~~*~~*~~*~~
- No to co najpierw chcesz zobaczyć?
Wyrwała go z zamyślenia Clara. Dziewczyna stała pochylona nad misą, z której unosiła się srebrzystoszara para.
- Nie wiem...
- Proponuję zacząć najpierw od czegoś lżejszego.
- To znaczy od czego? -Syriusz coraz mniej rozumiał, co Clara miała na myśli.
Ledwo znał ją jeden... dzień? Z resztą, czy takie ważne? W każdym razie czuł się tutaj jak w pułapce. Im dłużej tutaj przebywał, tym bardziej był zirytowany. Czy nie może tak po prostu wrócić do swojego życia?
- No cóż. Nie wiem czy wiesz, ale mam możliwość czytania w twoich myślach, bez użycia legilimencji.
- Że co?! - Syriusz spojrzał na nią zirytowany - Jakim prawem?!
- Tak się składa, że przewodnik duchowy ma taką możliwość. - powiedziała sucho.
- Jaki przewodnik?! Ja już nic z tego nie rozumiem... - Syriusz schował twarz w dłoniach. Wszystko było strasznie pokręcone.
- Posłuchaj, jeśli nie zaczniesz ze mną współpracować, to nie wrócisz już do swojego życia. - Clara powiedziała ciszej - Nie ma innego wyjścia.
- No dobrze. - burknął.
- A wracając do czytania w myślach. Podoba ci się jakiś chłopak, prawda?
- Może i tak. - wzruszył ramionami - Czy to aż takie ważne?
- Może tak, a może wręcz przeciwnie. Kochasz go?
Syriusza zatkało. Nie spodziewał się tego po czarnowłosej dziewczynie.
- C-co?
- To co słyszałeś. Kochasz go?
- Nie wiem! To znaczy... Nie możemy po prostu zaczynać?
- Niech ci będzie.
Clara westchnęła i pociągnęła go za dłoń do siebie.
- Nachyl się nad misą i uważnie obserwuj.
Obydwoje pochylili się nad misą i zanurzyli się we wspomnieniach Syriusza. Chwilę wirowali wśród wielu wspomnień, gdy nagle wylądowali w jednym z przedziałów, w którym siedziało czterech chłopaków.
Syriusz rozpoznał wśród nich Jamesa, - wesołego okularnika z orzechowymi oczami i wiecznie potarganymi, kruczoczarnymi włosami - Petera, - pulchnego chłopaka z mysimi włosami oraz wodnistymi oczami, chrupiącego co chwilę czekoladowe ciasteczka, jedno po drugim - siebie oraz... oraz Remusa - drobnego chłopaka z podłużną blizną na policzku, brązowymi włosami oraz miodowymi oczami. Ciągle wiercił się z książką, nie mogąc znaleść wygodnej pozycji do czytania.
Syriusz leżał ze zgiętymi nogami, czytając mugolski magazyn o motocyklach. James bawił się złotym zniczem, a Peter obserwował go z podziwem. Glizdogon zawsze podziwiał Potrera. Black w końcu nie wytrzymał.
- Długo jeszcze masz zamiar się tak wiercić? To irytujące. - powiedział ze zniecierpliwieniem.
- Przepraszam, ale to nie moja wina, że ta kanapa jest tak sztywna. - mówiąc to, Remus przekręcił się po raz setny.
- Nie wytrzymam z Tobą. - mruknął, siadając. Chwycił go za ramiona i oparł go o swoje kolana - Teraz lepiej?
- Tak, teraz jest o wiele lepiej. - ułożył się wygodnie - Dziękuję.
Remus znów czytał książkę, ale wyglądał, jakby nie wiedział, co czyta. Sprawiał wrażenie zagubionego we własnych myślach. Lekko się rumienił. James patrzył na Remusa ze złośliwym uśmieszkiem, a Syriusz nawet tego nie zauważył, nadal czytając mugolski magazyn o motocyklach. Peter znowu wcinał ciasteczka.
Syriusz nadal stał z Clarą i obserwował całą scenę. Chciał podejść do Remusa, ale Clara go zatrzymała.
- Oni nas nie widzą ani nie słyszą. To jest tylko wspomnienie, nie możesz z nimi porozmawiać, rozumiesz?
Syriusz zwiesił głowę. Strasznie tęsknił za Remusem, tak samo jak za resztą Huncwotów. Myśl, że nie może po prostu podejść do niego i powiedzieć chociażby i zwykłe cześć, wywoływała w nim rozpacz.
- Zrozumiałeś coś z tego? - zapytała Clara.
- Z czego? Przecież tutaj po prostu siedzę wraz z Jamesem, Peterem i Remusem w przedziale.
- Spójrz na Remusa. Teraz widzisz?
- Masz na myśli to, że się rumieni? On zawsze się rumienił. - mówi z lekkim uśmiechem na wspomnienie, o pamiętnym pierwszym września 1971 roku.
- Eh... - westchnęła Clara i zobaczyli inne wspomnienie.
Teraz znajdowali się w pokoju wspólnym, było w nim bardzo głośno. Grała głośna muzyka i wszyscy wiwatowali zdobycie przez Gryffindor pucharu quidditha. Wszędzie było mnóstwo butelek z kremowym piwem i innymi przekąskami.
James, trzymany w górze przez tłum, trzymał puchar quidditha w dłoniach. Nadal był ubrany w szatę do quidditha, miał potargane włosy, jak zwykle zresztą. Peter jadł ciasteczka. Remus siedział na jednym z wolnych foteli, w zacienionym miejscu, z dala od innych Gryfonów i patrzył na tłum z lekkim uśmiechem. Był blady, jak przed każdą pełnią. Lily rozmawiała z Dorcas i Ann, zerkając co jakiś czas na zegarek - była przecież prefektem, więc musiała pilnować, żeby zabawa nie trwała dłużej, niż do dwunastej w nocy. (profesor McGonagall pozwoliła Gryfonom świętować zdobycie pucharu dwie godziny po ciszy nocnej) Black stał wraz z butelką kremowego w ręce i wzniósł butelkę kremowego w górę.
- Wznieśmy toast za zwycięstwo nad Ślizgonami. Za Gryffindor!
Wszyscy z entuzjazmem wznieśli butelki kremowego w górę i krzyknęli jak jeden mąż: ZA GRYFFINDOR!
Syriusz wziął tęgi łyk kremowego i odstawił butelkę na stolik. Po chwili podeszła do niego brunetka o błękitnych oczach i wpiła się mu w usta. Black objął ją w talii i odwzajemnił pocałunek. Wokół rozległy się brawa. Lupin wstał z fotela i podszedł szybkim krokiem do nich. Był blady ze złości. Spojrzał na Syriusza, uderzył go z otwartej dłoni w twarz i wybiegł z pokoju wspólnego, trzaskając drzwiami. Wszyscy umilkli i utkwili wzrok w Blacku. Syriusz puścił dziewczynę i wybiegł za Remusem.
Syriusz patrzył na tą całą scenę z bólem w oczach. Dlaczego nie mogę podejść do niego i chociażby go przytulić..?
- Claro, proszę, wracajmy... Nie chcę już więcej tego widzieć...
Clara kiwnęła głową i złapała go za dłoń. Znów byli w tym ciemnym pomieszczeniu.
- Udowodniłaś mi tylko, że cholernię tęsknię za Remusem... Za Jamesem z resztą też! - szybko dodał, widząc jej minę.
Clara zmierzyła go wzrokiem.
- Co za idiota. - mruknęła do siebie - Właśnie ci pokazałam, że temu chłopakowi zależy na tobie tak samo, jak ci na nim. Teraz rozumiesz?
- Tak. Czy mogę już wrócić do swojego życia? Mam już tego dosyć.
- Podobnie jak ja ciebie. - prychnęła pod nosem dziewczyna.
CZYTASZ
Dark Star
Fanfiction*W TRAKCIE KOREKTY! Prolog poprawiony* W pewnym domu o numerze dwanaście, na ulicy Grimmauld Place w Londynie, żyła pewna rodzina z dwójką dzieci. Ale nie była to zwykła rodzina. Od wieków ród Blacków przestrzegał czystości krwi, tak jak głosiło ic...
