Budzę się przygniatający przez jakieś ciało. Odwracam głowę i widzę Harry'ego leżącego na mnie. Co on robi w mojej sypialni?! Wczoraj był kompletnie pijany i ledwo co utrzymywał się na nogach, więc jakim cudem on się tu znalazł.
-Harry! - próbuję go zepchnąć, ale to na marne jest zbyt ciężki.
-Jeszcze chwila... - mamrocze przez sen. Jest taki słodki. Zaraz...
-Harry, przygniatasz mnie. - mówię zmęczony odpychaniem go.
-Louis? - w końcu unosi głowę.
-Dzień dobry księżniczko. - przewracam oczami, to irytujące, że wciąż na mnie leży.
-Jak się tu znalazłem, zaciagnąłeś mnie do łóżka? - śmieje się.
-Byłeś strasznie pijany, więc przywiozłem cię tutaj bo nie wiedziałem gdzie mieszkasz. - jego twarz jest parę centymetrów od mojej.
-Aha, a co robię w twojej sypialni? - unosi brew
-Nie mam pojęcia - wpatruje się we mnie i przegryza wargę.
-Lou.... - mówi namiętnie.
-Czas wstawać, zejdź ze mnie. - kiwa głową. - Harry to nie zabawa, śpieszę się na uczelnię.
-I tak już nie zdążysz. Jeden dzień wagarów ci nie zaszkodzi. - uśmiecha się. Zastanawia mnie fakt dlaczego przy mnie jest taki miły i uroczy, a przy innych hamski i samolubny.
-Co nie zmienia faktu, że musisz ze mnie zejść. - unoszę brew.
-Louis, pocałuj mnie. - jego usta prawie stykają się z moimi. Czuję jego oddech i miętowy zapach. Mam ochotę to zrobić, ale nie chce być kolejnym, którego przeleci i zostawi.
-Ale....
Kiedy jego usta dotknęły moich poczułem jak gwałtownie wciąga powietrze. Kiedy otworzył usta i mnie pocałował, zasmakowałem lekkiej nuty mięty na języku. Czuję potrzebę oderwania się od niego, żeby ta sytuacja nie poszła za daleko, ale nie mogę przestać. Jego ciepły język poruszał się wzdłuż mojego. Całe moje ciało płonie. Owszem całowałem się już z Harrym, ale teraz jest inna sytuacja, on leży na mnie w mojej własnej sypialni w moim własnym łóżku.
-Lou.... - jęczy kiedy wplatam palce w jego włosy, uwielbiam to robić, ale po chwili je wyciągam, nie chce żeby to zaszło za daleko.
-Harry przestań, musimy wstawać. - zakrywam usta ręką.
-Nie musimy... - patrzy błagalnie w moje oczy.
-Wstawaj nie będę się powtarzał sto razy - mówię stanowczo, jest strasznie uparty.
-Okej. - Schodzi ze mnie, a ja czuję pustkę. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę jakie to było przyjemne.
-W drugim pokoju masz swoje rzeczy. - nie wiem jak mam mu powiedzieć żeby sobie poszedł bo chce się ubrać.
Kiwa głową i obserwuje mnie. Jestem przykryty kołdrą i nie zamierzam z niej wyjść dopóki on tutaj jest.
-No to idę się ubrać. Widzę że się krępujesz. - uśmiecha się i wychodzi.
W końcu mogę się ubrać. Wchodzę do garderoby, ubieram czarne dżinsy i czerwoną koszulkę z wyciętym serkiem. Idę w stronę kuchni, nie widzę Harry'ego więc pewnie się ubiera. Szykuje jajecznice z bekonem.
-Kurwa mać - odwracam się, Harry stoi i przygląda mi się.
-Co się stało? - nie wiem o co chodzi.
-Mogłem z ciebie nie schodzić i dokończyć co zaczęliśmy. - z jednej strony cieszę się, że tak mówi, a z drugiej mam ochotę do niego podejść i go walnąć.
-Ha ha ha.... - przewracam oczami - Nie pozwoliłbym ci.
-Przekonamy się następnym razem.. - rzuca mi swój zboczony uśmieszek. Jakim następnym razem, o czym on mówi.
Nakładam jajecznice na talerze i kładę na stół. Po czym siadamy i bierzemy się za jedzenie.
-Jakie masz dzisiaj plany?
-Idę na trening, a ty? - pewnie idzie na kolejną imprezę.
-Jeszcze nie wiem.
-Jak to możliwe, że wczoraj byłeś taki pijany, a dzisiaj nie masz żadnych objawów?
Patrzy na mnie zdezorientowany jakby coś wymyślał.
-Po prostu mam mocny organizm.. - widzać, że kłamie.
-Harry, czy ty udawałałeś?!
-Nie, po co miałbym to robić? - nie wiem co mam o tym myśleć, może zrobił to celowo.
-Nie ważne, idę wziąć prysznic.
-Mogę z tobą? - wygląda jakby mówił poważnie.
-Co, nie! - czuję jak zalewają mnie rumieńce, jeszcze nigdy z nikim się nie kąpałem
-Dlaczego i tak już razem spaliśmy.
-Całkiem przypadkowo. Gdybym nie spał jak do mnie przyszedłeś to bym cię wygonił.
-Aha, czyli całowanie też było 'całkiem przypadkowo'? Bo mi się wydaje, że ci się podobało.
-Podo... ach weź się zamknij. - idę do łazienki.
Rozbieram się i wchodzę za kabinę. Po chwili słyszę jak drzwi się otwierają. Co on sobie wyobraża?!
-Harry! Wyłaź stąd!
-Przyszedłem tylko umyć zęby, gdzie jest pasta? - słyszę jego zadowolenie
-Harry już nigdy nie wpuszcze cię do mieszkania, jak stąd nie wyjdziesz! - wiem że nie przyszedł umyć zębów, nie miał własnej szczoteczki.
-Już wychodze. - jakie szczęście, że kabina jest czarna i nic przez nią nie widać.
Kontynuuje prysznic.
Gdy wychodzę orientuje się, że nie wziąłem ubrań. Świetnie. Otwieram delikatnie drzwi. Harry'ego nie ma, więc pewnie jest w mojej sypialni, albo w drugiej. Zawijam ręcznik wokół pasa i kieruje się w stronę pokoju.
-Nie no kurwa, ty mnie prowokujesz. - siedzi na łóżku, wgapiając się w moje ciało, a ja stoję jak słup.
-Wcale nie, po prostu zapomniałem ubrań.
-Robisz to celowo, wiesz że wyglądasz jak bóg sek... - przerywa mu pukanie.
Idę w stronę drzwi i patrzę przez otwór to Niall, nie może mnie zobaczyć tu z nim. Udaje, że mnie nie ma i nie otwieram mu. Ide cicho do sypialni.
-Kto to? - pyta, nadal siedząc na łóżku.
-Niall, nie chce żeby wiedział że tu jesteś, okej? - patrzę błagalnie.
-Louis zaraz nie wytrzymam, lepiej się ubierz - trochę jestem zirytowany, on mówi na poważnie.
Idę do garderoby. Ubieram niebieskie dżinsy i czarną bluzkę.
-Harry?
-Co?
-Czy ty jesteś bi? - na moje słowa śmieje się.
-Odkąd cię zobaczyłem w samym ręczniku to tak.
-Musze już iść - zmieniam temat.
-Ja też - podchodzi do mnie i z zaskoczenia, daje mi buziaka. Stoję jak wryty i patrzę jak odchodzi.
Dzięki, że przeczytałeś/aś !
Jezeli ci się spodobało zagłosuj i skomentuj to duża motywacja dla mnie. :)
CZYTASZ
Big Change | LARRY STYLINSON
FanfictionLouis Tomlinson 19 letni student i piłkarz o błękitnych oczach, któremu grzech się nie oprzeć. Prowadzi normalne, proste życie. Ma dużo planów na przyszłość, których nie zamierza zmieniać. Jednak gdy na jego drodze pojawia się samolubny, arogancki H...
