Rozdział 14: historia Brunona - część 1

98 11 6
                                    

Ból w nogach zniknął po dwóch dniach, ale w tym czasie byłem zwolniony z treningów. Dzięki mojej nieobecności unikałem przez jakiś czas nieprzyjemności ze strony kapitana, który chciał ze mną poważnie porozmawiać na temat mojego zachowania. Na szczęście nie musiałem za szybko się z nim spotykać.

Ominąłem też kolejne dwa treningi, będąc już zdrowym, ale wolałem się jeszcze nie przemęczać. Poza tym, nie chciałem spojrzeć w oczy Natanowi. Jednak jak się okazało, Natan także nie przychodził na treningi. Poinformowała mnie o tym szczerze zdenerwowana Malwina, która robiła mi wyrzuty za moje braki na treningach.

Zbywałem ją wtedy jak najszybciej, tłumacząc się pracą lub zajęciami. Nie dawała jednak za wygraną i w końcu zaciągnęła mnie na trening.

— Oliwer Madgrey. — Kapitan powitał mnie syczeniem przez zęby. Podrapałem się z tyłu głowy.

— Eee... dzień dobry.

— Musimy poważnie porozmawiać — oznajmił. — Pozwól za mną. Reszta niech się rozgrzeje! — krzyknął.

Bez zbędnych słów obrócił się na pięcie i skierował się do wyjścia z sali. Obejrzałem się przez ramię, by dostrzec zainteresowane spojrzenia, milczących członków drużyny. Prychnąłem cicho i powlokłem się za Brunem, chowając ręce do kieszeni. W sumie mogłem się tego spodziewać. Obserwowałem kapitana, który nic nie mówił. Skierowaliśmy się do bocznej salki, która przypominała trochę te konferencyjne, z długim stołem i rzędami krzeseł.

Zamknąłem za sobą drzwi i czekałem.

Bruno usiadł po środku, a potem wskazał mi miejsce. Oznaczało to niestety dłuższą rozmowę. Westchnąłem ciężko i usiadłem tam gdzie padł jego królewski gest. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a ja zdałem sobie sprawę, że serce mi bije jak szalone.

— Dobrze, Oliwier — zaczął powoli. — Jak twoje nogi?

Zamrugałem oczami i wstrzymałem oddech. Na wszelkie możliwe sposoby doszukiwałem się jakiegoś ukrytego znaczenia tego pytania. Mimo najwyższych obrotów, nie dostrzegłem żadnego spisku, dlatego wydałem z siebie krótkie:

— Co?

Bruno zamknął na chwilę oczy.

— Nie „co", tylko „słucham" — pouczył mnie. — I nie mów mi, że i twoje uszy siadają, bo poważnie się zastanowię nad twoją obecnością w drużynie...

— A-ach! Z moimi nogami wszystko w porządku. Musiałem je po prostu nadwyrężyć. Za dużo na raz. Ale już jest dobrze — zapewniłem szybko. Bruno zjechał wzrokiem przez mój t—shirt aż do nóg. Jego oczy błysnęły, chociaż mogła to być wina słońca, które właśnie wyszło zza chmur.

— Wyglądają na zdrowe. — Sam przyznał, a potem uniósł wzrok. — Niestety twoja nieobecność na treningach zmusiła mnie do podjęcia decyzji, iż przez najbliższe dwa mecze nie zagrasz.

— Tak, wiem... Malwina mi mówiła — burknąłem.

— Trochę odpoczynku ci się przyda. Poza tym chciałem zobaczyć innych graczy, a więc i tak pewnie byś siedział na ławce — tłumaczył spokojnie. — Dzisiaj jednak daj z siebie wszystko.

— Jasne, jasne...

Bruno zmrużył oczy, a potem skinął głową.

— To wszystko — powiedział, wstając. — Wracajmy na salę.

— To tyle? — zdziwiłem się, również się podnosząc z miejsca. — Żadnego opierdzielu?

Bruno uśmiechnął się lekko.

Ósmy cudOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz