Rozdział #15

622 76 15
                                        

-Ale Harry, ja muszę wracać.

-Musisz zostać. Kto się mną zajmie?

Dlaczego robi mi takie wyrzuty sumienia. Otwiera drzwi i wpycha mnie do środka.

-Rozgość się. - uchyla rękę i uśmiecha się.

Idę wzdłuż korytarza. Moim oczom ukazuje się duży salon. Obok kuchnia i jadalnia. Wszystko jest w kolorze białym, czarnym i szarym. Wyglada to niesamowicie! On musi być jakimś bogaczem.

-Napijesz się czegoś? - słyszę zza pleców.

-Nie, dzięki. - odsuwam się i siadam na kanapie, jest taka miękka i przyjemna w dotyku.

-Okej, jesteś głodny?

-Nie jestem. Twoje mieszkanie robi wrażenie. - rozglądam się.

-Wiem, co chcesz robić? - siada obok mnie.

Wzruszam ramionami i opieram się o rękę. Mimo że to ciągle ten sam Harry, krępuje się bardziej niż zazwyczaj. Jednak nie mogę się powstrzymać, sięgam ręką, żeby poprawić loczka wystającego z bandażu. Po chwili jednak żałuję.

-Louis, nie podrywaj mnie, chyba że masz ochotę na... - przeciąga jakby czekał na to że mu przerwe

-Nie! - krzyczę i zakrywam mu usta. Ślini mi rękę. - Ochyda, co ty robisz

-Przecież nikogo tu nie ma,  mogę mówić co chcę. Na przykład, że masz seksowny tyłek, przez którego trace kontrolę nad sobą.

Rzucam w niego poduszką. Trafiam go w głowę, przez co wywraca się na dywan. Uśmiecham się bo dostał za swoje jednak po chwili przypominam sobie, że przecież ma uraz głowy po wypadku. Wstaje panicznie z fotela i rzucam się na podłogę.

-Harry, nic ci nie jest?! - kucam nad nim.

Nagle on podnosi się gwałtownie i sprawia, że na mnie siedzi.

-I co teraz? - patrzy na mnie z góry.

-Harry to nie żarty, myślałem, że coś ci się stało, puść mnie.

-Nie puszczę. - łapie mnie za ręce i daje nad głowę. Ta pozycja nie jest dość komfortowa, czuję jakby nademną dominował.

-Nie mam siły na zabawy z tobą. Tym bardziej, że jesteś obolały i nie mogę cię zepchnąć albo walnąć.

-I tak nieiedałbyś rady. - wyśmiewa mnie na co robię skwaszoną minę

-Może bym dał, zejdź ze mnie.

-Nie mam siły. - mówi sarkastycznie i opada na mnie całym ciałem.

-Harry!! Ty idioto, złaź ze mnie, już nigdy do ciebie nie przyjdę. - mówię zza jego włosów, które pachną jak coś co chciałbym czuć do końca życia.

-A co jak bym cię uwięził i nie wypuszczał? - czuję ten jego zboczony uśmieszek.

-Nie miałbyś powodu. - próbuje go zepchnąć.

-Miałbym..

-Ehhh

-Zejde pod jednym warunkiem. - podnosi się i opiera na łokciach.

-Jakim?

-Nie pójdziesz z Zaynem na spotkanie. - piorunuje mnie wzrokiem, skąd on w ogóle wie o tym spotkaniu

-Skoro ci tak zależy. -naprawdę miałem nie iść, ale teraz chce zrobić mu na złość

-Jeżeli się z nim spotkasz i tak się dowiem, a wtedy będę musiał cię ukarać, zrozumiano? - ukarać?

Big Change | LARRY STYLINSONOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz