Rozdział #16

633 74 8
                                        

Sprzątam po kolacji. Harry poszedł do łazienki. Podoba mi się tutaj. Mógłbym tu bywać codziennie, nie mam ochoty wracać do mieszkania tym bardziej, że jest tam Taylor. Zaczynam żałować, że pozwoliłem jej ze mną zamieszkać. Harry miał rację. Kiedy idę do pokoju, przechodze obok drzwi łazienki i dostaje w głowę.

-Jezu Louis! - zwinne mnie łapie dzięki czemu nie upadam, wszystko byłoby dobrze gdyby nie był w samym ręczniku

-Ała. - trzymam się za głowę.

-Dlaczego akurat teraz musiałeś tędy przechodzić? - śmieje się z mojego nieszczęścia.

-Dlaczego akurat teraz musiałeś wychodzić? - uśmiecham się, podnosi mnie, o mały włos i spadł by mu ręcznik, ale w ostatniej chwili go złapał.

-Dlaczego się tak na mnie gapisz? - kurde, co ja poradzę, że on wygląda jak młody Bóg i nie mogę się powstrzymać.

-Nie prawda.. - rozglądam się po korytarzu dla nieoznaki.

-Gdybyś ze mną spał, mógłbyś gapić się na mnie na okrągło. - krzyżuje ręce i opiera się o ścianę, na sam widok robi mi się duszno, a nogi mam jak z waty.

-Nie dzięki, nie będę twoją kolejną zabawką. - uśmiecham się i idę do pokoju, musiałem zakończyć tą rozmowę, jeszcze chwila i sam zdjął bym z niego ten ręcznik.

-Nie byłbyś moją zabawką. - mówi do mnie z korytarza, nic nie poradzę, że się uśmiecham.

Gaszę światło i kładę się spać. Pewnie nie uda mi się zasnąć. Za dużo się teraz dzieje. Nawet nie mam chwili żeby pomyśleć o czymś innym niż Harry. Dlaczego mama nie odzywa się od dłuższego czasu? Dlaczego Alex mnie nie odwiedza? Dlaczego Harry się tak zachowuje w stosunku do mnie? Dlaczego zaczyna mi się to podobać?
           
                                   ***

Budzę się. Patrzę na zegarek, 3 w nocy. Jest mi strasznie duszno i gorąco. Może dlatego, że mam na sobie dresy i śpię pod dwoma warstwami kołdry. Rozbieram się, zostawiam na sobie tylko spodnie. Muszę się czegoś napić. Mam strasznie sucho w gardle. Otwieram po cichu drzwi i schodzę jak najciszej potrafię. Biorę szklankę, ona się przewraca i robi hałas, świetnie.

Przechodzę obok pokoju Harry'ego. Moja pokusa żeby zajrzeć do środka jest zbyt wielka. Z drugiej strony nie mogę tego zrobić bo pomyśli, że chce z nim spać. Po chwili namysłu wchodzę.

-Co robisz? - strzywnieje, nie miałem pojęcia, że nie śpi.

-J-a ja.. przechodziłem i pomyślałem że zajrze, czemu nie śpisz? - zmieniam szybko temat.

-Jak mam spać kiedy w pokoju obok jest ktos taki jak ty - czerwienie się.

Stoję jak głupi i patrzę na niego. Niech w końcu coś powie bo zwariuje. Jednak on jedynie klepie miejsce na łóżku obok siebie. Niepewnie idę w jego stronę i siadam. To chyba najgłupsze co mogłem zrobić.

-Dlaczego masz na sobie tylko spodnie? - jego wzrok błądzi po moim ciele.

-Było mi gorąco.

-Chcesz ze mną spać? - kiwam głową, nie wiem co ja robie, ale naprawdę tego chce. - To chodź tu.

Kładę się tyłem do niego. On przyciąga mnie do siebie i oplata całym swoim ciałem. To jest niesamowite, mogąc czuć jego zapach, oddech, dotyk.

-Dobranoc Lou. - ściska mnie mocniej.

-Dobranoc Harry. - serce zaczyna bić mi mocniej zważywszy na to jak mnie nazwał.

Momentalnie zasypiam.

                                   ***

Dzwoni budzik, wyłączam go szybko, żeby nie obudzić Harry'ego. Leży głową oparty o moje ramię. Jego włosy gilgotają mnie w twarz. Ku zdziwieniu, czuję jak nasze dłonie są splecione pod kołdrą. Jacy normalni znajomi śpią ze sobą ze splecionymi dłońmi? To nie może być zwykła znajomość. Czuję zupełnie co innego do Harry'ego, niż na przykład do Nialla, a jest moim najlepszym przyjacielem od małego. Muszę z nim porozmawiać na ten temat.

-Lou.. - mamrocze.

-Słucham?

Przesuwa głowę do góry i łapie w zęby moje opuszki na uszach.

-Harry... - próbuję odchylić glowe, ale on i tak się przybliża.

-Słucham. - jesteśmy tak blisko siebie, że czuję jego uśmiech.

-Co robisz?

-Nic. - opiera się na ręce. - Louis nie idź z Zaynem nigdzie. -czy on dalej o tym myśli?

-Dlaczego?

-Po prostu nie idź. - odwraca się do mnie plecami.

-Podaj chociaż jeden mądry argument, a nie pójdę. - nie wiem o co chodzi, jeszcze przed chwilą tulił się do mnie, a teraz się odsunął.

-On nie jest taki na jakiego wygląda.

-To nie jest argument. - rysuje palcem tatuaż Harry'ego, nie wiem dlaczego to robię, ale po jego ciele przechodzą ciarki.

Odwraca się gwałtownie. Leżę zupełnie pod nim, patrzę mu w oczy. Nie mogę odczytać w jakim jest nastroju. Wygląda jakby miał na mnie zaraz nakrzyczeć ale też jakby miał mnie pocałować.

-Louis, posłuchaj mnie. To co dzieje się między nami jest dziwne. Nie jesteśmy w związku i może nie powinienem mówić ci co masz robić, ale posłuchaj mnie ten jeden raz. Nie umawiaj się z Zaynem. - patrzy mi prosto w oczy.

-Może teraz się z nim nie spotkam, ale nie będę go omijać.

Schyla się i zaczyna mnie namiętnie całować. Uwielbiam kiedy to robi. Wkładam swoje dłonie w jego włosy na co z jego ust wydobywa się jęk. Jego pocałunki przenoszą się na moją szyję. Z przyjemności wyginam się w łuk, uśmiecha się. Moje ręce błądzą po jego klatce piersiowej i brzuchu, jest taki umięśniony i napięty. Moje ciało nie dorównuje Harry'ego nawet w jednym procencie.

-Louis jesteś taki piękny.

-Mówisz to każdemu. - na moje słowa przerywa i podnosi głowę.

-Nie prawda Lou. - patrzy na mnie przez dłuższą chwilę - Lepiej to skończmy zanim nie będę mógł się powstrzymać. - zostawia ostatniego buziaka na moim czole i wstaje. Po chwili znika za ścianą.

Idę do 'mojego' pokoju i ubieram się. Harry jest w łazience, więc postanawiam, zejść na dół i zrobić coś szybkiego do jedzenia.

                                   ***   

-Co robisz? - schodzi ubrany w czarne obcisłe dżinsy i czerwoną koszulke, wygląda mega seksownie.

-Śniadanie. Mam pytanie.

-Kto by się tego spodziewał - mówi sarkastycznie, opierając się o blat i  czekając na to co powiem.

-Kim my dla siebie jesteśmy? - odwracam się do niego przodem, patrzy na mnie jakbym zadał mu najgorsze pytanie, może w sumie tak jest.

-A kim chciałbyś żebyśmy byli? - uśmiecha się, nienawidzę kiedy ktoś odpowiada na moje pytanie, pytaniem

-Nie wiem.. chce być świadomy. Na znajomość mi to nie wygląda, na przyjaźń też nie. Nie uważasz?

-Może. - wzrusza ramionami, ta jego obojętność mnie irytuje.

-Wydaje mi się, że nie powiniem już do ciebie przychodzić. - podaje mu jedzenie.

-To źle ci się wydaję. - przeszywa mnie wzrokiem.

Dzięki za przeczytanie!
Zostaw gwiazdkę i komentarz to moja motywacja do dalszej pracy. ;*
Zmieniłam okładkę książki, mam nadzieję, że wam się podoba xD

Big Change | LARRY STYLINSONOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz