Wchodzę normalnie, jak gdyby nigdy nic. Ostrożnie spoglądam na zielonookiego chłopaka. Nie chcę żeby pomyślał, że się na niego gapie. Na szczęście jest wpatrzony w telefon. Podchodzę do przyjaciela.
-Cześć
-Zająłem ci miejsce, siadaj - klepie krzesło obok.
Przechodzę za krzesłem nieznajomego. On natychmiast spogląda na mnie z takim samym zdziwieniem, który pojawił się na mojej twarzy widząc jego.
Zajmuje miejsce obok przyjaciela i zielonookiego.
Po chwili ściąga słuchawki z uszu.
-A zapomniałem... - mówi po chwili blondyn. - Harry, Louis, Louis, Harry - boże co on robi.
-Znamy się z widzenia - mówi Harry, jakiego widzenia , spotkałem go raz w życiu.
-Fajnie - szczerzy się do nas obu. Harry siedzi naburmuszony. - Idziesz dzisiaj na trening?
-Tak - nie mogę opuszczać treningów będąc kapitanem - A ty idziesz? - czuję na sobie spojrzenie Harry'ego.
Dzwoni dzwonek na lekcje, przez to wszystko zapomniałem że jestem w klasie.
-Idę, popatrzę jak ryjesz twarzą o beton - śmieje się, a ja go uderzam w głowę.
Wchodzi profesor. Wita się z nami i zaczyna lekcję o literaturach. Jest to mój ulubiony temat, dlatego jestem skupiony.
Zaczynam robić notatkę. Wszystko idzie dobrze, do momentu, w którym Harry szturcha mnie udając że się poprawia. Przez połowę zeszytu ciągnie się kreska.
-Sory, Louis - uśmiecha się,
Postanawiam zrobić to samo, ale szybko unika mojego ciosu. Przechylam się na jego kolana, tak że moja głowa o mało co na nich nie leży. Po gorącu, który poczułem na ciele mogę stwierdzić że jestem cały czerwony.
-Może zaczekamy z tym chociaż do pierwszej randki? - Harry wybucha śmiechem na całą salę, wszystkie oczy są skierowane na nas. Mam ochotę zapaść się pod ziemię.
-Przepraszam, czy moje słowa was bawią? - odzywa się profesor.
-My.... przepraszamy - jąkam sie, a Niall spogląda na mnie z szeroko otwartymi oczami - No co, ja nic nie zrobiłem - szeptam.
-Zostajecie po szkole, a jeżeli nie zobaczę was obydwu, poniesiecie konsekwencje - słyszałem, że ten nauczyciel jest przesadny, ale żeby aż tak? Po tych słowach wraca do lekcji.
Patrzę na Harry'ego złym spojrzeniem, on jeszcze chichocze. Przysięgam wstane i go zamorduje tym co mi wpadnie pod rękę.
Dzwonek na przerwe rozbrzmiewa. Mimo, że to był ciekawy temat czekałem, aż ta lekcja dobiegnie końca.
-To co, widzimy się po lekcjach - mówi zielonooki, po czym wychodzi z klasy. Odprowadzam go wzrokiem dopóki nie znika za drzwiami. Dlaczego to akurat ja musiałem podpaść temu dupkowi.
-Louis ty idioto! - krzyczy Niall
-Ale ja nic nie... to było tak. Zacząłem pisać notatkę, wtedy kiedy ten dupek mnie szturchnął i zrobiłem na całą stronę kreskę. Więc chciałem mu oddać, ale on odsunął się od mojego ciosu więc upadłem na jego kolana - nabieram powietrza po szybkiej wypowiedzi
-Powiedz mi lepiej co z treningiem? przecież za tydzień gracie ważny mecz.
-Wiem, przecież przyjdę, albo przynajmniej spróbuję.
-Mam taką nadzieję. - przymrurza oczy, co wygląda śmiesznie.
***
Harry postanowił zrobić sobie wagary i nie pojawił się na żadnej innej lekcji.
Siedzę przed klasą profesora od literatury i czekam aż się zjawi. Nigdy nie byłem na takiej karze. Nie wiem co mnie czeka. Ten dupek Harold postanawia mieć większe kłopoty, niezjawieniem się.
Zza ściany wyjawia się chłopak i idzie w moim kierunku. Siada na przeciwko i patrzy na mnie.
Po paru minutach pojawia się profesor. Zaprasza nas do środka po czym wychodzi i zamyka drzwi na klucz. Te metody wydają się być straszne.
-Pierwszy raz na karze? - mówi wpatrując się we mnie i opierając o ścianę
-To twoja wina.
-Nie Louis, to nie jest moja wina - uśmiecha się.
-Owszem, twoja - patrze na niego, jakbym miał go zaraz udusić.
-Czyli uważasz, że moją winą jest to, że chciałeś zrobić mi laske na lekcji? - widzę jak próbuje powstrzymać się od śmiechu.
- Że co?!
- Skoro tak tego chcesz możemy to spełnić, ale wolałbym na osobności.
-Ty jesteś chory psychicznie? - naprawdę się zastanawiam.
-Nie, nie jesten, co z twoim treningiem?
-Nie wiem, muszę się stąd wydostać. To dla mnie ważne - inaczej blondyn mnie zabije.
-Skoro tak ci zależy możemy wyjść przez okno, jesteśmy na drugim piętrze, więc nie ma problemu - wzrusza ramionami
-Jak to wyjść, mamy tu przecież siedzieć.
-Kara kończy się za 3 godziny, twoja decyzja, moglibyśmy wrócić tu i nawet by się nie skapnął. - mówi poprawiając sobie włosy
- 3 godziny!? Czy ten człowiek jest normalny?! - podchodzę do okna, otwierając je i wystawiając nogi na zewnątrz.
-Jak chcesz dojechać na boisko? - zielonooki podchodzi bliżej mnie.
Wyskakuje z okna, to nie było takie złe. Gorzej będzie z wejściem. Harry zeskakuje zaraz po mnie.
-Nie wiem, pojadę autobusem. No to do zobaczenia za 3 godziny, jeżeli w ogóle masz zamiar przyjść. - odwracam się na pięcie, po chwili czuję rękę na ramieniu. - Co?
-Lepiej jak pójdziemy i wrócimy razem. - nadal trzyma rękę na moim ramieniu, w promieniach słońca jego ciało wygląda tak seksownie.
Zaraz.. o czym ja myślę?
-Dobra - idziemy chwile w ciszy, nagle wypalam pytanie na które pewnie i tak nie uzyskam satysfakcjonującej odpowiedzi. - Dlaczego raz jesteś miły, a raz chamski?
-Nie jestem miły, nie znasz mnie. - uśmiecha się w moją stronę, robi to w taki sposób, jakby chciał pokazać jak naiwny jestem.
-To dlaczego przy mnie jesteś?
-Nie słuchasz mnie Lewis.
-Nie mów do mnie Lewis. - marszcze nos.
-Pojedziemy moim autem - zmienia temat, ciągnąc za materiał mojej koszulki.
Dziękuję za wszystkie komentarze i gwiazdki. ;*
CZYTASZ
Big Change | LARRY STYLINSON
FanfictionLouis Tomlinson 19 letni student i piłkarz o błękitnych oczach, któremu grzech się nie oprzeć. Prowadzi normalne, proste życie. Ma dużo planów na przyszłość, których nie zamierza zmieniać. Jednak gdy na jego drodze pojawia się samolubny, arogancki H...
