Rozdział 7

1.7K 108 9
                                        

Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji co jeszcze bardziej mnie niepokoiło. Jedynie w jego oczach można było dostrzec niebezpieczny błysk. Z zaciśniętej dłoni zwisał smętnie koniec niegdyś luksusowego pióra.

- Ta, jasne. Nie przeszkadzajcie sobie. Wcale nie zagradzacie wejścia - powiedział z pogardą.

- Stary, ja... - zaczął Teodor.

- Daruj sobie Nott - przerwał mu Malfoy.

- No dobrze nie denerwuj się tak księżniczko bo ci się zmarszczki od tego zrobią - powiedziałam ironizując.

- Slytherin traci przez was dwadzieścia punktów. Po dziesięć na osobę.

Czemu on zawsze musiał być takim dupkiem? Moje ciało przebiegła masa energii. Pochodnie w moim pobliżu niebezpiecznie zamigotały. Wystraszyłam się, że mogę znów stracić kontrolę, tak jak w pociągu, więc minimalnie się opanowałam.

 Nie zamierzałam jednak tak łatwo odpuścić Malfoy'owi. Powolnym, dumnym krokiem podeszłam do niego. Uniosłam dłoń po czym przywaliłam mu prosto w twarz. Jego policzek się zaczerwienił od uderzenia, a głowa odskoczyła na bok. Poczułam ogromną satysfakcję. Może w końcu zrozumie, że nie ma prawa pomiatać ludźmi jak skrzatami. Powoli odwrócił wzrok w moją stronę. 

- Zabini, tracisz kolejne dziesięć punktów za napaść na perfekta oraz znieważenie jego poleceń. Dodatkowo przez najbliższy miesiąc dwa razy w tygodniu masz zafundowany szlaban. Chcesz grać dalej, kotku? - zapytał z kpiącym uśmieszkiem.

- Świetnie - prychnęłam.

Zignorowałam to, jak mnie nazwał. Dopiero teraz zauważyłam Pansy, która przypatrywała się całemu zajściu. Podeszła do Malfoy'a i szturchnęła go lekko w ramię.

- Daj im już spokój, Draco - powiedziała łagodnie, lecz stanowczo.

Spojrzał na nią i przewrócił oczami po czym poszedł do Pokoju Wspólnego. Pansy podążyła za nim, odwróciła się do mnie na chwilę i mrugnęła porozumiewawczo. Odpowiedziałam tym samym.

- Masz przerąbane - stwierdził ponuro Teodor.

- Serio? Nie zauważyłam - powiedziałam sarkastycznym tonem.

Miałam ochotę wrzucić tego tlenionego idiotę w najgłębsze odmęty Tartaru. Byłam strasznie poirytowana, lecz jednocześnie nie chciałam się wyżywać na Teo.

- Jestem zły na siebie - oznajmił.

- Czemu? - zapytałam zdziwiona.

- Przeze mnie masz szlaban.

- To ja go walnęłam, nie ty - pocieszyłam go

- No tak, ale z mojego powodu.

- Nie pochlebiaj sobie - zażartowałam. - Nie martw się, Malfoy nawet nie wie na co się zdecydował - powiedziałam ze złośliwym uśmieszkiem.

- Na jego miejscu bym się bał.

- I słusznie. Na jego miejscu rezerwowałabym miejsce w Mungu - zażartowałam.

Teodor lekko się uśmiechnął.

- Lepiej już chodźmy. Nie chcę pobić rekordu w ilości straconych punktów przed rozpoczęciem zajęć.

***

Blaise

Rzuciłem się na zaścielone świeżą pościelą łóżko. Jęknąłem. Przysięgam, że z roku na rok muszę wypakowywać co raz więcej rzeczy. Oczywiście dopiero kiedy wszystko rozpakowywałem przypomniałem sobie o istnieniu różdżki.

Hereditatem |d.mOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz