* * *
Kobieta w kwiecie wieku wyglądająca na około pięćdziesiąt lat w srebrnej sukni do kostek na wysokich obcasach w śnieżnobiałym boa siedziała u szczytu stołu zastawionego tak bogato, że niektórych mogłoby mdlić. Jej jasne włosy o barwie najdroższej platyny były upięte w wymyślny ciasny kok, a na jej szyi spoczywała diamentowa kolia. Jej dłonie skrywały białe rękawiczki dobrane idealnie pod kolor boa na jej szczupłych bladych ramionach. Jej ostre rysy znakomicie komponowały się z jej pełnym wyższości i niezachwianej pewności siebie spojrzeniem oczu tak ciemnych, że przy odpowiednim świetle można je było śmiało porównać do barwy duszy samego szatana. Bogata, wpływowa, piękna kobieta skrywająca w sobie więcej zła i okrucieństwa niż cała jej organizacja. Należy dodać, że na jej twarzy spoczywała śnieżnobiała maska skrywająca oprawę jej oczu, jednak nie je same, co mogło się wydawać niedopatrzeniem, ale było jedynie sprytną intrygą właścicielki, która czerpała ogromną satysfakcję z przerażenia i uniżenia okazywanego jej przez resztę. Maska wyglądem przypominała wielkie i bystre oczy sowy, którym nie umknie żaden szczegół. Maska więc wspaniale pasowała do właścicielki, która swą mądrością i sprytem od lat zdobywała to czego chciała. A kobieta ta pragnęła wiele. Jednak jej głównym i oficjalnym celem założonej przez niej legendarnej tajnej organizacji było naprawienie Gotham City... oczywiście z korzyścią dla członków organizacji. Rozległo się pukanie do wielkich drzwi bogato zdobionych i potrafiących znieść prawie każdy atak bronią wynalezioną przez człowieka... czy kosmitę... Dwóch ochroniarzy przy drzwiach ubranych w srebrno-złote zbroje wyglądem przypominającym spersonifikowane sowy spojrzało na kobietę, która z westchnieniem odłożyła porcelanową filiżankę i machnęła ręką na znak by wpuścić przybysza. Do wielkiej sali, za której wystrój można by kupić całe miasteczko wszedł wysoki mężczyzna w drogim garniturze i ciemnych włosach zaczesanych do tyłu, jego twarz skrywała identyczna maska co u kobiety.
-Co jest tak ważnego, że masz czelność niepokoić mnie w porze kolacji? - zapytała kobieta opanowanym tonem, w którym nie dało się wyróżnić żadnych uczuć towarzyszących właścicielce, nawet nie rzucając okiem na niespodziewanego gościa. Mężczyzna przełknął głośno ślinę widząc ostre miecze i shurikeny towarzyszące sowim strażnikom. Wystarczyłoby jedno skinięcie palcem jasnowłosej kobiety by jego głowa znalazła się pod jednym z diabelnie ostrych ostrzy.
-Dziewczyna...-zaczął mężczyzna, natychmiast zyskując uwagę kobiety, która momentalnie odwróciła się w jego stronę niczym wygłodniała hiena oczekując wieści. Ciemnowłosy wziął głęboki oddech, po czym dokończył rozpoczęte zdanie jednym słowem, które zmieniało wszystko w ich dotychczasowych ustaleniach. - zabiła.
-To wiele zmienia...-odparła kobieta zachowując zwyczajową zimną obojętność. Zastukała długimi kościstymi palcami w blat szklanego stołu, po czym na nowo podjęła temat. - Zatem musimy przeprowadzić głosowanie. Zwołaj Trybunał... jednak zanim to uczynisz powiedz, kogo i w jaki sposób pozbawiła życia.
-Kojarzysz pewnie ''walki gladiatorów'' i zapewne znasz doskonale Ozyrysa, który nie bez powodu otrzymał to właśnie imię... - zaczął mężczyzna oschłym tonem, kobieta zmrużyła oczy. To był jedyny gest w jej mimice świadczący o zaskoczeniu.
-Zabiła najlepszego gladiatora? - zapytała spokojnym tonem kobieta nie mogąc powtrzymać tego pytania. Było to dla niej kompletnie nielogiczne. Chuderlawa nastolatka nie miała szans z trzymetrową doskonale umięśnioną maszyną do zabijania...
-Dokładniej, to zakatowała go łomem na śmierć, podobno musieli zdzierać jego szczątki szpachelkami... - odpowiedział mężczyzna z obrzydzeniem.
-Interesujące... bardzo interesujące rzekłabym nawet... A teraz na co czekasz? Wezwij resztę! Czas zadecydować o jej losie.
Kobieta stała na wywyższeniu w wielkiej auli, gdzie na miejscach przed jej mównicą tłoczyli się członkowie jej organizacji, której przewodziła. Była to istna burżuazja. Ludzie ubrani w jedwabia, koronki i satynę... Kobiety w drogich sukniach we wszystkich możliwych barwach poobwieszane biżuterią z kamieni szlachetnych... Mężczyźni w markowych garniturach po kilkadziesiąt czy nawet kilkaset tysięcy ze złotymi zegarkami na nadgarstkach i butach ze skóry zwierząt, które były bliskie wymarcia, jednak za pieniądze można było zmienić wszelkie kruczki, te o ochronie zwierząt nie stanowiły wyjątku. Wszyscy mieli jednak na twarzach te same sowie maski...
-Drodzy bracia i siostry! - rozpoczęła swą przemowę kobieta, a w auli natychmiast zapanowała głucha cisza. Wszystkie skrywane przez maski oczy były utkwione w jej osobie. Przywódczyni pozwoliła sobie na ledwie widoczny triumfujący uśmieszek. Wszyscy byli jej posłuszni. - Dzisiejszej nocy zadecydujemy o losie córki Jokera, która nieświadoma naszych litościwych postanowień względem niej bezczelnie je złamała. - kobieta przerwała budując chwilę napięcia, po auli rozeszły się szmery i zbulwersowane głosy. Przywódczyni uniosła dłoń, a w auli ponownie zapanowała cisza.
-Jak doskonale pamiętacie, kilka miesięcy temu otrzymaliśmy szokującą wiadomość. Psychopatyczny seryjny morderca działający pod pseudonimem Joker ma córkę z Harleen Quinzel.. Wspólnie zadecydowaliśmy by pozwolić jej żyć. Okazaliśmy jej wielką łaskę! Łaskę, której ta dziewczyna nie powinna otrzymać! Jednak dziś ona splunęła nam w twarz robiąc coś co dowodzi jej więzów krwi, które do dnia dzisiejszego postanowiliśmy ignorować! Brutalnie zamordowała człowieka ukazując swe prawdziwe oblicze i tym samym niwecząc swoją szansę od nas. Dziewczyna poszła w ślady ojca, który wielokrotnie niweczył nasze plany i, który wciąż wymykał się naszym wyrokom. Gdybyśmy wtedy zadziałali wcześniej moglibyśmy oczyścić nasze miasto z szaleństwa! Jednak dzisiaj moi bracia, moje siostry ufam, że nie popełnimy tego błędu i Lucy Johnson otrzyma to na co zasługuje! - zakończyła swoją emocjonującą przemowę kobieta, a wokół rozległy się okrzyki aprobaty. Po chwili wszyscy skandowali jedno słowo - winna. Przywódczyni uśmiechnęła się triumfująco, po czym chwyciła w dłoń sądowy młotek.
-Czy ktoś sprzeciwia się ogólnemu wynikowi głosowania? - zapytała. Odpowiedziała jej cisza. Kobieta przybrała maskę obojętności, chowając pod nią swoją satysfakcję z tak świetnej manipulacji, po czym kontynuowała. - Ogłaszam więc wszem i wobec, że w skutek demokratycznego głosowania Trybunał Sów uznaję Lucy Johnson - córkę Jokera i Harleen Quinzel za winną i skazuje ją na śmierć. - skończyła uderzając młotkiem, a wokół niej rozległ się szum zadowolenia. Ona tymczasem skinęła głową na jednego z Talonów dając im wyraźnie znać, że ich następnym celem jest córka Jokera.
CZYTASZ
Why so serious?
FanfictionGotham City. Miasto, w którym superbohaterowie i superzłoczyńcy toczą zaciętą walkę o zwycięstwo. Czy ,któraś ze stron jest w stanie wygrać nie ponosząc strat? Lucy Johnson nie jest typem cukierkowej ,wymalowanej nastolatki wariującej na widok ładn...
