Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

53. | At least you're honest |

20 3 2
                                        

Słońce dopiero zaczynało przebijać się przez chmury, gdy strażnicy na murach Twierdzy dostrzegli ruch na drodze.

Najpierw dostrzegli jednego konia, po chwili drugiego. Potem pokazały się sylwetki. Widząc to nikt nic nie powiedział, nikt nie chciał powiedzieć tego na głos. Nie po tym, jak Lucy zniknęła sama, jak Carl został porwany. Nie po tym jak przez całą noc w Twierdzy nikt nie zmrużył oka. Każdy był przejęty zniknięciem Królowej, nie wiedzieli - lub nie chcieli wiedzieć - do czego ta kobieta mogła być zdolna, po porwaniu syna byłego Szeryfa.

-Widzę jeźdźców! - w końcu krzyknął jeden ze strażników na wieży - Otworzyć bramę!

Na dziedzińcu natychmiast zrobiło się zamieszanie. Mieszkańcy wybiegali z domów, warsztatów, kuchni, koszarów i stajni. Niektórzy nie zdążyli ubrać codziennego odzienia, przez co wybiegali w piżamach. Inni wybiegali z kubkami herbaty lub kawy w dłoniach. Bo przez ostatni czas Twierdza żyła tylko jedną wiadomością - Carl został porwany. A od wczorajszego wieczoru - zniknięciem Lucy.

Przy bramie głównej jako pierwszy pojawił się Negan, nie biegł - ale szedł szybciej niż zwykle, znacznie szybciej. Chwilę później wyszedł Rick, a za nim Michonne. Później schodziła się reszta - Daryl, Carol, Maggie z Glennem, Rosita, Noor i Marcus. A za nimi dziesiątki mieszkańców, wszyscy patrzący w tym samym kierunku.

Pierwszy koń zatrzymał się kilka metrów od bramy, a na jego grzbiecie siedział Carl. Żywy, cały, zmęczony i brudny - ale żywy. Przez moment panowała kompletna cisza, tak jakby nikt nie wierzył własnym oczom.

-O Boże... - odezwała się, jako pierwsza, Maggie wypuszczając powietrze z płuc.

Z tyłu Rosita zakryła usta dłonią, a Carol zamknęła z ulgą oczy.

-Cholera - Daryl pokręcił głową.

Carl ledwo zdążył zeskoczyć z konia, a Lucy nie miała czasu aby wydobyć z siebie nawet słowo.

-Ty głupi dzieciaku - powiedziała Maggie, już będąc przy Carlu i przytulając go mocno.

-Ciebie też miło widzieć - chłopak zaśmiał się słabo.

-Zamknij się - kobieta odpowiedziała od razu, przytulając go mocniej.

-Tak jest.

Po chwili, nawet Rosita, go przytuliła - krótko i później udając że tego nie zrobiła.

W końcu spojrzeli na drugą osobę, na kobietę która właśnie zsiadała z konia. Lucy. Gdy ją zobaczyli, znów zapadła cisza, jednak tym razem o wiele cięższa.

Każdy widział jej płaszcz, krew, rozcięte rękawy, zakrwawione ręce, ślady walki i ogromne zmęczenie.

Rick patrzył na nią najdłużej, bo doskonale wiedział - i znał - ten widok. Wiedział jak wygląda ktoś po całonocnej walce, po całonocnym zabijaniu.

Lucy w końcu zdjęła kaptur, ukazując splątane włosy, świeży siniak po okiem, zaschniętą na policzku krew. Teraz nie wyglądała jak Królowa, tylko jak wojownik. Wyglądała jak ta sama dziewczyna, którą Rick trzymał w więzieniu lata temu. I to przerażało go najbardziej.

Bo pamiętał jak, jeszcze młoda, Lucilla nie bała się krwi na rękach. Jak śmiała się niebezpieczeństwu i śmierci w twarz, nigdy nie widział aby ktoś, tak młody, był tak morderczy. Aby nastolatka nie bała się walczyć o swoje. I nigdy nawet nie śnił o tym aby ktoś taki zajmował się jego synem, bo ona przez te wszystkie lara nawet nie zawahała się gdy chodziło o bezpieczeństwo Carla. Chroniła jego syna lepiej niż on sam, i to go gryzło.

-Udało się? - zapytał w końcu.

-Carl żyje - odpowiedziała, patrząc prosto na niego tymi pustymi oczami.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Jun 18 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

She Is Crazy | The Walking DeadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz