Pierwsze na co zwróciłam uwagę w Wielkiej Sali był oczywiście sufit. Zachwycałam się nim za każdym razem gdy tylko wchodziłam do pomieszczenia, niezmiennie od pięciu lat. Dzisiejsze sklepienie przedstawiało bezchmurne, nocne niebo z miliardem srebrzystych gwiazd, układających się w różne konstelacje. Po chwili ruszyłam w kierunku stolika dla Ślizgonów. Był on po brzegi wypełniony uczniami w różnym wieku.
Podczas gdy przy innych stolikach prowadzone były głośne rozmowy przerywane co chwila śmiechem, tutaj zdecydowana większość siedziała wyprostowana i po cichu rozmawiała z sąsiadami, zerkając tylko z pogardą na uczniów z innych domów. No tak, kolejny minus przynależności do tej wyższej warstwy. Część osób, które znałam była naprawdę cudowna, lecz były tu też księżniczki uważające się za godne następczynie tronu świata czarodziejów (o ile coś takiego by istniało). Usiadłam z Pansy naprzeciwko Astorii i reszty przyjaciół. Obok nas siedział Teodor.
- Słyszeliście, że podobno Snape ma w tym roku uczyć OPCM? - powiedziała Astoria.
- Co? - odparłam zaskoczona.
Mimo tego, że Severus Snape to bliski znajomy moich rodziców, to bywa on przerażający. To jego opanowanie jest wręcz nieludzkie. Kiedy byłam mała myślałam, że jest on wampirem i unikałam go przy każdej możliwej okazji.
- To chyba dobrze, nie? - powiedział Blaise.
- Wiesz, uważam, że to nie jest zbyt dobry pomysł, by ten wampir uczył nas jak się bronić - zażartowałam, uśmiechając się delikatnie pod nosem.
Otaczający mnie znajomi parsknęli śmiechem.
- Czemu akurat wampir? - zapytała Pansy, nie kryjąc zaciekawienia.
- Wymysł mojego genialnego, czteroletniego mózgu - powiedziałam odgarniając kosmyk włosów za ucho i obracając głowę w stronę mównicy.
Dumbledore odchrząknął.
- Witajcie moi drodzy uczniowie! - przywitał się z nami swoim dobrotliwym, ciepłym uśmiechem.
Profesor Dumbledore był nietypowym pedagogiem z anielską cierpliwością. Potrafił zrozumieć każdego ucznia, nie zależnie od tego jaki był.
- Mam nadzieję, że wszyscy wróciliście cali i zdrowi w te mury oraz cała wasza wiedza nie została pokryta kurzem zapomnienia. Zanim przystąpimy do Ceremonii Przydziału i uroczystej uczty pragnę poruszyć parę istotnych kwestii.
Nagle poczułam szarpnięcie prawego rękawa. Spojrzałam na Pansy.
- Co z jego ręką? - szepnęła mi na ucho.
Odwróciłam się w stronę dyrektora szkoły i spojrzałam na do połowy zakrytą rękawem szaty dłoń. Palce, które wystawały z materiały były kompletnie sczerniałe i wysuszone. Zakryłam usta dłonią. Miałam ochotę zwymiotować.
- Na Merlina, wygląda jakby była martwa - szepnęłam z przejęciem.
Draco najwyraźniej usłyszał mój komentarz, bo tylko prychnął z zażenowaniem. Byłam jedną z nielicznych, o ile nie jedyną osobą w Slytherinie, która naprawdę lubiła obecnego dyrektora. Przez Ślizgonów był on po prostu uważany za obrońcę mugolaków i głównego sojusznika Złotego Trio w gronie pedagogicznym. Mieli oni mu za złe dawanie dodatkowych punktów Potterowi i reszcie jego ekipy. Mi to osobiście nie przeszkadzało, w końcu ten chłopak rok w rok ratuje nasz świat przed przejęciem przez Voldemorta. Odwróciłam się znowu w stronę dyrektora, by wysłuchać do końca jego przemowy.
- Jak już pewnie wiecie, ostatnio została zauważona działalność grupy popleczników Voldemorta, śmierciożerców - w tym momencie wszystkie szepty umilkły.
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanfictionHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
