Rozdział 10

1.6K 106 17
                                        


Moje policzki spłonęły rumieńcem. Chwilę po wyjściu chłopaka wciąż wpatrywałam się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał. Stwierdziłam, że ten człowiek jest po prostu bipolarny. Otrząsnęłam się i poprawiłam torbę, która w wyniku incydentu zsunęła mi się z ramienia, po czym odeszłam w kierunku lochów.

 ***

Postanowiłam zignorować to, co zdarzyło się w schowku. Pod salą byli już prawie cała grupa. Na samym końcu stali Malfoy, Blaise oraz Jasper. Z tym ostatnim nigdy w życiu jeszcze do czynienia poza tym jednym, feralnym wieczorem. 

Jasper Crane należał do ekipy imprezowiczów i wiedział każdy. Pojawiał się na imprezach organizowanych przez mojego brata. Nigdy nie brałam w nich udziału, bo nie kręciło mnie upijanie się do nieprzytomność, obściskiwanie się z facetami po kątach czy eksperymentowanie z nielegalnymi eliksirami.

Pewnego razu podczas trwającej imprezy wyszłam ze swojego pokoju do biblioteki.Niektórzy totalnie upici ludzie przysypiali na korytarzu. Byłam do tego przyzwyczajona. Odkąd Voldemort wrócił, rodzice często wyjeżdżali. Dom zostawał wolny, a Blaise, jak to Blaise, uważa, że każdą okazję do imprezy należy wykorzystać. Wracając do tej nocy, w koncie na korytarzu Crane praktycznie pieprzył się z Dafne Greengrass, siostrą Astorii. Ignorując ich poszłam do biblioteki i zagłębiłam się w labiryncie regałów. Po jakiś dwudziestu minutach stwierdziłam, że powinnam już wyjść, więc ruszyłam z moimi książkami w kierunku drzwi, lecz nagle usłyszałam głos przy swoim uchu.

- Czemu nie chcesz się z nami bawić? - powiedział Crane kładąc dłonie na mojej talii.

Poderwałam się na dźwięk jego głos. Nie spodziewałam się spotkać tutaj kogokolwiek. Próbowałam się mu wyrwać, ale złapał mnie za mocno.

- Puść mnie - powiedziałam stanowczym, opanowanym tonem.

On zaśmiał się pod nosem.

- Nie. I co mi możesz zrobić? - wymruczał całując mnie powoli po szyi.

Upuściłam książki, a mój oddech przyspieszył. Czułam od niego alkohol co jeszcze bardziej wywołało u mnie panikę. Nie ufałam ludziom po alkoholu, byli nieobliczalni. Jego dłonie przesunęły się z talii na moje piersi. Ten gest sprawił, że znowu zaczęłam racjonalnie myśleć. Wykorzystałam fakt, że był otumaniony używkami i walnęłam go z całej siły łokciem w nos. Odskoczył ode mnie i złapał się za nos z którego obficie popłynęła krew.

- Co ty odpierdalasz!? - krzyknął.

Wyciągnęłam z kieszeni różdżkę.

- Petrificus Totalus! - powiedziałam kierując różdżkę w jego stronę.

Ciało chłopaka momentalnie się napięło i upadło jak kłoda na podłogę. Nie chowając różdżki stanęłam koło niego. 

- Obliviate - szepnęłam.

To był pierwszy raz kiedy rzucałam to zaklęcie. Nigdy nie dowiedziałam się, czy tak naprawdę zadziałało.

Kiedy teraz zobaczyłam jego szare oczy wiedziałam, że to będzie dopiero początek kłopotów.

- Jasper Crane – powiedział podając mi rękę ze swoim irytującym, cwaniackim uśmieszkiem.

- Sil... - zaczęłam.

- Oh, daruj sobie, każdy ciebie zna Silene – powiedział podnosząc brew.

Przewróciłam oczami. Co raz bardziej żałowałam, że wybrałam kontynuacje tego przedmiotu. Jednak Snape zdołał przekonać moich rodziców, że będę doskonałą uzdrowicielką.

Hereditatem |d.mOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz