Culver City, Kalifornia, 21 lipca 2016, 8.11 wieczorem
Wszyscy już wiedzą. Wszyscy o tym mówią. Nie słyszę ich głosów, ale wiem, że tam są. Wszyscy czekają.
Wczoraj oficjalnie ogłosili moją walkę z Codym Nixonem.
Ze wszystkich zawodników musieli wybrać właśnie jego. Minęły dwa pieprzone lata. Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczę. Zostawiłem ten koszmar za sobą, odciąłem przeszłość. To znów się dzieje. Nie chcę z nim walczyć, ale nie mogę się wycofać. Jeśli przegram- Brooklyn mnie, kurwa, nienawidzi. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że osobiście wybrał na mojego przeciwnika pieprzonego Cody'ego Nixona? Ja pierdolę, ja- Dalej ciężko mi w to uwierzyć. Podobno złożyli mu propozycje nie do odrzucenia. Mogłem przewidzieć taki obrót wydarzeń. Oni chcą sprawdzić, czy mnie złamią. Przetestować moje limity. Razem z cholerną Victorią Clark staliśmy się pierdolonymi pionkami ich cholernej gry. Venom, Brooklyn oraz cała zgraja pracujących dla nich popaprańców są chorzy, kurwa, a ja w tym siedzę i nie mogę odejść.
Mam nadzieję, że to jakiś jebany sen. Nie chcę z nim walczyć. Ten sukinsyn- On- KURWA. Oczywiście, ze wszystkich osób w Kalifornii oni wybrali właśnie jego. Te bezwzględne kurwy posuną się do wszystkiego, byleby pokazać mi, że nie mam wyboru. Sprowadzą demony przeszłości, bo mogą. Zmuszą do posłuszeństwa, bo mogą. Rozkażą wykonać każde zadanie, bo KURWA MOGĄ. Kogo jednak mogę winić za ten stan rzeczy, jeśli nie samego siebie?
Najgorsze jest to, że ilekroć zamykam oczy, widzę Darcy – słyszę w głowie echo jej głosu, odtwarzam ostatnie słowa pożegnania. Szło mi tak dobrze. Po tygodniach smutku i złości, naprawiłem głowę i ruszyłem dalej. Zapomniałem o niej. Zamknąłem wspomnienia w pudełku, przestałem tęsknić, ale- Boję się, że gdy znów go zobaczę, nie dam rady się powstrzymać. Że pozwolę emocjom wziąć górę i przegram, że sam widok jego twarzy pozbawi mnie zdrowego rozsądku. Kurwa. Kurwa. Co jeśli jakimś cudem Cody jest lepszy niż kiedyś?
Byłem w warsztacie, gdy to się stało. Wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło, kurwa, nie tak. Jakimś cudem znalazła mnie Clark. Przez moment miałem nadzieję, że to halucynacja. Niestety, Clark była prawdziwa. Oczywiście to Laura zdradziła tajemnicę, gdzie pracuję. Byłem na nią zły tylko przez chwilę. Teraz mam ważniejsze zmartwienia niż oburzanie się o taką głupotę. Już dawno nie widziałem Clark w tak kiepskim stanie. Wyglądała na przeraźliwie chorą i skrajnie wycieńczoną. Od wczoraj zadaję sobie te same pytania: po co przyszła? O czym chciała porozmawiać? Dlaczego pofatygowała się aż do warsztatu?
Była niespokojna. Widziałem w jej oczach gamę emocji – od strachu po złość. Wtedy do warsztatu weszli Luke wraz z Mattem i Scottem. Clark niemal wybuchła z rozgniewania. Muszę przyznać, że poniekąd ją rozumiem. W tamtej chwili również nie ucieszyła mnie obecność reszty. Oczywiście, Matt prawie wzleciał pod sufit, gdy tylko ją dostrzegł. Żenujące. Mniejsza o to. Laura i Jasmine również przyszły. Kolejny klocek w dominie tego nieszczęścia. Jasmine szokująco nie skomentowała obecności Clark. Luke chciał, bym popracował przy jego audi. Mówił coś- chyba o tarczach hamulcowych. Albo zaciskach? Może? Nie jestem pewien. Ja- Clark rozmawiała z Mattem. Nie słyszałem o czym. Patrzył na nią i nie mógł przestać się uśmiechać.
Później do Scotta zadzwonił Aiden, a ja wiedziałem, co się stanie, nim Scott w ogóle odebrał. Organizatorzy znaleźli mojego przeciwnika. Stres uderzył w mój krwiobieg. Potrafiłem myśleć tylko o tym, że zaraz wszyscy poznają nazwisko. Clark na mnie patrzyła. Wyglądała jeszcze gorzej, jakby w każdej chwili miała się rozpaść.
Stało się to, czego bałem się najbardziej. Cody Nixon. Pierdolony Cody Nixon. Wszyscy na mnie patrzyli. Oczekiwali reakcji. Chcieli, bym coś powiedział. Sekundy płynęły jak godziny. Pragnąłem tylko wrócić do pustego domu. Odizolować się od spojrzeń, od obecności, od presji i oczekiwań ciążących mi na barkach. Poczułem się chory. Tak bardzo zmęczony. Hałas w mojej głowie przybrał monumentalne rozmiary. Ból przebił mi czaszkę na wylot. Wyszedłem, nim złość pozbawiła mnie zdrowego rozsądku.
Jasmine za mną nawoływała. Nie słuchałem. Wsiadłem do auta i wyłączyłem telefon. Wróciłem do mieszkania. Padłem na łóżko w ubraniach, zasnąłem niemal od razu. Cóż, to do mnie niepodobne, ale nie narzekam. Wolę narkolepsję niż bezsenność. Rano było trochę lepiej, mimo że ciągle jestem nieobecny. W końcu włączyłem telefon. Znów naszły mnie mdłości, gdy przeglądałem smsy oraz nieodebrane połączenia. Zamiast skontaktować się z przyjaciółmi, ja ich zignorowałem. Wciąż to robię. Tak, wiem, powinienem zadzwonić, napisać, zrobić cokolwiek. Minęło tyle godzin, ale- Nie umiem. Wolę milczeć. Potrzebuję samotności. Jutro im to wytłumaczę. Jutro zadzwonię.
Zachowałem rutynę, choć działałem jak na automacie. Bieganie. Trening. Śniadanie smakujące styropianem. Poszedłem do pracy. To mi dobrze zrobiło. W warsztacie ochłonąłem, mogłem na moment zapomnieć. Wyszedłem jako ostatni. Dziś wybrałem tę dłuższą drogę do domu. Jadąc przez Culver City, myślałem o Codym. Pewnie jest już w mieście. Mogę dowiedzieć się o miejscu jego pobytu w mniej niż dziesięć minut. Wystarczyłby jeden telefon. Nie wykonam go. Wolę nie testować własnej cierpliwości. Spotkanie go jest ostatnim, na co mam teraz ochotę, a poza tym – po co? Co miałbym mu powiedzieć? Nic nas nie łączy. Nie chcę oglądać jego szpetnej gęby przez najbliższe stulecie. Znając życie, puściłyby mi hamulce. Nie opanowałbym furii. Ukaraliby mnie za pobicie drugiego zawodnika na dzień przed walką. Wiem, że Brooklyn tylko na to czeka. Nie zamierzam dać im tej satysfakcji, dlatego zabarykadowałem się w mieszkaniu.
Muszę odpocząć przed walką. Przestać zadręczać umysł nieskończonymi myślami. Idę wziąć kąpiel. Może dzięki temu poczuję się bardziej przytomny.
Wróciłem. Nie poczułem się lepiej. Kurwa. Połamałem kolejny długopis. Myślę o walce. Cholerna Victoria Clark i jej-
***
kocham i do następnego xx
CZYTASZ
Zmiana Narracji
RomansaNotatki z dziennika Nathaniela Gabriela Sheya opowiadające o tym, jak czuł się z Victorią Clark. © Pizgacz 2022-2025
