Rozdział 34

285 22 1
                                        

- Pobudka.

Poderwałam się z leżenia biorąc głęboki wdech. Miałam koszmar, gdzie się topiłam co było dla mnie najgorszym lękiem. Obok mnie siedziała mama, która pogładziła mnie po ramieniu, czekając aż się uspokoję. Zajęło to chwilę. Spojrzałam na tackę, która leżała na szafce nocnej.

- Pomyślałam, że będziesz wolała zjeść u siebie - powiedziała podając mi śniadanie. - Wiem, że to trudne, ale spróbuj zjeść jak najwięcej.

Porcja dla normalnej osoby wydawała się miniaturowa, ale po paru dniach bez jedzenia wiedziałam, że nie dam radę wcisnąć tego wszystkiego w siebie.

- Dziękuję - wzięłam kawałek pokrojonej truskawki z miseczki. - Co mnie ominęło?

Smakowała jak lato i słońce. Zabrałam się też za gęsty, okropnie słodki koktajl mleczny z bananami i czekoladą.

- Więc... - kobieta wstrzymała się. - Czarny Pan zajął Ministerstwo.

- To akurat wiem - powiedziałam

- To znaczy, nie osobiście. - dodała. - Ale wszystkie najważniejsze stanowiska objęli śmierciożercy, a poprzedni Minister został zamordowany.

Niedobrze. Cholernie źle. Okropnie. Przecież Potter mógł już nie żyć, a wtedy wyszłoby na to, że to ja mam do odwalenia całą robotę. Cholera.

- A co z Potterem? - dopytałam, wstrzymując oddech.

- Nie wiadomo - odetchnęłam z ulgą.

Jeżeli miał chociaż odrobinę rozumu i instynktu samozachowawczego zaszył się gdzieś na drugim końcu Wielkiej Brytanii, jak najdalej od Londynu.

- Chwała Merlinowi... - mruknęłam pod nosem.

- Nie mów tego głośno - upomniała mnie. - Ściany mają uszy... Zwłaszcza jeżeli jest tu jeden z Malfoyów.

Zmarszczyłam brwi.

- Draco tu został? - spytałam zdziwiona. - Jakby... Po co?

Nie był moim narzeczonym. Ba, nawet chłopakiem. Z Blaisem też nie miał od dłuższego czasu jakiegoś fenomenalnego kontaktu.

- Blaise chciał, żeby tu został na noc. Ze względów bezpieczeństwa - odparła. - Musimy uważać. Malfoyowie znowu próbują znaleźć się w najbliższym kręgu Czarnego Pana. Są niebezpieczni, zwłaszcza kiedy Bellatrix jest z nimi.

- Przecież macie z nimi umowę - powiedziałam.

Zrobili przecież o to tyle hałasu, rozwalili mój plan na życie a teraz coś takiego? Mama westchnęła.

- Niby tak, ale jest wojna - spojrzała na mnie. Dopiero teraz zobaczyłam jak ta zawsze spokojna kobieta była przerażona. - To już nie chroni nas, ani ciebie i Blaise'a. Sytuacja między rodami jest napięta, każdy jest gotowy by wbić nóż w plecy drugiej osobie tylko po to, by być bardziej bezpiecznym.

Nie powiedziałam tego głośno, ale dotychczas kompletnie ufałam Draco. Bez jakiegokolwiek zastanowienia. Dopiero teraz nawiedziła mnie myśl, co jeżeli to wszystko było tylko częścią planu Malfoyów?

- Dobrze, że mi o tym mówisz - powiedziałam, przerywając ciszę. - Mamo? - zaczęłam.

- Tak, Gwiazdko?

- Czy uważasz... Czy uważasz, że uda się pokonać Vol... to znaczy, Czarnego Pana? - wyszeptałam.

- Wszystko co wielkie i potężne kiedyś upada - odpowiedziała. - Zobacz, Imperium Rzymskie, Bizancjum, monarchia... Poza tym, przepowiednia to zapowiada. One zawsze się sprawdzają - uśmiechnęła się pod nosem. - Zwłaszcza jeżeli chodzi o moją córkę.

Hereditatem |d.mOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz