- No i wróciłam do pokoju i ostatecznie zrzygałam się na dywan - dokończyłam opowieść. - I tak go nie lubiłam, a nie zamierzam tam już wracać.
Siedziałam w Pokoju Życzeń razem z Draco. Zgodnie z jego obietnicą, tuż po powrocie do Hogwartu zaczęliśmy mój odwyk. Nie poszliśmy przez to na zajęcia, ale nie przejmowaliśmy się konsekwencjami. To jak uzależnienie miało kontrolę nad moim życiem było niebezpieczne, co pokazała sytuacja ze świąt z Jacquesem.
- Myślisz, że zrobił to na polecenie Czarnego Pana? - zapytał blondyn, podając mi kolejny koc.
Zimne poty i dreszcze były najgorsze. Jednak to było nic w porównaniu do tego, jak błagałam Malfoya o podanie mi eliksiru. Byłam w stanie go zaatakować przez co Draco musiał mnie spacyfikować oszałamiaczem. Teraz, po prawie dobie od tamtego wydarzenia było lepiej, ale i tak fizycznie czułam się jakbym przechodziła jakąś paskudną odmianę grypy.
- Szczerze, nie mam pojęcia - przyznałam. - Nie wiem, czy zrobił to dla własnej satysfakcji, czy Czarny Pan coś mu rozkazał.
- Zabiłbym typa.
- To już nie jest ważne - powiedziałam otulając się ciaśniej kocem. - Miałeś rację, nie powinnam z nim mieć kontaktu. Zostanę w Hogwarcie do końca roku. Pokój Życzeń mnie ochroni. Nie będę już używała eliksirów, nie będę piła. Ty jedyne co musisz zrobić to wszelkim kosztem unikać misji.
- Wiesz, że to nie zawsze jest możliwe - westchnął. - Ale ostatnio nic się nie dzieje. Może dlatego, że On chce żebym zachował pozory w szkole. Nawet ze Snapem u władzy nie zdam Owutemów, jeżeli mnie tyle nie będzie.
- Nie spodziewałam się tego, że kiedykolwiek będziesz przejmował swoją edukacją.
- Nieważne kto wygra wojnę, w końcu ona się skończy. Tak samo jak szkoła. Samo nazwisko mnie nie utrzyma.
- Czyżby? - spytałam zdziwiona. - Przecież macie taki majątek, że spokojnie mógłbyś siedzieć w domu i zostać "kogutem" domowym.
Parsknął śmiechem na to określenie.
- Przemyślałem to co powiedziałaś, kiedy odeszłaś z domu rodziców. Nie chcę być dłużej uzależniony od fortuny mojego rodu. Chcę zbudować swoje dziedzictwo.
Uniosłam zaskoczona brwi. Przez większość życia, którą znałam Draco był on małym, rozpuszczonym przez rodziców dupkiem. Wydawał fortunę na swoje zachcianki i ani razu nie musiał się wysilać żeby coś dostać. Coś się w nim zmieniło. Coś się w nas zmieniło.
~
- W tej wyglądasz jak beza - powiedziałam.
Blondynka stojąc na podwyższeniu przewróciła oczami.
- Naprawdę nie pomagasz.
Wzruszyłam ramionami, rozkładając się wygodniej na sofie. Nadszedł luty, a wraz z nim wielkimi krokami zbliżał się ślub Astorii i Theodora. Rodzice dziewczyny zabronili jej szlajania się po salonach żeby wybrać suknię, więc zamówili wizyty domowe u najlepszych krawcowych w Anglii. Ostatnie dwa dni spędziłyśmy na ocenianiu różnych wariacji na temat białej sukni. Jeżeli chodziło o mnie, to były praktycznie identyczne, ale czas spędzony z przyjaciółkami był bezcenny.
- Przynajmniej jestem szczera - powiedziałam zajadając się jedną z tych malutkich kanapeczek zrobionych na bagietce. - Wolisz to czy wyglądanie jak wyjątkowo dorodne ciasto na zdjęciach ślubnych? Nie żeby to było coś złego.
Astoria spojrzała na mnie niby obrażona, ale widziałam jak kąciki jej ust uniosły się ku górze. Odkąd przeszłam odwyk odzyskałam część swojego dawnego humoru i zdecydowanie stałam się mniej cyniczna. Problemy z lękiem również się zmniejszyły i ogólnie momentami zaczynałam zapominać, że toczy się wojna. Ślub był jej dobrym przerywnikiem.
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanfictionHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
