnia wrócimy tu z dziećmi, opowiadając naszą cudowną historię z liceum? A może weźmiemy tutaj ślub w gronie najbliższych? Lub też wrócimy jako przyjaciółki, pokazując naszym drugim połówkom, jak może tu być pięknie?
Zerka na nią, marszcząc lekko brwi. Lauren uśmiecha się delikatnie, mając w oczach te wspaniałe chochliki. Wzdycham cicho i zarzucam jej ręce na szyję, przyciskając się mocno do jej ciała. Szatynka obejmuje mnie mocno, przejeżdżając dłonią po moich plecach.
- Chciałabym, aby moja historia zaczynała się i kończyła na tobie - mamroczę w jej bluzę, zaciskając na niej palce. W odpowiedzi dostaję jedynie drobny całus na czole i mocniejsze przytulenie. Szatynka unosi mnie za uda i sadza na barierce, spoglądając mi w oczy.
- Carpe diem, Camz - szepcze tuż przy moich wargach, muskając je lekko. - Póki, co chcę korzystać z tego, co mam z tobą teraz. Boję się, że te chwile mogą już nigdy nie wrócić, a my po tym całym bałaganie nie będziemy już takie same. Obecna sytuacja wymknęła mi się z rąk, a wiesz jak bardzo uwielbiam kontrolę. Więc muszę też kierować się nieco innymi zasadami oraz priorytetami.
- Pokaż mi swoją kontrolę - mamroczę, spoglądając jej w oczy. - Zabierz mnie do swojego pokoju zabaw.
- Camzi - łapie w dłonie moją twarz i całuje mnie czule. Chwilę później stawia mnie na ziemi i każe się odwrócić. Zaczynam się zastanawiać, co ona robi, ale szatynka mnie ucisza. - Nie muszę cię brać do pokoju zabaw, aby pokazać ci kontrolę.
Słyszę jak się rozbiera, a następnie zawiązuje materiał koszulki na moich nadgarstkach na plecach. Pochyla moją klatkę piersiową bardziej do przodu, aż opieram się mostkiem o barierkę. Chwilę później moje spodnie wraz z majtkami znajdują się przy moich kostkach, a zielonooka krąży dłonią po moich pośladkach. Wymierza dwa mocne klapsy w oba pośladki, co powoduje, że podskakuję, a następnie w ekspresowym tempie zakłada prezerwatywę i wchodzi we mnie od tyłu.
Porusza szybko biodrami, wsuwając się we mnie coraz głębiej i głębiej. Mój tyłek z każdym pchnięciem obdarzany jest klapsami, a łechtaczka stymulowana jest przez palce dziewczyny. Jęczę głośno, wyginając klatkę piersiową na tyle, na ile pozwala mi barierka i wypinam się mocno w stronę szatynki.
- Tak dobrze cię czuć - szepcze mi do ucha, a jej ruchy stają się bardziej chaotyczne i gwałtowne. Zaciskam mięśnie na penisie dziewczyny, dochodząc z mocnym wytryskiem, a Lauren podtrzymuje mnie za biodra i wypełnia prezerwatywę. - Grzeczna dziewczynka - mogę wyczuć jej uśmiech tuż przy swoim uchu, a następnie wychodzi ze mnie i wyciera moje soczki swoją koszulką.
CZYTASZ
Love's to blame - Wszystkiemu winna jest miłość || Camren FF || ✅
FanfictionByła taka skomplikowana. Nikt jej nigdy nie rozumiał. Ale dostrzegłam w niej coś, co ukrywała pod maską perfekcji - małą okaleczoną duszę.