Ranek.
Otwieram oczy i widzę czuprynę łaskoczącą mnie w twarz. Nie mogę się ruszyć, ciało Harry'ego jest całkowicie na moim. Odwracam głowę, żeby zobaczyć godzinę. Jest 6:40. Próbuję odchylić się na tyle żeby zobaczyć twarz zielonookiego. Jest taki słodki kiedy śpi. Wpatruje się i obrysowuje palcem tatuaże na ramieniu. Po jego skórze przechodzi delikatny dreszcz.
-Lou.. - mamrocze, niekontrolowanie na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
-Tak Haroldzie? - otwiera oczy, dopiero teraz poczułem, że nasze nogi są splecione.
-Czy długo gwałcisz mnie wzrokiem? - uśmiecha się.
-Nie, a co?
-Nic. - schodzi ze mnie i bierze w swoje ramiona. - Nie powinieneś szykować się do szkoły?
-Nie chcę. - daje mu szybkiego buziaka. Kładę głowę na przeciwko jego i zamykam oczy.
-Przez nasze wczorajsze zabawy, cała kabina prysznicowa jest zdemolowana. - czuję jak się uśmiecha.
-Bogaty jesteś, poradzisz sobie. - żartuje.
Otwieram oczy i podnoszę głowe. Harry gapi się w sufit. Wygląda jakby nad czymś się zastanawiał. Chciałbym czytać w jego myślach. Wtedy byłbym pewny czy nasze uczucia są podobne.
-Zamieszkaj ze mną. - przerywa ciszę. Odpowiadam chichotem. - Mówię poważnie.
-Harry, nie mogę z dnia na dzień wprowadzić się do ciebie. - opieram się na łokciu żeby lepiej go widzieć.
-Dlaczego, przecież jest nam razem dobrze. - spogląda na mnie.
-Nie mogę, przynajmniej narazie.
-Jak chcesz.. - odwraca się do mnie plecami
-No Harry... nie obrażaj się cioto. - potrząsam nim.
-Jak mnie nazwałeś? - odwraca głowę.
-Tak jak słyszałeś. - wystawiam język.
Uśmiecha się zalotnie. Dziwię się jego zachowaniem. Myślałem, że zaatakuje mnie, albo zacznie mówić zboczone słowa. Jednak zamiast tego otrzymałem ciepły uśmiech. To co najlepiej działa na moje serce.
-Harry, ja.. - tak bardzo chce powiedzieć mu jak go kocham.
-Hm..?
-Musze już wstawać. - tchórze.
Patrzy na mnie jakby spodziewał się czegoś innego. Po chwili zostawia pocałunek na moich ustach.
-Więc chodźmy. - wstaje.
Właściwie dlaczego tak bardzo boję się jego reakcji. Powinniśmy wyznać sobie to co czujemy. Może boję się jego odrzucenie i straty. Tak mało się między nami stało, a jednak czuję jakby to było coś wyjątkowego.
Po wyszykowaniu się i zjedzeniu śniadania - oczywiście nie obeszło się bez wojny na jedzenie. Harry zawiósł mnie do szkoły, a sam pojechał do pracy. Przynajmniej tak mówił.
W szkole było jak zawsze nudno. Nic ciekawego się nie działo, oprócz tego, że nie było Nialla. Dostałem SMS-a od Harry'ego, że nie da rady przyjechać. Postanowiłem więc, że odwiedzę przyjaciela. Niall rzadko opusza zajęcia, więc pewnie leży chory w łóżku, albo uderzył się w głowę i wagaruje, co do niego nie podobne.
Pukam do drzwi.
-Louis, jak dobrze cię widzieć! - przytula mnie mama Nialla.
-Dzień dobry, jest Niall? - uśmiecham się.
CZYTASZ
Big Change | LARRY STYLINSON
FanfictionLouis Tomlinson 19 letni student i piłkarz o błękitnych oczach, któremu grzech się nie oprzeć. Prowadzi normalne, proste życie. Ma dużo planów na przyszłość, których nie zamierza zmieniać. Jednak gdy na jego drodze pojawia się samolubny, arogancki H...
