🥀~Rozdział 11~🥀

550 43 0
                                        

🥀~ Proszę.. ~🥀

W ostatniej chwili udało mi się odepchnąć staruszka.
Zakapturzona postać przeszła obok nas kierując się w nieznanym kierunku.

- Nic Panu nie jest? - spytałam grzecznie, pomagając mu wstać.

- Dziękuje bardzo młoda damo. - uśmiechnął się w moją stronę.

- To nic wielkiego, każdy by tak zrobiłby na moim miejscu.

- Nie sądzę.

- Przepraszam, ale muszę już iść. Niech Pan uważa na siebie. - po tych słowach pobiegłam prosto do domu.

Na całe szczęście, nigdzie nie spotkałam mamy, ani Cindy.

Kiedy przekroczyłam próg mojego pokoju, wzdrygnęłam się, widząc na moim łóżku mamę. Ironia losu prawda.

- Jutro po południu przyjedzie do nas Gabriel Agrest wraz z synem. Masz zrobić idealny posiłek, bo jak nie inaczej porozmawiamy. - na jej ostry ton głosu skuliłam się.

- D-dobrze..

Po tym wyszła, dzięki temu mogłam odetchnąć z ulgą.

Udało mi się odrobić wszystkie lekcję, rozglądnęłam się po pokoju i jedna rzecz przykuła moją uwagę.

Na małej szafce leżało brązowe pudełeczko. Mogłabym przysiąść, że wcześniej go tam nie było.

Podeszłam nie pewnie w jego stronę. Chwyciłam go do ręki, po czym pomału otworzyłam.

W środku znajdował się biały pierścień. Był śliczny. Byłam bardzo ciekawa skąd on się tutaj znalazł.

Chciałam go nałożyć, lecz usłyszałam krzyki na moim balkonie.

Zostawiłam pudełeczko na poprzednim miejscu. Może później się mu przyjrzę.

Nie pewnie wyjrzałam za okno i dostrzegłam kłócących się paryskich superbohaterów.

Nie chciałam podsłuchiwać, ale nic na to nie poradziłam, że było ich tak bardzo słychać.

- Dlaczego nie możesz mi dać szansy? - spytał Czarny Kot.

- Nie rozumiesz, że nic do Ciebie nie czuję. Zrozum to w końcu, nigdy nie będziemy razem! - po tych słowach Biedronka zniknęła.

Czarny Kot widać, że był zrozpaczony, nie chciałam, żeby cierpiał, dlatego postanowiłam wyjść z ukrycia.

- Bardzo mi przykro, Czarny Kocie...- zaczęłam.

- To nie twoja wina,Melody - westchnął.

Skąd wiedział jak mam na imię. Jednak nie chciałam o to pytać. Widać, że cierpi po słowach Biedronki.

Podeszłam bliżej niego. - Może...potrzebuje czasu...

- Nie sądzę, kogo ja oszukuje, ona nigdy mnie nie kochała, bez sensu to wszystko.

- To smutne, że starałeś się jej zainponować, a ona tego nie dostrzega.

- Może to i lepiej. Z czasem może nie będzie tak boleć.

- Masz rację... czas leczy rany...- westchnęłam. Tylko moje nie umieją się zagoić...

- Wszystko dobrze? Posmutniałaś.

- Tak w porządku..., a własnie mam coś dla Ciebie tylko nie wiem, czy ci się spodoba...

- No pewnie, a za co?

- Pomogłeś mi, wtedy ze zdjęciem...

- Nie musiałaś wiesz o tym.

- Tak...,ale chciałam. Poczekaj chwile. - weszłam znowu do pokoju, zabrałam szybko prezent, po czym wróciłam do superbohatera.

- Proszę.

Blondyn nie pewnie otworzył pakunek.

- Jeju jest śliczne, dziękuje. - po tych słowach przytulił mnie. - Przepraszam, ale muszę już lecieć. Zobaczyłabyś mnie bez maski...

- Jasne leć. - uśmiechnęłam się lekko.

Chłopak ostatni raz spojrzał na mnie po czym zniknął mi z oczu.

Przed położeniem się spać, spotkałam się z Adrienem. Bardzo mi się podobały nasze spotkania. Stał się moim chyba najlepszym przyjacielem.

W tamtym momencie nie zdawałam sobie sprawy, że mogę stracić to wszystko...

***********
Witajcie
Kolejny rozdział dla was. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Przepraszam za błędy. Dziękuje za czytanie i dawanie gwiazdek. 💜

"𝐖𝐲𝐬ł𝐮𝐜𝐡𝐚𝐣 𝐦𝐧𝐢𝐞"Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz