Pięć lat od Bitwy o Hogwart
- Poprosimy na salę świadek obrony, Silene Brie Zabini
- Silene Brie Zabini-Malfoy - poprawiłam, wychodząc na środek sali. - Niedawno wzięliśmy ślub.
W półokręgu siedziało pięćdziesięciu członków Wizengamotu. Po wojnie pojawiło się wiele nowych nominacji w związku z tym, że mnóstwo czarodziejów skazano na karę Azkabanu za współpracę z Voldemortem. Procesów było tyle, że po pięciu latach nadal sądzono wszystkich, których nazwisko wskazywało na chociaż jedną osobę związaną ze współpracą z Czarnym Panem. Mimo znacznego wkładu w jego pokonanie też musiałam przez coś takiego przejść, a Draco swoją rozprawę miał dopiero dzisiaj. Do tego momentu przez te lata miał ograniczone prawa czarodziejskie. Nie mógł między innymi pracować jako auror, czy magomedyk, ale to mu nadmiernie nie zawadzało.
- Czy to przypadkiem nie zmienia sytuacji, panie Ministrze? - tęgi czarodziej zwrócił się do Shacklebolta.
- W jaki sposób miałoby to niby zmienić sytuację? - parsknęłam odrobinę ostrzej niż zamierzałam. - Pan wybaczy, panie Ministrze. Mój mąż znacząco przyczynił się zarówno do obrony Hogwartu, jak i późniejszej jego odbudowy. W momencie próby nie wydał Harry'ego Pottera, walczył tak samo jak ja w bitwie o Hogwart i prawie zginął z ręki Lorda Voldemorta, bo nie chciał dołączyć do niego po tym jak Harry Potter rzekomo zginął. - Z każdym kolejnym zdaniem nakręcałam się coraz bardziej.
- Wystarczy, pani Zabini-Malfoy - powiedział Minister. - Pragniemy przesłuchać pana Malfoya ze względu na jego liczne koneksje z Czarnym Panem oraz jego śmierciożercami. Dlatego chcę pani zadać kilka pytań. Potem będzie miała pani prawo do wyrażenia opinii na temat pana Malfoya. Jest pani szanowaną czarownicą, odznaczoną Orderem Merlina pierwszej klasy, dlatego liczę, że zachowa się pani z szacunkiem wobec prawa czarodziejów i całej magicznej społeczności. Dobrze?
Zaczerwieniłam się będąc lekko zawstydzona i skinęłam głową. Podczas mojej rozprawy byłam przerażona. Zostały postawione mi zarzuty morderstwa oraz długotrwałego działania na niekorzyść społeczności czarodziejów. Był on jedynie formalnością, ale świeżo wybrani urzędnicy nie mogli sobie pozwolić na to, żeby komuś nawet najbardziej zasłużonemu uchodziły płazem popełnione przestępstwa.
- Czy to prawda, że pan Malfoy był śmierciożercą?
- Tak, ale...
- Proszę jedynie odpowiadać na pytania - przypomniał mi cierpliwie ciemnoskóry mężczyzna. - Potem będzie miała pani możliwość rozwinięcia swoich odpowiedzi.
Westchnęłam i skinęłam głową. Moim zdaniem działało to bardzo na niekorzyść Draco, ale nie mogłam z tym nic zrobić. Zaczęłam się obawiać tego, by nie powiedzieć niczego na jego niekorzyść. Harry i Hermiona zgodzili się zeznać na jego korzyść przede mną. Byłam im za to wdzięczna. Wiele członków Gwardii Dumbledore'a dalej miało mu jednak za złe lata poniżeń. Mimo tego, że Neville powiedział, że jest mi wdzięczny za wiele rzeczy, tak nie mógł bronić Draco w sądzie. Blaise, Pansy, Astoria również zeznawali, ale byli Ślizgonami a słowo członków naszego domu często było poddawane w wątpliwość przez to, że był to dom śmierciożerców i samego Voldemorta.
- Proszę opowiedzieć o tym jak pan Malfoy zdecydował się na odwrócenie się od Czarnego Pana? - powiedziała starsza kobieta siedząca po lewej stronie.
To była szansa by zaprezentować Draco z tej lepszej strony.
- W momencie gdy Harry Potter był w Malfoy Manor mój mąż został poproszony o jego identyfikację przez swojego ojca oraz Bellatrix Lestrange - zaczęłam. - Ja wtedy zostałam u góry. Ostatecznie nie wydał Harry'ego Pottera przez co on i Hermiona Granger oraz Ron Weasley z kilkoma innymi więźniami mogli uciec ze skrzatem domowym. Potem wrócił do mnie i powiedział, że musimy uciekać. Wtedy zdecydowaliśmy się znaleźć Pottera. Już wcześniej miałam z nim kontakt w Dolinie Godryka, więc wiedzieliśmy że bezpiecznie możemy komunikować się jedynie przez Patronusy.
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanfictionHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
