Rozdział 41

48 0 0
                                        

Minęło parę godzina, a ja zdołałam doprowadzić się do względnego porządku po najmocniejszym działaniu. Teraz ogarniał mnie spokój podobny do tego, który dał mi Slytherin po jego nauce.

Wyszłam na korytarz. Na dworze panował już półmrok. Ruszyłam w stronę wyjścia na Wielkie Schody, po czym przeszłam przez portret prowadzący do Wieży Zegarowej. Po drodze na błonie, na dziedzińcu spotkałam jedynie parę osób grających w gargulki, ale poza nimi nie było nikogo. Idąc przez drewniany most zaczęłam żałować, że nie wzięłam żadnej bluzy. Mimo, że była połowa września, od jeziora wiała chłodna, wilgotna bryza. Jednak nie miałam czasu, aby się wrócić. Podeszłam w stronę jeziora i niedaleko pod wierzbą zobaczyłam Gryfona. Był pochłonięty przez lekturę, przez co mnie nie zauważył.

- Jednak przyszedłeś - powiedziałam, na co on cały podskoczył.

- Ostrzegaj następnym razem kiedy idziesz - odparł naburmuszony.

- Ja tylko sprawdzałam twoją czujność - wzruszyłam ramionami i przeniosłam wzrok na trzymaną przez niego książkę. - Co czytasz? - spytałam.

- "Jak skutecznie wyhodować lewitujące drzewo?". Jest niesamowita - powiedział ożywiony pytaniem.

- Pewnie tak - odparłam z dużo mniejszym entuzjazmem. - Możemy przejść do nauki? Nie chcę tutaj za długo siedzieć żeby nas śmierciożercy znaleźli.

- Ah tak, jasne - zatrzasnął książkę i odłożył ją na ziemię. Wyciągnął różdżkę. - Przede wszystkim musisz wybrać wspomnienie, które jest naprawdę szczęśliwe. Takie, na wspomnienie którego nie możesz powstrzymać się przed uśmiechem.

To powinno być proste. Początek związku z Teodorem. Wtedy jeszcze wszystko było łatwe. Nie musiałam o wiele się martwić. Tamta miłość była prosta.

- Dobra. Co dalej? - spytałam gotowa na dalsze instrukcje.

- Wtedy robisz zamach różdżką. - Wykonał przy tym ruch, jakby miał rzucić lasso i zakończył go machnięciem do przodu. - I wtedy mówisz Expecto Patronum.

- Możesz pokazać? - poprosiłam.

- Jasne - odchrząknął i zacisnął mocniej palce na różdżce. - Expecto Patronum! - zawołał.

Z końca jego różdżki wystrzeliło niebiesko-białe światło, które po chwili przybrało formę...

- To królik - powiedziałam i parsknęłam śmiechem. Po Gryfonie spodziewałam się jakiegoś lwa, a nie tej uroczej kulki futra.

- Tak - powiedział zawstydzony. - Ale lepiej niż by miała być ropucha, taka jak Teodora.

Uśmiechnął się na wspomnienie o swoim zwierzaku. To chyba było najbardziej znane zwierzę w Hogwarcie przez to, że jej właściciel miał tendencję do pozostawiania jej w dziwnych miejscach. Raz na przykład została w zimie na dworze i gdyby nie to, że pochodziła z magicznego sklepu to pewnie by zginęła. W tym wypadku po tak traumatycznym przeżyciu jakim było zamarznięcie żywcem musiała odtajać w misce z letnią wodą u Hagrida.

- Może teraz ty spróbujesz? - zaproponował.

Pewna siebie wyciągnęłam swoją różdżkę.

- Expecto Patronum! - zawołałam, robiąc to dokładnie tak samo jak chłopak.

Nic się nie wydarzyło. Kompletnie nic, nie pojawiła się nawet mgiełka.

- To nic - pocieszył mnie Neville. - Mało komu udaje się to za pierwszym razem, nawet Harry'emu. - Ale ja nie jestem Potterem - pomyślałam. - Może to wspomnienie jest za słabe.

Hereditatem |d.mOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz