- Panno Zabini.
Mruknęłam niezadowolona.
- Panno Zabini - ktoś szturchnął mnie w ramię.
Poderwałam się i lekko skołowana rozejrzałam się po otoczeniu. Byłam w Skrzydle Szpitalnym przy łóżku Draco, a obok mnie stał Dumbledore.
Cholera.
- Profesorze Dumbledore, ja... - zaczęłam nerwowo.
Byłam strasznie zestresowana. Przychodząc tutaj złamałam przynajmniej dziesięć zasad zapisanych w regulaminie.
- Tobie też dzień dobry, Silene - uśmiechnął się.
Spojrzałam zdezorientowana na niego. Dyrektor wcale nie wyglądał jakby miał wlepić mi szlaban za szwendanie się po nocy i nie stosowanie się do poleceń nauczyciela. Widząc moje zmieszanie postanowił kontynuować.
- Co z panem Malfoyem? - spytał.
- Dobrze... Tak myślę - powiedziałam niepewnie.
Co prawda kryształ z naszyjnika wrócił do względnie normalnej temperatury, ale nie zmieniało to faktu, że Draco dalej się nie obudził. Nie miałam pojęcia, czy w ogóle się obudzi.
- Dobrze wiesz, że nie chodzi tylko o jego stan fizyczny.
Nie. O nie mógł...
Uniosłam brwi. Skąd on wiedział o tym, że pomagam Draco? Owszem, rodzice mówili mi, że Dumbledore jest świadomy planu Czarnego Pana, ale że wiedział też o mnie?
Starzec zaśmiał się widząc moją reakcję.
- Myślę, że to nie jest odpowiednia rozmowa na to miejsce.
Mężczyzna podniósł się i tym samym dał mi do zrozumienia, że czeka mnie rozmowa w jego gabinecie.
Rozejrzałam się po okrągłym gabinecie. Wyglądał przytulnie, chociaż jak na mój gust był odrobinę za bardzo zagracony. Byłam tutaj pierwszy raz ze względu na to, że w ciągu tych prawie sześciu lat ani razu nie wpadłam w kłopoty poważniejsze niż przetrzymanie książki z biblioteki o całe dwa dni.
- Kawy? Herbaty? - spytał, przygotowując sobie dziwnie wyglądające zioła.
- Nie, dziękuję - odmówiłam grzecznie.
W moje nozdrza uderzył specyficzny, ostry zapach. Zmarszczyłam nos zniesmaczona. Nie umknęło to uwadze dyrektora.
- To prawda, wywar z płatków Asfodelusa nie ma najprzyjemniejszej woni - zaczął - ale tylko on jest w stanie pomóc mi z tym problemem - powiedział, odsłaniając fragment szaty zakrywający sczerniałą dłoń.
- Dlaczego rana się nie goi? - spytałam zdziwiona.
Dumbledore miał ją od początku roku szkolnego, ale z dostępem do magicznej medycyny da się dokonać rzeczy niemożliwych. O wiele bardziej skomplikowanych niż uleczenie jednej dłoni.
- Powstała przez działanie czarnomagicznego zaklęcia, które było nałożone na horkruks Voldemorta - odparł.
Zmarszczyłam brwi. Czym do cholery był horkruks?
- Horkruksy to magiczne przedmioty, w których czarnoksiężnicy ukrywają swoje dusze. Daje im to częściową nieśmiertelność - wytłumaczył. - Ma to jednak ogromną cenę, muszą pozbawić kogoś życia.
Pokiwałam głową. To brzmiało jak magia ofiarna, czyli jeden z mroczniejszych rodzajów czarnej magii.
- Czemu mi to pan opowiada? - spytałam podejrzliwie.
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanfictionHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
