kinda dramki i trochę śmiechostek
~
Obudziłam się w środku nocy. Dookoła mnie panowała ciemność, a moje współlokatorki już dawno spały. Słychać było tylko ich umiarkowane oddechy.
Nie miałam pojęcia która była godzina. Przewracałam się z boku na bok, bezskutecznie próbując zasnąć. W końcu zrezygnowana postanowiłam wstać i zrobić coś sensownego ze swoim życiem. Wciągnęłam na siebie szary dres, a włosy związałam w niechlujny kok.
Czułam się totalnie rozsypana. Dręczyło mnie to jak go potraktowałam, jednak cały ten bagaż tak łatwo nie odpuszczało. Cały czas z tyłu głowy miałam wątpliwości i ten ciągły strach... Uczucia były we mnie skumulowane za chłodną maską obojętności. Życie jest do kitu, jednak takie problemy zdecydowanie bardziej mi odpowiadały niż nieustające zagrożenie ze strony najpotężniejszego czarnoksiężnika tych czasów.
Wzięłam jedną z mugolskich książek i zeszłam z nią do Pokoju Wspólnego. Był pusty, lecz w kominku wciąż tlił się ogień. Rozsiadłam się na kanapie będącej najbliżej niego i przykryłam się kocem.
Spojrzałam się na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał godzinę czwartą rano. Merlinowi dzięki, że nie miałam dzisiaj zajęć. W innym wypadku skończyłabym wyglądając i czując się jak inferius przez następne godziny. Zagłębiłam się w lekturze. Główna bohaterka była niesamowicie silna, miała na swoim utrzymaniu matkę oraz siostrę, a mimo całej tej odpowiedzialności stała się symbolem buntu i nadziei na lepszą przyszłość.
Czym się od niej różniłam? Niby też miałam "zbawić świat"... Ale byłam cholernie słaba. O tak, zdecydowanie. Dziewczyna z książki bez namysłu uratowała siostrę, podczas gdy ja nie miałam odwagi by przełamać lęk przy osobie, którą kocham. Prychnęłam, będąc zażenowana swoimi myślami.
Nagle usłyszałam dźwięk kroków dochodzący z okolicy schodów. Zamarłam. Czy ktoś też buntuje się przeciwko spaniu w ludzkich godzinach? Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego jak Malfoya w czarnym dole od dresów oraz białej koszulce. Cholerne prawo Murphy'ego.
- Uhmm... hej - zaczęłam niepewnie.
- Nie uważasz, że powinienem ciebie najpierw spytać o to co tutaj robisz o czwartej rano? - spytał, unosząc brew i opierając się z założonymi rękami o framugę drzwi.
- Nie, ponieważ wtedy zrobiłabym to samo - odparłam. - A ty raczej nie miałbyś ochoty odpowiedzieć, jak zawsze zresztą.
Chłopak przewrócił oczami, ruszył w stronę kanapy po czym opadł na nią całym ciężarem. Między nami zapadła niezręczna cisza. Draco oparł głowę na swojej ręce i wpatrywał się w ogień. Ja z kolei czytałam, a raczej, udawałam że to robię. Nawet nie zadałam sobie trudu, by śledzić oczami tekst.
- Czym jesteśmy? - wypalił nagle Malfoy.
Podniosłam wzrok znad książki. To samo pytanie zadał mi w Pokoju Życzeń. Westchnęłam.
- Mieliśmy już o tym nie mówić - przypomniałam mu.
- Mam dosyć całej tej sytuacji, twoich humorków... - obrócił się w moją stronę. - Nie ma sensu tego przedłużać.
Ignorowałam jego wzrok bojąc się, że się w końcu złamię.
- Przepraszam, że tak się zachowałam. Źle mnie wtedy zrozumiałeś, ale nie czuję... - zaczęłam dyplomatycznie, odkładając książkę na bok.
Poddenerwowana zaczęłam bawić się naszyjnikiem, który od niego dostałam. Nagle zaczął mi ciążyć na szyi jakby był żelaznym łańcuchem.
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanfictionHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
