18.07.2016

24K 960 780
                                        

ojciec wrócił z mlekiem

Culver City, Kalifornia, 18 lipca 2016, 11.23 wieczorem

Dzisiejszy dzień był w porządku. Wróciłem z warsztatu późnym popołudniem. Przyszła Jasmine. Chciała sprawdzić ze mną nowy serial, który wyszedł w ostatni piątek. Jasmine była niewiarygodnie powściągliwa. Nie pytała o sobotnią imprezę u Chrisa Adamsa ani zbliżającą się walkę dedykowaną dla Clark. Całe szczęście. Miała dobry humor i jeszcze lepsze żarty.

Po dziesiątej niespodziewanie przyszedł Luke. Zapytał, czy mam plany. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że moim jedynym planem jest granie w Uncharted 4. Nazwał mnie odrażająco żałosnym i kazał się zebrać. Posłuchałem, będąc pewny, że pójdziemy na spacer. Zawsze chodzimy na spacer.

Ale to nie był spacer. To z pewnością NIE BYŁ, kurwa, spacer.

Luke polecił mi wziąć kluczyki do mustanga. To nie wzbudziło we mnie podejrzeń, bo często odjeżdżamy kawałek od miasta, by znaleźć lepszą trasę. On jednak nakazał mi jechać do centrum. Powiedział, że zaplanował dobrą zabawę. Był irytująco tajemniczy oraz przesadnie wesoły. Zaufałem mu (zrobiłem to ostatni raz w życiu). Wysiedliśmy niedaleko kina. Po prostu bardzo liczyłem na ten cholerny spacer! Później zobaczyłem blondynę i Victorię Clark po drugiej stronie ulicy. Najwyraźniej nie wiedziały, że przyjadę razem z Lukiem, bo ich uśmiechy zniknęły niemal jednocześnie. Zapragnąłem wypluć żołądek. Chyba nie panuję nad wyrazem twarzy tak dobrze, jak sądziłem, bo Luke dostrzegł moje zdenerwowanie. Był nim zachwycony. Wyznał prawdę – początkowo naprawdę zamierzał zaproponować mi spacer, ale tuż przed wejściem do mojej kamienicy zadzwonił do Barbie. Powiedziała mu, że są razem z Clark w galerii. Wtedy w jego głowie narodził się ten genialny, kurwa, plan. Postanowił wziąć mnie ze sobą dla zabawy. DLA ZABAWY. On- Jebany cymbał, tajpan, którego wyhodowałem na własnej piersi- Po wszystkich ściągach z trygonometrii, które dla niego przygotowałem... On nie wie o pocałunku z Clark, a mi się jakoś nie śpieszy, by się tym chwalić.

Nawet z odległości kilkudziesięciu jardów czułem zdenerwowanie Clark. Było mi trochę lepiej z faktem, że nie jestem w tym osamotniony. Żenujące. Doprawdy, kurwa, żenujące. Barbie jak zwykle na mnie syczała. Żmija pasuje do tajpana. Zignorowałem ją. Zrzuciłem emocje oraz plan morderstwa Luke'u na inny dzień. Clark początkowo unikała mojego wzroku, dzięki czemu się rozluźniłem. Dobrze, odzyskałem choć cząstkę kontroli. Luke przedstawił sytuację tak, jakbyśmy zdecydowali wspólnie do nich dołączyć. Mam ochotę wydrążyć go pogrzebaczem do kominka. JA NAWET NIE WIEDZIAŁEM, ŻE TAM JEDZIEMY. ZOSTAŁEM UPROWADZONY. NIE CHCIAŁEM NIGDZIE DOŁĄCZAĆ.

Victoria Clark powiedziała do mnie cześć. To wywołało zwarcie w moim mózgu. Bardzo, bardzo nie chciałem tam być. Patrzyła na mnie sarnimi, ciekawskimi oczami, jakby oczekiwała interakcji, choć nie miałem pojęcia dlaczego. Słowa w mojej głowie nie potrafiły uformować się w logiczne zdanie. Tylko ze względu na Luke'a nie odszedłem (bądź co bądź to brat). Uświadomiwszy sobie, że zachowuję się absurdalnie, przypomniałem sobie o własnej charyzmie i jej użyłem.

Clark wyglądała... Cóż, nie tak źle jak zawsze. Chyba. Miała błyszczące oczy i standardowo okropne włosy. Ta dziewczyna jest dzieciakiem i najwyraźniej przyjaźni się ze sprzedawcą waty cukrowej. Czy to może być jeszcze bardziej sztampowe? Uwierzyłbym, jeśli ktoś powiedziałby, że Victoria Clark o poranku karmi jednorożce, popołudniami ratuje z Dorotką strachy na wróble, a wieczorami czesze włosy Małej Syrence. Ona nawet się nie zawahała, zostawiła naszą trójkę bez słowa, żeby kupić ten chemiczny ulep. Barbie nagle wymarzyła sobie wizytę w salonie gier obok. Luke zaproponował, abym poszedł z nimi, ale prędzej ponownie odwiedziłbym z Mattem wróżkę.

Zmiana NarracjiOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz