Z trudem nadążaliśmy za żwawym krokiem starszej czarownicy. Okazało się, że została wezwana do wieży Ravenclawu, gdzie Alecto Carrow utknęła w Pokoju Wspólnym. Jej brat domagał się natychmiastowego wpuszczenia go do środka. Był zaniepokojony stanem siostry, jedna na jego drodze stanęły drzwi z zagadką, które chroniły wejścia do Pokoju Wspólnego Krukonów. Podobno dostali wytyczne od Czarnego Pana, że mają to sprawdzić.
- Pani profesor, szukaliśmy pani właśnie z tego powodu... - zaczęłam zatrzymując się. - Nie tylko my tutaj wróciliśmy. Harry Potter też powrócił i szuka tutaj rzeczy potrzebnych do zniszczenia Czarnego Pana.
Kobieta zatrzymała się wpół kroku. Spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem. W jej oczach zobaczyłam mieszankę głęboko skrytej radości i sentymentu z lękiem.
- To dobrze - powiedziała powściągliwie. - Teraz już wiem, czemu to była sprawa niecierpiąca zwłoki, że zwlekali z łóżka biednego profesora Flitwicka, żeby ich wpuścił do wieży.
Przechodząc między obrazami wylądowaliśmy w końcu w okolicy wieży Ravenclawu. Wtedy się zatrzymałam i tak samo powstrzymałam Malfoya.
- Pani profesor... - zawahałam się. - My nie możemy się tam pojawić.
- Naturalnie - odparła jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. - Czemu miałabym przychodzić z uczniami po ciszy nocnej, i to jeszcze nie do ich Pokoju Wspólnego? Zresztą, jesteście zbyt znani w tym środowisku.
Zostaliśmy sami za zakrętem, pozwalając profesor McGonagall pójść do wieży Krukonów.
- Musimy znaleźć Blaise'a i resztę - powiedziałam. - Trzeba ich wyprowadzić zanim to się zacznie.
Skinął głową i przygryzł wargę.
- Wiem, że najchętniej mnie też byś wyprowadził - westchnęłam. - Ale nie ma wyjścia.
Draco syknął z bólu i chwycił się za lewe przedramię. Odsunął rękaw koszuli odsłaniając zaczerniony symbol. W tym samym momencie do naszych uszu dobiegła szamotanina. Natychmiast wyciągnęliśmy różdżki i skierowaliśmy je w kierunku, gdzie parę chwil wcześniej udała się opiekunka Gryffindoru. Zza rogu wyłoniła się McGonagall i Potter a za nimi podążał tłum wybudzonych ze snu uczniów.
- Carrowowie wezwali Czarnego Pana - powiedział Potter. - Teraz nie mamy za wiele czasu, by wszystkich ewakuować w zamku.
- To lepiej się sprężajmy - odparłam. - Expecto patronum! - zawołałam i wysłałam Patronusa do Slughorna, który został opiekunem Slytherinu po tym, jak Snape został dyrektorem. - A ty lepiej wracaj pod pelerynę niewidkę - zaleciłam Potterowi.
Ogromny smok rozświetlił ciemny korytarz i wzbudził sensację wśród uczniów. McGonagall poszła w moje ślady i również wysłała Patronusa do pozostałych opiekunów domów.
We względnej ciszy przeszliśmy kilka pięter zbliżając się do wielkiej sali, gdy nagle zza zbroi wyłoniła się ciemna postać. Wycofałam się do tłumu uczniów.
- Gdzie Carrowowie? - spytał Snape.
- Tam gdzie ich wysłałeś - odparła McGonagall. - Widocznie ich inteligencja nie pozwoliła im na dostanie się do wieży Krukonów.
- Jednak jakoś sobie musieli poradzić. - Mężczyzna skrzyżował spojrzenie ze mną, ale nic nie powiedział. - Mam wrażenie, że znaleźli intruza.
Nie wiedziałam w co Snape pogrywa. Z jednej strony wiedziałam, że zawsze działał na korzyść Dumbledore'a. Z drugiej strony to, co robił teraz świadczyło o tym, że zmienił strony. Najważniejsze, że nie widział Pottera oraz, że zignorował moją obecność.
CZYTASZ
Hereditatem |d.m
FanfictionHereditatem (łac.) - dziedzictwo Silene jest dziedziczką założycieli Hogwartu, której zadaniem jest pomoc w obaleniu Czarnego Pana. Jednak wszystkie wydarzenie co raz bardziej odciągają ją od pierwotnego celu, przez co kończy pomagając pewnemu blond...
