Rozdział 47

40 1 0
                                        

- Kurwa, kurwa, kurwa! - krzyknęłam.

Z impetem wylądowałam w salonie londyńskiego mieszkania. Udało mi się uciec z Doliny Godryka, ale nie bez szwanku. Przez całą długość mojego przedramienia ciągnęło się oparzenie, które bolało jak diabli. Mało tego, Nagini widziała mnie z Potterem, co nie polepszało sprawy.

Swoją szamotaniną przywołałam kota, który zdzwiony wpatrywał się we mnie. Nic dziwnego. Raczej nie codziennie zjawiałam się w salonie śmierdząc dymem, z ogromnym oparzeniem. Potykając się o własne nogi władowałam się do łazienki. Odkręciłam maksymalnie zimną wodę w wannie i włożyłam pod nią rękę. Jęknęłam z bólu. Czułam, jakbym ponownie wsadzała rękę w ogień. Wyciągnęłam drugą rękę, próbując magią wody wyleczyć oparzenie. Szło to jednak mozolnie. Ból, który mi towarzyszył sprawiał, że praktycznie niemożliwym było, żebym skupiła się na tyle by sama siebie wyleczyć. Dodatkowo reszta drobnych oparzeń na dłoniach zmniejszała powierzchnię, którą mogłam wykorzystywać do uprawiania starożytnej magii.

- Silene? Wszystko w porządku? - usłyszałam głos zza drzwi.

Jeszcze na to wszystko brakowało śmierciożercy. Zdrową ręką próbowałam sięgnąć do szafki po dyptam.

- Jest okej! Trochę się oparzyłam! - odkrzyknęłam.

Usłyszałam jak drzwi się uchylają. Chłopak wszedł do łazienki.

- Paskudnie to wygląda - powiedział i sięgnął do szafki.

Wyciągnął z niej esencję dyptamu oraz opatrunki. Wylał sporą ilość na ranę. Syknęłam gdy płyn zetknął się z odsłoniętą skórą właściwą. W mgnieniu oka rana zaczęłą pokrywać się nowopowstałym naskórkiem, pozostawiając paskudną bliznę.

- Dzięki.

- Co się stało? - spytał.

Zmroziło mnie. Nie mogłam powiedzieć czegoś w stylu, że to od gotowania, bo to ewidentnie była zbyt głęboka rana. Poza tym w kuchni nie było żadnych brudnych naczyń.

- Ćwiczyłam magię ognia i trochę przesadziłam - powiedziałam. - Podpaliłam jakiegoś krzaka, który buchnął we mnie ogniem zanim zdążyłam go zalać.

Zmarszczył lekko brwi. Byłam zbyt dobrze wyszkolona, żeby przez przypadek się zranić.

- Biedny krzak - skomentował. - Wpadłem do mieszkania, bo pomyślałem, że możemy razem aportować się bal.

Doceniłam to, że nie drążył tematu. On pewnie też miał swoje tajemnice, o których nie miałam pojęcia i nie interesowały mnie one. Jacques szanował moją prywatność, więc postanowiłam odwdzięczyć się tym samym.

- W porządku - odpowiedziałam, zamykając temat oparzenia. - Tylko odświeżę się i nałożę sukienkę.

Skinął głową.

Wróciłam do sypialni, gdzie szybko zrzuciłam ubrania, w których byłam w Dolinie Godryka i rzuciłam na siebie kilka zaklęć czyszczących. Nałożyłam na siebie suknię i poprawiłam włosy, które zdążyły mi się rozwalić w wirze walki. Jedynym problemem pozostała długa blizna po oparzeniu, ciągnąca się przez całe prawe przedramię od nadgarstka, po dół łokciowy. Chwyciłam dwie czyste skarpetki i z pomocą różdżki zamieniłam je w dwie długie rękawice, materiałem pasujące do czarnej satyny sukienki. Zanim wyszłam z pokoju jeszcze zerknęłam w lustro sprawdzając, czy na pewno prezentowałam się znośnie. W salonie na mój widok Jacques wstał i zaoferował mi przedramię. Chwyciłam je i deportowaliśmy się prosto w paszczę węża.

~

Żwir zaszeleścił pod naszymi stopami, gdy wylądowaliśmy na drodze prowadzącej do głównego wejścia Domu Salazara.

Hereditatem |d.mOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz