Rozdział 44

55 1 0
                                        

Kolejny miesiąc przyniósł masowe kary fizyczne szczególnie w środowisku Gryfonów, którzy jak żaden inny dom angażowali się w działalność Gwardii Dumbledore'a. Przyniosło to więcej strat niż pożytku, a ja miałam przez to trzy razy więcej roboty. Dodatkowo w listopadzie z gabinetu dyrektora zniknął Miecz Gryffindora o co oczywiście oskarżono członków GD, a w szczególności trójkę czołowych członków, czyli Weasley, Longbottoma i Lovegood. Nie obyło się bez pokazowego szlabanu. Na szczęście trafili do Zakazanego Lasu pod pieczę Hagrida, który jakimkolwiek idiotą by nie był to nie dałby zrobić im krzywdy. Sytuacja stopniowo się pogarszała, a proporcjonalnie do tego rosła ilość spożywanego przeze mnie Eliksiru Uśmierzającego Ból.

Leżałam półprzytomna na dywanie, próbując zebrać się po tym jak znowu przesadziłam z ilością zażytej substancji. Widok tych cierpiących dzieciaków był nie do zniesienia. Przez śmierciożerców musiałam składać pewnego czwartoklasistę po tym jak oberwał Sectumsempra. Na szczęście to był najcięższy przypadek. Reszta to tylko pojedyncze obicia czy po prostu liczne stany lękowe i nowe traumy.

Nie zmieniało to faktu, że w Hogwarcie działo się coraz gorzej. Traciłam kontrolę nad swoim zachowaniem. Powoli też dopuszczałam do siebie myśl, że eliksir był mi niezbędny do funkcjonowania i dłuższe odstawienie kończyło się przykrymi skutkami ubocznymi. Wymykało się to spod mojej kontroli, a ja nie miałam nawet siły by coś z tym zrobić.

Usłyszałam jak któraś z dziewczyn weszła do naszego dormitorium. Zerwałam się z leżenia plackiem na podłodze do pozycji półsiedzącej. Opierałam się o kolumnę swojego łóżka.

- Wszystko okej? - spytała Astoria, patrząc na mnie zaskoczona.

- Tak - odpowiedziałam automatycznie, lekko się przechylając. Dziewczyna uniosła brwi. - Znaczy się... Na podłodze w sumie mi wygodniej.

Zmierzyła mnie podejrzliwym wzrokiem i skrzyżowała ręce na piersi.

- Jesteś pijana - oznajmiła.

Postanowiłam wykorzystać podejrzenia Greengrass, by nie dowiedziała się, że rzeczywistość jest znacznie gorsza niż parę promili we krwi.

- Może trochę - wzruszyłam ramionami. - Owutemy dają mi w kość.

Dziewczyna westchnęła i zamknęła drzwi. Usiadła na łóżku stojącym naprzeciwko mnie.

- Wiem. Teodor też szaleje przez nie, i nie tylko - spojrzała na mnie. - Zresztą obydwie wiemy, że nie chodzi tylko o szkołę Silene. Już dawno przestało tylko o nią chodzić.

- To już nie jest nasz Hogwart - powiedziałam po chwili.

Pokiwała ze zrozumieniem głową. Czasem zastanawiałam się, co taka osoba jak ona robi w Slytherinie. Była zdecydowanie za dobra żeby tu być. Nigdy nie zwracała uwagi na czystość krwi, czy inne rzeczy które były tak ważne dla naszego domu. Mogło to też być wynikiem tego, że bardziej skupiała się na tym, jakie życie mieliśmy należąc do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki niż tym jaka ideologia stała za większością starych rodów. Bądź co bądź mieliśmy zabezpieczoną przyszłość, posiadłości, znajomości. Jedyne co przed wojną mogło zajmować nam głowę to jak utrzymać dobre relacje z większymi rodami niż te z których się wywodziliśmy i ewentualnie z kim wziąć ślub by przedłużyć idealnie czysto czarodziejską linię potomną.

- Wiesz, że tak nie będzie zawsze, Sil - powiedziała, siadając obok mnie na podłodze.

Oparłam głowę na jej ramieniu a ona delikatnie przeczesywała moje zdecydowanie krótsze włosy palcami.

- A co jeżeli? - spytałam cicho, wpatrując się tępo w kolumnę łóżka. - Astoria, ja mu przecież pomagam. Potter jest Merlin wie gdzie i nie wygląda na to, że to się skończy od tak.

Hereditatem |d.mOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz