Wylądowałam przed drzwiami do domu. Uniosłam rękę aby otworzyć drzwi, lecz magia powietrza zrobiła to za mnie. Czułam w sobie czyjąś energię. Drzwi trzasnęły, a po chwili na dole pojawił się mój brat z wycelowaną we mnie różdżką. Gdy zorientował się, że to ja opuścił kawałek drewna.
- Nie wierzę - usłyszałam jego cichy głos.
Po chwili dołączył do niego blondyn.
- Silene.
- Udało się - powiedziałam, robiąc krok w ich stronę.
Wtedy poczułam, jak cała energia mnie opuszcza. Razem z tym wewnętrznym spokojem. Znowu byłam tylko zagubioną szesnastolatką, a moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Osunęłam się na ziemię i prawdopodobnie uderzyłabym o podłogę, gdyby nie Blaise.
- Idź po Eliksir Wiggenowy - rozkazał blondynowi, a sam mnie podniósł. - Tylko szybko.
Malfoy nic nie odpowiedział, lecz od razu ruszył do łazienki. Powoli wracało do mnie pełne czucie. Dopiero wtedy zorientowałam się jak jest mi zimno.
- Nic mi nie jest - powiedziałam cicho. - Po prostu... byłam parę godzin w Szkocji i to tyle.
Chłopak prychnął, niosąc mnie w kierunku kanapy.
- Parę godzin? - znowu prychnął. - Miałaś chyba na myśli parę pieprzonych dni - położył mnie na meblu i owinął kocem jak naleśnika. - Czarny Pan rozesłał za tobą śmierciożerców po całej Europie. Incendio - machnął różdżką, rozpalając ogień w kominku. Dotknął dłonią mojego czoła. - Merlinie... jesteś lodowata. Coś ty narobiła?
- Byłam u Pottera...
- Co?! - przerwał mi. - Czy ty postradałaś zmysły?
- Nie mogłam patrzeć bezczynnie jak nasz świat staje w płomieniach. On może pokonać Sam-Wiesz-Kogo, musiałam go ostrzec Blaise - powiedziałam patrząc mu w oczy.
Przewrócił na to oczami.
- I to ci zajęło cały tydzień, tak? - zapytał kpiąco. - Zgadnij co, nic to nie dało. Czarny Pan i tak przejął ministerstwo. Twój Złoty Chłopiec gdzieś zwiał, a ty wróciłaś ledwie żywa. Śmierciożercy torturowali ludzi w całej Anglii, nawet w cholernej Francji. A to wszystko przez to, że musiałaś uciec - zacisnęłam zęby.
- Słuchaj, przynajmniej nie siedziałam na tyłku w cieplutkim domu tylko zajęłam się magią powietrza i spróbowaniem znaleźć jakąkolwiek równowagę by nie być tykającą bombą przeładowaną mocą i mieć jakąkolwiek szansę na przeżycie - wyrzuciłam z siebie.
- Co masz na myśli mówiąc jakąkolwiek szansę na przeżycie? - usłyszałam za sobą.
Właśnie wtedy zorientowałam się, że Malfoy słyszał całą rozmowę. Podniosłam się z trudem na łokciach by na niego spojrzeć. W jednej ręce trzymał fiolkę z zielonym eliksirem.
- Daj mi to - powiedziałam poirytowana, ignorując jego pytanie.
Bez słowa podał mi szkło. Lewą ręką odkorkowałam zawartość i wypiłam wszystko na raz. Od razu poczułam się lepiej, eliksiry od Snape'a były zdecydowanie najlepszej jakości. Blondyn usiadł na fotelu przy kominku.
- I co? Nic nie powiesz? - spytał wciąż rozjuszony Blaise.
Rzadko kiedy kłóciliśmy się z Blaisem, ale w tamtym momencie przechodził samego siebie. Próbowałam tłumaczyć to tym, że nie wiedział jak ciężkie jest to bagno związane z magią starożytną. W przeciwieństwie do niego, Draco chociaż po części się o tym przekonał w Hogwarcie, ale wtedy i tak było jeszcze w porządku.
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanficHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
