Rozdział 33

243 19 0
                                        

Wylądowałam przed drzwiami do domu. Uniosłam rękę aby otworzyć drzwi, lecz magia powietrza zrobiła to za mnie. Czułam w sobie czyjąś energię. Drzwi trzasnęły, a po chwili na dole pojawił się mój brat z wycelowaną we mnie różdżką. Gdy zorientował się, że to ja opuścił kawałek drewna.

- Nie wierzę - usłyszałam jego cichy głos.

Po chwili dołączył do niego blondyn.

- Silene.

- Udało się - powiedziałam, robiąc krok w ich stronę.

Wtedy poczułam, jak cała energia mnie opuszcza. Razem z tym wewnętrznym spokojem. Znowu byłam tylko zagubioną szesnastolatką, a moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Osunęłam się na ziemię i prawdopodobnie uderzyłabym o podłogę, gdyby nie Blaise.

- Idź po Eliksir Wiggenowy - rozkazał blondynowi, a sam mnie podniósł. - Tylko szybko.

Malfoy nic nie odpowiedział, lecz od razu ruszył do łazienki. Powoli wracało do mnie pełne czucie. Dopiero wtedy zorientowałam się jak jest mi zimno.

- Nic mi nie jest - powiedziałam cicho. - Po prostu... byłam parę godzin w Szkocji i to tyle.

Chłopak prychnął, niosąc mnie w kierunku kanapy.

- Parę godzin? - znowu prychnął. - Miałaś chyba na myśli parę pieprzonych dni - położył mnie na meblu i owinął kocem jak naleśnika. - Czarny Pan rozesłał za tobą śmierciożerców po całej Europie. Incendio - machnął różdżką, rozpalając ogień w kominku. Dotknął dłonią mojego czoła. - Merlinie... jesteś lodowata. Coś ty narobiła?

- Byłam u Pottera...

- Co?! - przerwał mi. - Czy ty postradałaś zmysły?

- Nie mogłam patrzeć bezczynnie jak nasz świat staje w płomieniach. On może pokonać Sam-Wiesz-Kogo, musiałam go ostrzec Blaise - powiedziałam patrząc mu w oczy.

Przewrócił na to oczami.

- I to ci zajęło cały tydzień, tak? - zapytał kpiąco. - Zgadnij co, nic to nie dało. Czarny Pan i tak przejął ministerstwo. Twój Złoty Chłopiec gdzieś zwiał, a ty wróciłaś ledwie żywa. Śmierciożercy torturowali ludzi w całej Anglii, nawet w cholernej Francji. A to wszystko przez to, że musiałaś uciec - zacisnęłam zęby.

- Słuchaj, przynajmniej nie siedziałam na tyłku w cieplutkim domu tylko zajęłam się magią powietrza i spróbowaniem znaleźć jakąkolwiek równowagę by nie być tykającą bombą przeładowaną mocą i mieć jakąkolwiek szansę na przeżycie - wyrzuciłam z siebie.

- Co masz na myśli mówiąc jakąkolwiek szansę na przeżycie? - usłyszałam za sobą.

Właśnie wtedy zorientowałam się, że Malfoy słyszał całą rozmowę. Podniosłam się z trudem na łokciach by na niego spojrzeć. W jednej ręce trzymał fiolkę z zielonym eliksirem.

- Daj mi to - powiedziałam poirytowana, ignorując jego pytanie.

Bez słowa podał mi szkło. Lewą ręką odkorkowałam zawartość i wypiłam wszystko na raz. Od razu poczułam się lepiej, eliksiry od Snape'a były zdecydowanie najlepszej jakości. Blondyn usiadł na fotelu przy kominku.

- I co? Nic nie powiesz? - spytał wciąż rozjuszony Blaise.

Rzadko kiedy kłóciliśmy się z Blaisem, ale w tamtym momencie przechodził samego siebie. Próbowałam tłumaczyć to tym, że nie wiedział jak ciężkie jest to bagno związane z magią starożytną. W przeciwieństwie do niego, Draco chociaż po części się o tym przekonał w Hogwarcie, ale wtedy i tak było jeszcze w porządku.

Hereditatem |d.mOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz