Zdenerwowana przełknęłam ślinę. To się nie działo.
- Więc na co czekamy? - spytałam roztrzęsiona. - Co z Blaisem i resztą?
- Ślizgonom nic nie będzie. Dobrze wiesz, że śmierciożercy nie krzywdzą swoich - odparł cicho.
Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Wstrzymałam oddech, jednak był to tylko jakiś pierwszak. Powstrzymałam się z mówieniem do momentu aż Puchon zniknął mi z pola widzenia.
- No dobrze, ale co z innymi uczniami? - zmarszczyłam brwi. - Tu są dzieci na litość boską - powiedziałam ściszając głos.
Malfoy zacisnął zęby.
- Tak długo jak nie będą wchodzić im w drogę nic im się nie stanie. - powiedział szybko, kłamstwo. - Voldemort chce tylko Dumbledore'a.
To już była moja rola, ochronić resztę Hogwartu. Czułam się za to odpowiedzialna. To było moje dziedzictwo.
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i w przypływie emocji przytuliłam blondyna. Zaskoczony odwzajemnił uścisk.
- Uważaj na siebie - wyszeptałam tuż przy jego uchu.
- Postaram się - odparł.
Odsunęłam się, po czym ruszyłam w kierunku schodów. Musiałam spotkać się z Dumbledorem póki jeszcze miałam taką okazję.
- Dokąd tak pędzisz? - spytał w ostatnie chwili, unosząc przy tym jedną brew.
Odwróciłam się w jego stronę.
- Potrzebuję załatwić... - zawahałam się - jeszcze jedną sprawę.
To wcale nie jest ani trochę podejrzane, geniuszu.
Chłopak przymrużył lekko oczy. To było oczywiste, że ta odpowiedź ani trochę go nie usatysfakcjonowała. Jednak fakt, że mieliśmy ograniczoną ilość czasu działał na moją korzyść, więc chyba postanowił nie zagłębiać się w szczegóły.
Odeszłam, aby przerwać już tą niezręczną ciszę. Gabinet dyrektora znajdował się na drugim piętrze, więc musiałam pokonać całkiem pokaźną ilość schodów. Pomimo beznadziejnej kondycji udało mi się tam dotrzeć szybciej niż się spodziewałam. Wtedy jednak pojawił się problem. Nie wiedziałam przecież jakie jest hasło.
- Cholera... Hogwart - powiedziałam, czując się głupio rozmawiając z posągiem gargulca.
Jednak on ani drgnął. To było zbyt oczywiste.
- Slytherin, Ravenclaw, Hufflepuff, Gryffindor... - zaczęłam wymieniać, lecz bez skutku. - Nie wiem... Otwórz się do cholery - wymamrotałam poirytowana.
- Język młoda damo! - wykrzyknął czarodziej z portretu o podkręconych, siwych wąsach.
Taki stary a słuch miał jeszcze dobry. Przewróciłam oczami. W tym samym momencie gargulec się odsunął, a z korytarza wyszedł Slughorn.
- Oh, dzień dobry profesorze - powiedziałam, przywołując na twarz najmilszy uśmiech na jaki tylko było mnie stać.
- Witam panno Zabini - odparł przywołując serdeczny uśmiech na mój widok. - Co panienka tutaj robi? Jeśli oczywiście wolno mi spytać.
- Potrzebuję spotkać się z profesorem Dumbledore, ale niestety nie znam hasła. To pilne - dodał pewnie.
Od ilości cukru jakiej użyłam w tej wypowiedzi zrobiło mi się niedobrze, ale nie przestawałam udawać.
- Hasło to Kwachy - wyszeptał, po czym odchrząknął. - Mam nadzieję, że dyrektor nie będzie miał mi za złe, że tobie to mówię. W razie czego, nie wspominaj skąd masz hasło, dobrze?
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanfictionHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
