Rozdział #29

521 60 36
                                        

Całą noc nie mogłem spać, jest dopiero 6, a ja już się obudziłem. Ciągle myślę o Harrym, dlaczego nie chce odpuścić.

Słyszę jakieś stuknięcie na dole, ktoś nie mógł spać jak ja.
Schodzę, tata sprząta rozbite szkło.

-Czemu nie śpisz? - pytam

-Obudziłem cię?

-Nie, nie spałem całą noc. - siadam przy stole.

-A ja chciałem się napić i na moje szczęście zbiłem szklankę. - uśmiecha się.

Panuje chwilowa cisza, chcę zapytać go o pracę z Harrym, ciągle mnie to męczy. Nie wiem czy to dobry moment, ale jak nie teraz to kiedy.

-Tato?

-No?

-Dlaczego pracujesz z Harrym i Panem Stylesem? - odsuwam mu krzesło żeby usiadł.

-Znam się z jego ojcem kupe czasu, a po za tym mam bardzo dobre zyski. Oraz posadę dla ciebie. - uśmiecha się.

-Jaką posadę? - patrzę pytająco.

-Zawsze marzyłeś o takiej robocie i ciężko pracowałeś. Dlatego postanowiłem ci pomóc. Uważam, że zasłużyłeś sobie.

-Gdzie niby miałbym pracować?

-U Harry'ego w firmie. On ci wszystko wytłumaczy i tak masz jeszcze trochę czasu. - ja u Harry'ego, nigdy...

-Sory tato, ale nie mam zamiaru z nim pracować. Nie przyjmę tej posady. - wstaję.

-Jak to? Wszystko jest załatwione. To właśnie dlatego wczoraj był tu Harry. - patrzy przerażony. - To on chciał, żebyś z nim pracował.

Harry tego chciał? On nigdy nie da mi spokoju. Już sobie wyobrażam jak naśmiewa się ze mnie. Nie będę u niego pracował. Do końca roku jeszcze trochę czasu, ale i tak nie zmienię zdania.

-Jestem ci bardzo wdzięczny, ale nie zmienię zdania. - odchodzę.

-Powienieneś być wdzięczny Harry'emu. - słyszę zza pleców.

Idę do pokoju.
Zamęczy mnie to wszystko. Jak tata i Harry mogli podjąć za mnie decyzje? Zawsze marzyłem o takiej pracy i naprawdę się starałem. Skąd tata wiedział, że na przykład nie zmieniłem zdania. Trochę czasu minęło. Powinienem być mu wdzięczny, ale nie mogę pracować z takim człowiekiem. Oczywiście ta posada umożliwiłaby mi wszystkie możliwości. Jeżeli stosunki między mną, a Harrym się nie zmienią, moje zdanie też się nie zmieni.

Ubieram czarne dresy i schodzę. Taty już nie ma.
Wychodzę z domu.
Leniwie odbieram telefon.

-Cześć Katy. - mówię niepewnie.

-Louis gdzie ty się podziewasz?

-Byłem u ojca.

-Martwiłam się, spotkamy się dzisiaj?

-Chyba nie znajdę czasu, ale zadzwonię jeśli coś.

-No dobra, kocham cię, pa.

Nie jestem w stanie na razie spotkać się z Katy. Boje się, że nie będę mógł spojrzeć jej w oczy. To co zrobiłem można nazwać zdradą, albo po prostu przesadzam.

Idąc chodkieniem, widzę auto zatrzymujące się tuż obok mnie. Szyby są ciemne, nie widać kto jest w środku. Po chwili się odsuwają.

-Wsiadasz? - mówi zielonooki.

Bez wahania otwieram drzwi. Mam z nim do pogadania. Nie może decydować o moim życiu.

-Wyglądasz..

-Dlaczego nie zapytałeś mnie o zdanie? - przerywam.

-Na jaki temat? - unosi brew.

-Na temat pracy u ciebie. - uśmiecha się, ma takie słodkie dołeczki.

-Nie cieszysz się?

-Nie bardzo, wolałbym żebyś mnie najpierw zapytał. - krzyżuje ręce.

-Mowiłem ci, że tak jakby należysz do mnie. Więc nie muszę cię pytać o zdanie. - uśmiech nie schodzi z jego twarzy, co on sobie ubzdurał?

Panuje cisza, miałem mu tyle do powiedzenia i nagle zapomniałem...

Dojeżdżamy na parking. Zatrzymuje się.

-Dzięki za podwózkę.

-Nie musisz wysiadać. - mówi poważnie.

-Harry przestań już. - zablokowuje drzwi.

-A co jak cię nie wypuszcze? - utrzymuje powagę

-Wtedy będę zmuszony wybić szybę.

Przybliża się do mnie. Automatycznie się oddalam.

-Pocałuj mnie Lou.. - mówi namiętnie.

-Nie, Harry nie baw się ze mną. - odsuwam go rękoma.

Zerka za szybę za moimi plecami i uśmiecha się szeroko z zadowoloną miną. Nagle wpaja we mnie swoje usta. Całuje mnie bardzo namiętnie, bardziej niż zwykle. Przez chwilę próbuję się oderwać, ale to coś co mi nie pozwala jest silniejsze ode mnie. Odrywa się i znowu zerka za mnie. Jest dziwnie zadowolony. Odwracam się, obok auta stoi Katy. Zaczyna biec i płakać.

-Ty idioto, widziałeś ją!

-Tak będzie lepiej Lou. - uśmiechając opiera się o fotel.

-Jesteś jeszcze gorszy niż byłeś! - przyciskam guzik otwierający drzwi.

Otwieram drzwi i wychodzę. On łapie mnie za rękę.

-Nie wiesz nic o mnie, wtedy przy tobie udawałem miłego. - wyrywam mu się.

Rozglądam się za Katy, widzę ją. Biegnę jak najszybciej potrafię. Jaki ja jestem głupi wsiadając do auta Harry'ego. On wiedział, że Katy stoi i patrzy jak się całujemy. To wszytko moja wina!
Siedzi na murku i płacze.

-Katy...

-Odejdź. - jestem zdziwiony, mimo wszystkiego i tak jest spokojna.

-Katy ja... - nie wiem co powiedzieć.

-Louis, kochasz go, tak? - ociera łzy.

-Nie. - odpowiadam bez wahania, chyba mi wierzy bo w końcu na mnie spogląda. 

-Dlaczego... - szlocha. - O-on cię całował tak namiętnie, jakby kochał cię ponad życie.. - jąka się.

-Nie prawda, zrobił to bo widział jak patrzyłaś. Katy wybacz mi..

-Nie wiem Louis... Zostaw mnie, chce być sama. - odsuwam się od niej.

-Odprowadzić cię? - pytam idąc tyłem.

-Nie, idź już!

Odwracam się i idę. Jak mogłem tak zranić Katy. Ona ma takie dobre serce. Nie zasługuje na nią. Powinna być z kimś kto ją naprawdę kocha, a nie rani. To była pierwsza taka sytuacja w naszym związku. Nie wiem czy mi wybaczy. Harry to kompletny dupek. Choć i tak wszystko to moja wina. Gdybym nie wsiadł do samochodu takiej sytuacji by nie było.

Wchodzę do mieszkania.

-Louis? - krzyczy Taylor z pokoju.

-Jestem. - idę szybko do sypialni.

-Widziałeś po drodze Katy, miała wpaść do mnie. - podchodzi.

-Tak, powiedziała, że coś jej wypadło. - kłamie, boję się co powie Taylor choć i tak się dowie.

-Mogła zadzwonić. - wzrusza ramionami.

Kładę się na łóżku, nie mam sił na nic.

Heja jak rozdział? Napisz w komentarzu.
Koniecznie zostaw gwiazdę!
Do następnego! ;)

Big Change | LARRY STYLINSONOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz