Culver City, Kalifornia, 24 lipca 2016, 2.24 po południu
Znów mogę poruszać dłońmi bez chęci wyrwania sobie palców. Co za spektakularny sukces.
Leżę w swojej sypialni. Laura i Jasmine są w kuchni. Słyszę ich rozmowę. Gdy wstałem, one już tu były. Przyszły z samego rana, tak jak wczoraj i zapewne tak samo przyjdą jutro. Wpuścił je Luke, który został na noc. Spał na kanapie. Wyszedł około godziny temu, by wrócić do siebie i spakować rzeczy. Ma się do mnie wprowadzić na kilka dni. Mówiłem mu, że to bez sensu, bo czuję się dobrze, ale on nie słucha. Jest zbyt uparty. Laura i Jasmine pomagają mi w regeneracji, gotują oraz podają odpowiednie leki. Cieszę się, że tu są. Wczoraj sam nie otworzyłbym nawet butelki wody. Dziś również jestem senny, ale już nie wymiotuję dalej niż widzę. Podwójny sukces.
Wygrałem walkę. Cóż, nie dość, że wygrałem, to zakończyłem ją nokdaunem w trzeciej rundzie. Podobno przez kilkadziesiąt minut próbowali go ocucić. Wciąż nie wiem, czy Nixon walczy gorzej, czy to ja stałem się jeszcze lepszy. Na szczęście kutas nie złamał mi nosa. Całą resztę przeżyję, ale nie mój idealnie proporcjonalny nos. Zęby też mam wszystkie. Nie muszę jechać do psychopaty z wiertłem.
Cody Nixon jest chujowym zawodnikiem. Z jednej strony ciekawi mnie, co teraz czuje, bo w końcu znów go upokorzyłem, ale z drugiej kompletnie mi to zwisa. Jego widok okazał się rozczarowujący. Może na samym początku, gdy posłał mi prostacki uśmiech, poczułem małą iskierkę gniewu, jednak zniknęła szybciej niż się pojawiła. Cody wygląda inaczej. Wydoroślał, ale gębę ma wciąż parszywą. Darcy musi mieć nie po kolei w głowie. Może doznała wstrząśnienia mózgu, o którym mi nie powiedziała? To by wyjaśniało, dlaczego wymieniła mnie na tego ogra. Cody Nixon naprawdę nie ma dla mnie żadnej wartości. Może wzbudza trochę niechęci, bo jest niesamowicie irytujący, ale prócz tego... pustka. Widząc go, moje myśli nie powędrowały w stronę Darcy i tego, ile oboje mi zabrali. Skupiłem się na teraźniejszości.
Wizyta Clark była... niespodziewana. Nie poczułem złości, choć chyba powinienem. W końcu ta dziewczyna działa mi na nerwy jak nikt inny. To pewnie przez okoliczności. Nawet przy niej musiałem zachować spokój. Znów wyglądała okropnie. Definiowała udręczanie, a jej worki pod oczami dorobiły się własnych worków. W każdym calu nie pasowała do tego obskurnego pomieszczenia.
Miała wyjść. Powinna wyjść. Boże, dlaczego nie wyszła? Obstawiałem, że powie coś głupiego, pośle mi uśmiech, rzuci we mnie szklanką. COKOLWIEK. Nawet najtęższy umysł nie przewidziałby jej następnego ruchu. Była taka zdeterminowana. Pamiętam zacięcie wypisane na jej twarzy. Pamiętam wyciągnięte ręce. Pamiętam uderzający zapach czereśni. I ponad wszystko pamiętam dotyk.
Victoria Clark mnie przytuliła.
Gdy mnie objęła, powietrze wokół nas się rozrzedziło. Nie zareagowałem, zbyt zszokowany stanowczością jej działań. Z jakiegoś powodu wracam do tej chwili nieświadomie, automatycznie w każdej choć najkrótszej chwili przytomności. Była tak blisko. Wciąż czuję dotyk długich rzęs na mojej szyi. Urwany oddech omiatający obojczyk. Ostre paznokcie wbijające się w ramiona.
Kończę drugiego papierosa. Stoję przy parapecie i myślę o Codym Nixonie. Według Aidena wrócił do Los Angeles. Dobrze. Nie muszę znów go widzieć. Pewnie teraz nienawidzi mnie jeszcze mocniej. Eh, szkoda, myślałem, że zostaniemy przyjaciółmi. Na ringu zaczął bredzić coś o Darcy. Wciąż są razem. Chyba powinienem czuć złość. Łączyło nas z Darcy coś specyficznego, ta dziwna więź, która zdarza się raz w życiu. Niepowtarzalna. Trująca. Darcy była całym moim światem, jednak kiedy Cody nieustannie o niej paplał, moje ciało zareagowało instynktownie – zacząłem szukać Victorii Clark. Znalazłem ją, stała przy ringu z dłońmi złożonymi jak do modlitwy.
Cody chciał wyprowadzić mnie z równowagi. Pamiętam adrenalinę, która wystrzeliła mi w żyłach, gdy wspomniał, że zaopiekuje się również Victorią Clark, bo pewnie będzie na niego tak samo chętna jak Darcy. Bądźmy realistami – nie widzę scenariusza, w którym Clark zwróciłaby uwagę na Cody'ego. Uznałaby go za gorszy sort. Poza tym, Cody mieszka w L.A. i spotyka się z Darcy. Clark o niej nie wie i niech tak pozostanie. Nie jestem głupi, pewnie usłyszała gdzieś, że już kiedyś walczyłem z Nixonem, jednak wątpię, by ktokolwiek opowiedział jej całą historię. Niby kto miałby to zrobić? Nie zna nikogo z mojego świata. Dla niej była to walka jak każda inna. Poza tym, gdyby znała prawdę, już dawno by mi się do tego przyznała. Ona nie umie kłamać. Jestem jednak spokojny, bo jeśli Clark kiedykolwiek dowie się o Darcy, powie mi. W końcu tego wymaga przyzwoitość, a ona jest dobrym człowiekiem i tak dalej. Wtedy będę się martwił.
Imię Clark brzmiało niegodnie w ustach Cody'ego. Wtedy moje mury na krótki moment runęły. Straciłem kontrolę. Wszędzie widziałem czerwień. Czułem puls w uszach. Byłem trochę wytrącony z równowagi i nie chciałem, aby oddychał tym samym powietrzem co ona, więc powiedziałem mu kilka niewartych zapamiętania słów i uderzyłem. Cody padł na deski. Ja wróciłem na ziemię. W moich słowach nie było nawet krzty prawdy. Zamierzałem jedynie go zdenerwować. Zagrałem w jego grę i wygrałem.
Czas na następnego papierosa.
Reszta nocy jest niewyraźnym zlepkiem obrazów. Gdy Thiago ściągał mi rękawice, marzyłem tylko o śnie. Nie mam pojęcia, jakim cudem udało mi się przekazać je Clark. Ledwie pamiętam jej widok. W szatni Jasmine jak zwykle doprowadziła mnie do porządku. Luke wyprowadził nas na zewnątrz. Wszyscy chcieli rozmawiać, ale ja nie miałem siły. Mimo mojego gównianego samopoczucia musiałem porozmawiać z Clark i na wieki zamknąć temat Brooklyna.
Naprawdę myślałem, że to koniec, ale Luke jak zwykle musiał dorzucić coś od siebie. Imbecyl wymusił na Clark, by odwiozła mnie do domu, wiedząc, że będę zbyt zmęczony i się nie sprzeciwię. Cóż, miał rację, ale JAK ON ŚMIAŁ?? Dziś nad ranem zapytałem go, dlaczego to zrobił. Uśmiech prawie rozsadził mu twarz. Odpowiedział, że chciał zapewnić mi „troszkę adrenalinki". PRZEZ DZIESIĘĆ MINUT BYŁEM OKŁADANY PIĘŚCIAMI I NARAŻONY NA POTRÓJNE WSTRZĄŚNIENIE MÓZGU, A ON POSTANOWIŁ DORZUCIĆ MI JESZCZE CIERPIENIE EMOCJONALNE. Pieprzony zdrajca. Przez niego Clark prowadziła moje auto. Jej obraz na fotelu kierowcy będzie prześladował mnie w koszmarach. Nie pamiętam drogi. Chyba zasnąłem. Nie zabiła nas, tyle dobrego.
W mieszkaniu ze mną została. Dlaczego? Czy Luke ją o to poprosił? Usiadła obok mnie na łóżku. Czułem się pokonany. Nie miałem siły kazać jej wyjść. Myślałem tylko o rozsadzającym bólu dłoni. Chciała je zobaczyć. Wścibska dusza. Odmówiłem. Później poprosiła i- Nie wiem, wyglądała tak cierpiętniczo i zupełnie do siebie niepodobnie. Liczyłem, że gdy spełnię jej prośbę, da mi spokój.
Nieważne, w jakich rękawicach wyjdę na ring, moje dłonie zawsze będą przypominać posiniaczone bryły mięsa. Wokół kostek oraz nadgarstków skóra puchnie na fioletowo. To odrażający widok. Większość ludzi odwraca wzrok, a ona nawet się nie skrzywiła. Może udawała, a może rzeczywiście nie czuła obrzydzenia. Wszystko co później jest rozmyte. Chyba znów mi podziękowała. A może to był już sen? Tak czy inaczej, odpłynąłem nim wyszła.
Patrzę na swoje łóżko. Mimo że jest puste i tak ją na nim widzę. Siedzi obok mnie, przesiąknięta zapachem czereśniami z błyszczącymi oczami i smutnym uśmiechem. Czuję kosmyki jej włosów na swoim ramieniu.
Spłaciłem dług. Teraz Victoria Clark jest historią.
***
ta ta pogadaj sobie tam jeszcze pajacu
kocham i do następnego xx
CZYTASZ
Zmiana Narracji
RomanceNotatki z dziennika Nathaniela Gabriela Sheya opowiadające o tym, jak czuł się z Victorią Clark. © Pizgacz 2022-2025
