Rozdział 50

46 1 0
                                        

- Teraz spróbuj zgiąć palce - poleciłam.

Po ataku Draco przespał z przerwami jakieś trzy doby. Minął od niego już tydzień, może dwa. Wszyscy wrócili już do Hogwartu, ale przez stan chłopaka zdecydowaliśmy się jeszcze zostać w Malfoy's Manor. Odkąd pomogłam w opatrywaniu Draco, jego ojciec zaczął mnie nawet tolerować. Narcyza z kolei była jak zawsze uprzejma i nie kryła sympatii do mnie. Według niej jedyne co się liczyło to to, żeby jej syn był szczęśliwy ze mną.

Mimo świetnej roboty jaką wykonał Snape, lewa ręka nie wróciła jeszcze do pełnej sprawności. Całe szczęście nie utrudniało mu to zbytnio funkcjonowania. Korzystał z kolei ile mógł z mojej pomocy, żeby tylko móc mnie pocałować, przytulić lub powalić na łóżko przy każdej możliwej okazji.

- Myślisz, że tak już zostanie? - spytał.

Wzruszyłam w odpowiedzi ramionami.

- Pamiętaj, że nie jestem magomedykiem a całą wiedzę jaką mam zdobyłam przez opatrywanie ran i może kilka książek.

- I magię starożytną - dodał.

- I magię starożytną.

Odsłoniłam jego koszulę by zobaczyć jak goi się rana. Była jeszcze zaczerwieniona, ale to nie było nic niezwykłego. W końcu nie minął nawet miesiąc. Najważniejsze było to, że rana się nie rozeszła, ani nie wdało się żadne zakażenie, czego się obawiałam.

- Wygląda to dobrze - stwierdziłam. - Myślę, że możemy z leków zostać tylko przy maści, żeby ta blizna ci jak najbardziej zeszła.

- Słyszałaś, że Snape oberwał? - zmienił temat.

- Przez ciebie? - zmarszczyłam brwi.

- Nie no co ty - parsknął. - Złote Trio coś zrobiło. Coś, co poważnie wkurzyło Czarnego Pana. Chyba domyślasz się o co chodzi...

Rozchyliłam lekko usta. Im bardziej wkurzony był Voldemort, tym bardziej to oznaczało, że przegrywał. Czyżby udało im się zniszczyć horkruksa?

- Powiedzmy - powiedziałam. - Nie chcę krakać, ale jestem dobrej myśli. Poza tym, dalej myślę kto podmienił Teodorowi eliksiry.

W przeciągu ostatniego tygodnia dowiedziałam się także, co było przyczyną tego że Nott zamienił się w pełnię w krwiożerczą bestię. Eliksir, który dostał był placebo. Nie miał charakterystycznego chrzanowego zapachu Wywaru Tojadowego.

- Na pewno ta osoba musiała mieć dostęp do gabinetu Snape'a i być w Hogwarcie przed świętami. Wtedy dostał ostatni zapas eliksiru. Musiał też wiedzieć czego szuka, więc albo był jego rodziną, albo jednym ze śmierciożerców. Przecież na pewno nie była to Astoria, czy któreś z nas.

Sprawa była o tyle ciężka, że było mało osób, które wiedziały o klątwie Teodora.Czarny Pan na pewno o tym wiedział i byłam prawie pewna, że to on to zaaranżował. Wiedza o tym niczego by nie zmieniła, ale na pewno uspokoiła by moją głowę.

Usłyszałam trzask aportacji za drzwiami. Przez chwilę myślałam, że to jeden ze skrzatów, które służyły we dworze. Do pokoju Draco wszedł jego ojciec. Widać było po nim, że jest mocno zdenerwowany.

- Jesteś potrzebny - Draco od razu chciał się zerwać niemal na baczność.

- Stój - powstrzymałam go ręką. - Powoli.

Pomogłam mu powoli wstać. Zapięłam mu też koszulę, którą poluzowałam na czas badania.

- A co się tak właściwie dzieje? - spytał chłopak.

- Chyba złapaliśmy Pottera. To znaczy, szmalcownicy złapali trójkę nastolatków w lesie po tym jak ktoś złamał Tabu. Trzeba ich tylko rozpoznać, a wy dwoje byliście z nimi przez sześć lat w szkole.

Hereditatem |d.mOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz