Rozdział #3

929 81 5
                                        

Wchodzę normalnie, jak gdyby nigdy nic. Ostrożnie spoglądam na zielonookiego chłopaka. Nie chcę żeby pomyślał, że się na niego gapie. Na szczęście jest wpatrzony w telefon. Podchodzę do przyjaciela.

-Cześć

-Zająłem ci miejsce, siadaj - klepie krzesło obok.

Przechodzę za krzesłem nieznajomego. On natychmiast spogląda na mnie z takim samym zdziwieniem, który pojawił się na mojej twarzy widząc jego.
Zajmuje miejsce obok przyjaciela i zielonookiego.
Po chwili ściąga słuchawki z uszu.

-A zapomniałem... - mówi po chwili blondyn. - Harry, Louis, Louis, Harry - boże co on robi.

-Znamy się z widzenia - mówi Harry, jakiego widzenia , spotkałem go raz w życiu.

-Fajnie - szczerzy się do nas obu. Harry siedzi naburmuszony. - Idziesz dzisiaj na trening?

-Tak - nie mogę opuszczać treningów będąc kapitanem  - A ty idziesz? - czuję na sobie spojrzenie Harry'ego.

Dzwoni dzwonek na lekcje, przez to wszystko zapomniałem że jestem w klasie.

-Idę, popatrzę jak ryjesz twarzą o beton - śmieje się, a ja go uderzam w głowę.

Wchodzi profesor. Wita się z nami i zaczyna lekcję o literaturach. Jest to mój ulubiony temat, dlatego jestem skupiony.

Zaczynam robić notatkę. Wszystko idzie dobrze, do momentu, w którym Harry szturcha mnie udając że się poprawia. Przez połowę zeszytu ciągnie się kreska.

-Sory, Louis - uśmiecha się,

Postanawiam zrobić to samo, ale szybko unika mojego ciosu. Przechylam się na jego kolana, tak że moja głowa o mało co na nich nie leży. Po gorącu, który poczułem na ciele mogę stwierdzić że jestem cały czerwony.

-Może zaczekamy z tym chociaż do pierwszej randki? - Harry wybucha śmiechem na całą salę, wszystkie oczy są skierowane na nas. Mam ochotę zapaść się pod ziemię.

-Przepraszam, czy moje słowa was bawią? - odzywa się profesor.

-My.... przepraszamy - jąkam sie, a Niall spogląda na mnie z szeroko otwartymi oczami - No co, ja nic nie zrobiłem - szeptam.

-Zostajecie po szkole, a jeżeli nie zobaczę was obydwu, poniesiecie konsekwencje - słyszałem, że ten nauczyciel jest przesadny, ale żeby aż tak? Po tych słowach wraca do lekcji.

Patrzę na Harry'ego złym spojrzeniem, on jeszcze chichocze. Przysięgam wstane i go zamorduje tym co mi wpadnie pod rękę.

Dzwonek na przerwe rozbrzmiewa. Mimo, że to był ciekawy temat czekałem, aż ta lekcja dobiegnie końca.

-To co, widzimy się po lekcjach - mówi zielonooki, po czym wychodzi z klasy. Odprowadzam go wzrokiem dopóki nie znika za drzwiami. Dlaczego to akurat ja musiałem podpaść temu dupkowi.

-Louis ty idioto! - krzyczy Niall

-Ale ja nic nie... to było tak. Zacząłem pisać notatkę, wtedy kiedy ten dupek mnie szturchnął i zrobiłem na całą stronę kreskę. Więc chciałem mu oddać, ale on odsunął się od mojego ciosu więc upadłem na jego kolana - nabieram powietrza po szybkiej wypowiedzi

-Powiedz mi lepiej co z treningiem? przecież za tydzień gracie ważny mecz.

-Wiem, przecież przyjdę, albo przynajmniej spróbuję.

-Mam taką nadzieję. - przymrurza oczy, co wygląda śmiesznie.

                                   ***

Harry postanowił zrobić sobie wagary i nie pojawił się na żadnej innej lekcji.
Siedzę przed klasą profesora od literatury i czekam aż się zjawi. Nigdy nie byłem na takiej karze. Nie wiem co mnie czeka. Ten dupek Harold postanawia mieć większe kłopoty, niezjawieniem się.

Zza ściany wyjawia się chłopak i idzie w moim kierunku. Siada na przeciwko i patrzy na mnie.

Po paru minutach pojawia się profesor. Zaprasza nas do środka po czym wychodzi i zamyka drzwi na klucz. Te metody wydają się być straszne.

-Pierwszy raz na karze? - mówi wpatrując się we mnie i opierając o ścianę

-To twoja wina.

-Nie Louis, to nie jest moja wina - uśmiecha się.

-Owszem, twoja - patrze na niego, jakbym miał go zaraz udusić.

-Czyli uważasz, że moją winą jest to, że chciałeś zrobić mi laske na lekcji? - widzę jak próbuje powstrzymać się od śmiechu.

- Że co?!

- Skoro tak tego chcesz możemy to spełnić, ale wolałbym na osobności.

-Ty jesteś chory psychicznie? -  naprawdę się zastanawiam.

-Nie, nie jesten, co z twoim treningiem?

-Nie wiem, muszę się stąd wydostać. To dla mnie ważne - inaczej blondyn mnie zabije.

-Skoro tak ci zależy możemy wyjść przez okno, jesteśmy na drugim piętrze, więc nie ma problemu - wzrusza ramionami

-Jak to wyjść, mamy tu przecież siedzieć.

-Kara kończy się za 3 godziny, twoja decyzja, moglibyśmy wrócić tu i nawet by się nie skapnął. - mówi poprawiając sobie włosy

- 3 godziny!? Czy ten człowiek jest normalny?! - podchodzę do okna, otwierając je i wystawiając nogi na zewnątrz.

-Jak chcesz dojechać na boisko? - zielonooki  podchodzi bliżej mnie.

Wyskakuje z okna, to nie było takie złe. Gorzej będzie z wejściem. Harry zeskakuje zaraz po mnie.

-Nie wiem, pojadę autobusem. No to do zobaczenia za 3 godziny, jeżeli w ogóle masz zamiar przyjść. - odwracam się na pięcie, po chwili czuję rękę na ramieniu. - Co?

-Lepiej jak pójdziemy i wrócimy razem. - nadal trzyma rękę na moim ramieniu, w promieniach słońca jego ciało wygląda tak seksownie.

Zaraz.. o czym ja myślę?

-Dobra - idziemy chwile w ciszy, nagle wypalam pytanie na które pewnie i tak nie uzyskam satysfakcjonującej odpowiedzi. - Dlaczego raz jesteś miły, a raz chamski?

-Nie jestem miły, nie znasz mnie. - uśmiecha się w moją stronę, robi to w taki sposób, jakby chciał pokazać jak naiwny jestem.

-To dlaczego przy mnie jesteś? 

-Nie słuchasz mnie Lewis.

-Nie mów do mnie Lewis. - marszcze nos.

-Pojedziemy moim autem - zmienia temat, ciągnąc za materiał mojej koszulki.

Dziękuję za wszystkie komentarze i gwiazdki. ;*

Big Change | LARRY STYLINSONOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz