- Chyba powinnyśmy jej pilnować...
- Chyba powinnyśmy...
- Ale to zwykle ona robiła za nas, nie?
Octavia spojrzała spod zmarszczonych gniewnie brwi na swoją przyjaciółkę po czym westchnęła bezradnie, a jej rysy ponownie złagodniały. Jakby nie patrzeć to Reyes miała rację. Zwykle Clarke była tą najrozsądniejszą i pilnowała, by jej ukochane towarzyszki nie zrobiły żadnych głupot. A jednak...
A jednak to tym razem Griffin leżała upita do nieprzytomności w salonie rodziny Blake'ów, a pozostała dwójka rozmyślała co z nią zrobić.
- Więc... Co robimy Rae? - zapytała O, patrząc na Latynoskę.
- Mnie pytasz? Twój dom. Nie możesz jej zatrzymać u siebie?
- Oszalałaś? Bell każdego ranka sprawdza mi pokój, a nie chcę, by znalazł schlaną Clarke w moim wyrku!
Fakt. To nie byłoby zbyt ciekawe. Raven zapomniała przez chwilę o tym jak nadooiekuńczym bratem potrafi być Bellamy. W takim wypadku przechowanie blondynki wydawało się niemożliwe.
- Ty nie możesz jej przygarnąć, Rav?
- Wykluczone... Moja miejscówka odpada - odparła, krzyżując ręce na piersiach i spoglądając na obiekt ich rozmowy. - Może ją zanieść do domu?
Brunetka spojrzała na nią z niedowierzaniem. Owszem może i nie było to daleko, ale czy na pewno mogły to zrobić?
- No dobra, a co z Abby?
- Przecież jest lekarzem. Oni są wiecznie na dyżurach. Mamy klucze Clarke także ładnie położymy ją lulu i po sprawie - wytłumaczyła spokojnie Latynoska, mając zapewne w głowie ułożony już caluśki plan.
W zasadzie to nawet nie miały więcej opcji do wyboru. Całe szczęście Lincoln zgodził się pomóc w odstawieniu blondynki do jej mieszkania. W zasadzie to jako osobnik o dosyć pokaźnej masie mięśniowej był nieszczęśnikiem, który niósł poszkodowaną, a towarzyszące mu dziewczyny raczej stanowiły wsparcie moralne i mózg całej operacji. Chociaż nawet wysportowany mężczyzna miał problem z tym, żeby przenieść nieprzytomną dziewczynę kilkaset metrów i to jeszcze w takiej pozycji, by nie spowodować u niej wymiotów, których cały czas obawiała się Reyes. Może to dlatego po pewnym czasie Octavia wspomogła swojego chłopaka i wspólnie nieśli te nieszczęsne zwłoki. Lincoln trzymając denatkę pod ramionami, a O za nogi. Niestety na miejscu czekała ich mała niespodzianka.
- O cholera... - skomentowała Blake, widząc zapalone światło na parterze domu pań Griffin. - Abby jest w domu. Co teraz, Rae?
Oczywiście prawo Murphy'ego było nieubłagane i akurat kiedy pani doktor powinna być w szpitalu to oczywiście musiała zostać wcześniej zwolnioną z dyżuru.
- Trzeba ją czymś zająć i porzucić zwłoki w pokoju... - odpowiedziała, odruchowo zniżając głos do konspiracyjnego szeptu.
- Powodzenia Reyes - rzucił jeszcze chłopak.
- Co? Czemu ja?
- Bo my mamy pełne ręce roboty jakbyś nie widziała - prychnęła Octavia, poprawiając chwyt na nogach Clarke, która o dziwo nie obudziła się przez całą drogę. - Zresztą Abby cię lubi, a ty zawsze coś wymyślisz. Wystarczy że wejdziesz śmierdząc wódą i ziołem, a już się
skupi na tobie.
Te słowa otuchy naprawdę wiele zdziałały. Reyes wymruczała pod nosem kilka hiszpańskich przekleństw, ale w końcu nacisnęła klamkę i weszła do środka, zostawiając uchylone drzwi, by jej współpracownicy mogli obserwować przez szparę Abby, która kręciła się w kuchni i wyczuć odpowiedni moment, by wkroczyć do akcji.
Na prawo od wejścia znajdowały się schody na piętro, gdzie znajdował się między innymi pokój Clarke. Z lewej znajdował się salon i kuchnia. Z obu tych pomieszczeń można było mieć widok na wejście jeśli było się dobrze ustawionym. Zadaniem Raven było odwrócić uwagę Abby od wchodzącej do domu dwójki. Prościzna. Albo i nie.
- Hej Abby - przywitała się z kobietą, która popijała kawę w salonie, trzymając w drugiej dłoni jakiś kryminał Agaty Christie. - Zrobisz mi też coś do picia?
- Raven? Co ty tutaj robisz? - zdziwiła się lekarka, natychmiast wtykając między stronice książki leżącą na stoliku zakładkę.
- Nudziłam się na imprezie u Octavii... Stwierdziłam, że do ciebie wpadnę - powiedziała, idąc do kuchni, by zaparzyć sobie herbaty.
Tak jak się spodziewała Griffin podążyła za nią. Głównie po to, by zbadać jej stan. Reyes nastawiła wodę w czajniku elektrycznym i ponad ramieniem gospodyni dostrzegła swoich przyjaciół, wnoszących do domu nieprzytomną blondynkę. Teraz wystarczyło grać na czas.
- Raven, co się dzieje?
- Nie cieszysz się na mój widok? - zapytała, wskakując na kuchenny blat, z którego zrobiła sobie siedzisko. - Octavia cały czas zajmowała się swoim chłopakiem. Clarke trzymała się z tą nową, Lexą, a ja czułam się jakaś wyobcowana... Dlatego tu przyszłam.
W sumie to nawet nie skłamała. Faktycznie Blake poświęcała się głównie Lincolnowi, a młoda Griffin miziała się na kanapie z Woods, ale o tym to już jej matka nie musiała wiedzieć. Zwłaszcza o tym, że wygladało to tak jakby niewiele im brakowało do publicznego uprawiania seksu.
- Coś musi być na rzeczy - stwierdziła kobieta, podchodząc do Latynoski i ujmując jej podbródek, by pomóc sobie w nawiązaniu z nią kontaktu wzrokowego, którego młodsza unikała.
- Dobra. Po prostu chciałam cię zobaczyć - powiedziała, spoglądając z powagą w oczy Abby.
- Raven... Znów paliłaś marihuanę? Ile do tego wypiłaś?
Reyes odtrąciła jej dłoń od siebie i zeskoczyła z blatu, co chyba nie było najlepszym pomysłem, co postanowił jej uświadomić przeszywający ból w kostce. Syknęła cicho z bólu i sięgnęła po jeden z kubków, by zaparzyć w nim herbatę.
- Jestem trzeźwa jeśli chcesz wiedzieć. I świadoma swoich czynów. Nie to, co ostatnim razem - przypomniała sobie tę sytuację, która miała miejsce jeszcze nie tak dawno. W sumie tamtejszy odlot czy też lot trzmiela jak to określał Monty zawdzięczała również pewnym lekom z domowej apteki Azjaty, ale o tym nikt poza nimi nie musiał wiedzieć.
- Myślałam, że wyciągnęłaś z tego jakieś wnioski.
- Oczywiście, że tak! Wiem, że nie mam przesadzać. Zresztą nie jestem jakimś ćpunem, dającym sobie w żyłę. Marihuana jest używana w medycynie. Masz wiele jej rodzajów. Posiada działanie uspokajające i... - zaczęła, ale kobieta jej przerwała.
- Jestem lekarzem. Wiem to wszystko, Raven. Co nie znaczy, że dalej nie chcę, byś to paliła.
- Zanotuję to sobie. Kolejny wpis do mojego dzienniczka. Punkt pierwszy: uważac na tę pieprzoną nogę, która przekreśliła wszystkie moje marzenia. Punkt drugi: nie jarać trawki. Zajebiście, kurwa...
- Raven. Wyrażaj się - upomniała ją Abby.
- Wybacz Abby, ale taka jest prawda. Moje życie ostatnio przypomina pasmo samych nieszczęść - powiedziała, wiedząc, że powoli zaczyna tracić panowanie nad głosem i słowami, które z siebie wydobywała. - Kontuzja wyklucza mnie z gry na dobre. Mogę porzucić myśl o sporcie. Potem używki, które sprawiają mi problemy przez które mogę stracić kobietę, na której mi zależy...
Griffin zawsze była kimś dla niej wyjątkowym. Pewnego rodzaju autorytetem, do którego dążyła i chciała się jak najbardziej zbliżyć. Gdyby przez swoją głupotę sprawiłaby, że kobieta nie będzie chciała mieć z nią nic wspólnego to nie mogłaby spokojnie spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Abby dbała o nią od samego dzieciństwa i była jej bardzo bliska. Prawie jak własna matka, a jednak trochę inaczej...
- Raven. Lepiej wypij tę herbatę i idź do domu się przespać - powiedziała lekarka, nie bardzo wiedząc jak powinna zareagować na podobne wyznanie.
Reyes nie mogła dopuścić do tego, by Abby wróciła do salonu. Nie akurat w momencie, gdy dostrzegła sylwetkę Octavii, kręcącą się przy wyjściu. Niewiele myśląc chwyciła ramię Griffin i przyciągnęła ją do siebie. W tej chwili tylko jedno przyszło jej do głowy i miała nadzieję, że Clarke jej za to nie zabije. Oby w ogóle się o tym nie dowiedziała.
Pocałowała panią doktor zanim ta zdołała wyrazić jakikolwiek sprzeciw. Raven uchyliła powieki, starając się w międzyczasie dostrzec czy jej poświęcenie nie poszło na marne. Zauważyła jak oniemiała Octavia stoi w progu mieszkania, a jej wargi formuują się w niezbyt subtelne pytanie co do chuja? Niemniej zaskoczony Lincoln wyciągnął ją jednak na zewnątrz i cichcem zamknął drzwi.
Reyes mogła się zatem w pełni skupić na ustach kobiety, które okazały się być niezwykle miękkie i delikatne. Przez cały czas jednak wmawiała sobie, że nie miała innego wyjścia i robi to dla dobra młodej Griffin. Jednak kogo próbowała oszukać? Tak naprawdę to chciała tego i tylko szukała okazji oraz pretekstu.
Oj, pani doktor. Proszę mnie ukarać, bo byłam bardzo niegrzeczna.
Nieco przerażona tokiem swoich myśli oderwała się od zaskoczonej Abby.
- Chyba powinnam już sobie pójść - powiedziała cicho, nie mając już siły na przepraszanie czy tłumaczenia.
Szybko wyminęła kobietę i śladem swoich towarzyszy wyszła z domu, by zaraz po jego opuszczeniu zostać ofiarą Octavii, która zaczęła okładać ją niezbyt wyrafinowanymi ciosami z otwartej dłoni.
- Co to było do kurwy nędzy? - zapytała z trudem utrzymując głos na odpowiedniej głośności.
- Jak to co? Miałam odwrócić jej uwagę, tak? Chyba mi się udało! - odpowiedziała gorączkowym szeptem Latynoska, starając się oddalić od miejsca ich niedawnej zbrodni.
- Jasne. Gdyby nam to dłużej zajęło to co byś zrobiła? O, wskocz luba między moje uda? - zadrwiła, dalej uderzając ramię szatynki. - Miałaś ją zdekoncentrować, a nie się do niej dobierać. Clarke cię zabije.
- Jeśli się dowie - syknęła Raven. - Ale co z wami? Jak poszło?
- Zanieśliśmy ją do pokoju. Czekałem pod drzwiami, aż O przebierze ją w piżamkę i położy spać. Wszystko się udało - odparł Lincoln.
Reyes musiała przyznać, że się postarali. Przynajmniej nie porzucili griffinowych zwłok na środku pokoju, a starali się jakoś zamaskować ślady niedawnego zgonu.
- W takim razie wszystko w porządku. Dobra idę do domu się wyspać - oświadczyła Latynoska, wkładając ręce w kieszenie swojej ulubionej bluzy.
- Może cię odprowadzić? Jest późno i ciemno... - zaproponował chłopak, ale ona tylko pokręciła głową.
- Zajmij się O. Ja sobie poradzę - odparła i po krótkim pożegnaniu skręciła w jedną z uliczek.
Odetchnęła z ulgą i uniosła głowę, by podziwiać głębię nocnego nieba. Chciała się nacieszyć tym widokiem nim targana sprzecznymi uczuciami i niespokojnymi rozmyślaniami dotrze do swojego domu. Przede wszystkim musiała zastanowić się nad znaczeniem swojego czynu i tym jakie może za sobą nieść konsekwencje...
CZYTASZ
ENDGAME
FanfictionClarke Griffin jest kapitanem żeńskiej drużyny piłki nożnej w liceum Arkadia. Jej marzeniem jest doprowadzenie swojego składu do finałowych rozgrywek międzyszkolnych i zgarnięcie trofeum. Niestety marzenia te mogą się nigdy nie spełnić ze względu na...
