- Powinienem raczej zapytać Snape'a o zgodę...
- To nic - przerwałam mu. - Zajmę się tym później. Chodzi mi jedynie o to, czy możemy teraz aportować się do mojego domu?
Jacques spojrzał na mnie jakby zastanawiając się, czy na pewno powinien to robić. Zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że ta wyprawa nie obejdzie się bez konsekwencji.
- Silene... Tak bardzo jak ciebie polubiłem to nie mogę się narazić Snape'owi na jego terytorium - westchnął. - Przykro mi.
Adrenalina, która krążyła w moim ciele nakazywała mi natychmiast aportować się do domu, zrobić awanturę stulecia i wyprowadzić się ze skutkiem natychmiastowym. Rozsądek jednak przyznawał Jacquesowi rację. To byłoby zdecydowane nadużycie przywilejów, które posiadałam. Zresztą nic by to nie zmieniło. Co najwyżej chwilowo dałoby to upust moim emocjom, ale też mogłoby się się skończyć tragicznie biorąc pod uwagę jak bardzo nie potrafię panować nad swoją magią.
- Chyba masz rację - przyznałam w końcu. - Lepiej będzie jeżeli wyślę mu list. Wtedy chociaż uniknę awantury.
- Racja. - Jacques podłapał pomysł. Pogrzebał chwilę w kieszeniach i wyciągnął z jednej z nich kawałek wygniecionego pergaminu. - Najbardziej estetyczny to on nie jest, ale powinien się nadać. Jeżeli chcesz to odprowadzę cię do sowiarni, a potem do zamku - zaoferował. - Żebyś nie miała nieprzyjemności przez to, że szlajasz się po nocach.
Wzruszyłam ramionami.
- Jak chcesz - powiedziałam. - W najgorszym wypadku to co, dostanę szlaban?
Chłopak parsknął. Wizja szlabanu w perspektywie tego, co teraz działo się w Wielkiej Brytanii była komiczna.
W końcu dotarliśmy do sowiarni, gdzie gdy chwyciłam za pióro agresywnie napisałam raptem kilka zdań o tym, że to jest właśnie ta lojalność wobec rodziny, której nas zawsze uczył. Dopisałam również, że nie wiem kiedy i czy wrócę do domu. Aha, i żeby wzięli jak chcą rośliny z mojego pokoju bo i tak mi się nie przydadzą.
Przywiązałam list do nóżki jednej ze szkolnych sów i wypuściłam ją przez okno. Jeszcze chwilę wpatrywałam się w oddalający się cień, gdy w końcu odezwał się Jacques:
- Wiesz, jeżeli nie masz gdzie zostać na przerwę świąteczną to mam wolne mieszkanie w Londynie. Praktycznie mnie tam nie ma, a widząc jaka jest atmosfera w Hogwarcie to chyba byłoby ci tam lepiej niż tutaj.
- Dlaczego jesteś dla mnie taki miły? - spytałam podejrzliwie.
On wzruszył ramionami.
- Ty już mi pomogłaś, więc pora żebym ci się odwdzięczył.
Przewróciłam oczami.
- Wiesz, że za dużego wyboru czy ci pomóc to nie miałam - odparłam. - Ale to uprzejme z twojej strony - dodałam. - Nie chciałam żeby to zabrzmiało obraźliwie.
- Nie zabrzmiało - przerwał mi. - Dobrze jednak wykonujesz swoją robotę, a kto wie kiedy będę znowu potrzebował pomocy. Po prostu pomyślałem, że czemu by nie zrobić użytku z pustego mieszkania. Ja i tak dużo podróżuję.
Nie chciałam sobie robić długu u Jacquesa. Na koniec dnia on i tak był śmierciożercą. Chociaż jakby się zastanowić to ja też święta nie byłam. Też pomagałam Czarnemu Panu z tą różnicą, że nie miałam Mrocznego Znaku.
Jednak puste mieszkanie oznaczałoby dla mnie wolność. Nie musiałabym ograniczać się z emocjami. Mogłabym ochronić nie tylko siebie, ale też Blaise'a czy Draco.
- Jeszcze się zastanowię - powiedziałam. - Nie zrozum mnie źle, ale praktycznie się nie znamy. Nie wiem co tobą kieruje, a czasy są jakie są.
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanfictionHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
