Pierwszy mecz po wyjściu z grupy zakończył się szczęśliwie dla Arkadyjek choć zdecydowanie mogły pokazać się ze znacznie lepszej strony. Z jednej strony cieszyły się z własnego sukcesu, ale z drugiej fakt, że okupiły zwycięstwo właściwie przypadkiem i szczęściem, a nie własnymi umiejętnościami jakoś nie dodawał im otuchy. Przed nimi znajdowało się widmo ćwierćfinałów, które zdecydowanie do najprostszych należeć nie będą. Dlatego Arkadyjki muszą wreszcie wziąć się w garść i zmobilizować, by nie odpaść z dalszej fazy turnieju przez brak zaangażowania. Tym bardziej, że naprawdę sporo wysiłku musiały włożyć w to, by w ogóle dostać się do tych rozgrywek.
- Musimy poprawić swoje osiągi, bo inaczej rozniosą nas w ćwierćfinale - mówiła gorączkowo Zoe, która od dłuższego czasu trajkotała o tym jak beznadziejnie wypadły w czasie ostatniego meczu. Może i faktycznie miała rację, ale Octavia chciała mieć spokój przynajmniej w przerwie obiadowej.
- Masz jakiś pomysł jak to naprawić? - burknęła w odpowiedzi Blake, przesuwając niemrawo tacę w kierunku starszej pani zajmującej się obsługą stołówki.
Monroe zamyśliła się solidnie, marszcząc czoło, ale najwyraźniej owe wysiłki na niewiele się zdały.
- Myślę, że częste i bardziej zróżnicowane treningi mogłyby pomóc. Chociaż... Nie wiem. Może powinnyśmy poprosić o pomoc panią Byrne?
Brunetka niemal wzdrygnęła się na brzmienie nazwiska wuefistki. Co prawda teoretycznie podlegały opiece nauczycielki, ale w praktyce kobieta była zbyt zajęta by móc poświęcać im należytą uwagę dlatego większość treningów wykonywały samotnie. Może to i lepiej. Z pewnych względów dziewczyny nie przepadały zbytnio za panią Byrne, która sprawowała rządy żelaznej ręki... Choć może tego właśnie potrzebowały teraz w zespole.
- Oszalałaś? Byrne nas wykończy psychicznie - odparła na propozycję koleżanki Blake, wyciągając z kieszeni kilka banknotów, które podała pani ze stołówki, prosząc ją jeszcze o paczkę herbatników.
- Ale potrzebujemy kogoś kto wziąłby się za naszą drużynę! - upierała się rudowłosa, podążając w ślad za Octavią i chwytając ją nawet za ramię, by dziewczyna nie mogła jej uciec. - Słuchaj, nie wiem co się dzieje z Clarke, ale to z pewnością jej nie służy.
O zmarszczyła brwi w na wpół zdenerwowanej manierze, starając się odgadnąć intencje swojej rozmówczyni.
- O co ci chodzi? - spytała wprost.
- To przez co przechodzi Clarke odbija się na całej drużynie. Nie potrafi się skupić na rozwoju zespołu ani zmotywować go do gry. Ponadto to wszystko przekłada się na spadek jej formy... - zaczęła argumentować Monroe. - Wiem, że się przyjaźnicie, ale Clarke naprawdę nie nadaje się teraz do tego, by nami zarządzać. Potrzebujemy kogoś innego na jej miejsce.
Trudno było się z tym nie zgodzić. Griffin zdecydowanie zbyt wiele ostatnio przytłaczało i nie dawała sobie z tym rady. O przygryzła nerwowo dolną wargę i przyjrzała się koleżance z drużyny.
- I niby kto miałby ją zastąpić? - zapytała być może nieco zbyt ostro.
Zoe zdawała się nie przejmować tonem głosu brunetki. Wydawała się być naprawdę zdeterminowana.
- Ty - powiedziała wprost. - Jesteś już vice-kapitanem. Idealnie nadajesz się na to stanowisko. Nie tylko ja tak uważam. Hannah i Fox również tak uważają. Roma też się zgadza...
Blake przygryzła dolną wargę. Wyglądało na to, że Monroe nie była jedyną, która pragnęła zmiany. Pani vice-kapitan jednak musiała o tym nieco pomyśleć i zastanowić się czy to byłby faktycznie dobry pomysł. Zdecydowanie mogłoby to pomóc drużynie w zdobyciu motywacji, którą zapewniłby im dobry kapitan. Z drugiej strony Clarke miałaby od razu nieco mniej na głowie i mogłaby poukładać na spokojnie pewne sprawy.
- Nie jestem pewna czy to pomoże, ale mogłabym spróbować - odpowiedziała w końcu.
Druga piłkarka najwyraźniej na to liczyła i była zadowolona z tego, że udało jej się osiągnąć zamierzony cel. Octavia zawsze sprawiała wrażenie niezwykle zainteresowanej sportem i nareszcie mogła się wykazać na bardziej odpowiedzialnym stanowisku związanym z ulubioną jego dyscypliną. Dzięki temu mogła jedynie lepiej oddać swoje zaangażowanie w sprawy drużynowe.
- Świetnie. Teraz trzeba jedynie powiezieć o wszystkim Clarke - kontynuowała radośnie Zoe, nie przerywając nawet gdy Octavia otworzyła usta by coś powiedzieć. - Jesteś w końcu jej przyjaciółką i najlepiej jakbyś sama jej to powiedziała.
Z tym nie mogła się sprzeczać. Była naprawdę blisko z Griffin, ale nie wiedziała czy na pewno powinna poinformować ją o nieoficjalnej zmianie w stanie drużyny. W sumie lepiej, gdyby te słowa padły akurat z ust osoby, do której miała zaufanie. Nawet jeśli ma to być dla niej bolesne to zawsze może stanowić dodatkową motywację do tego, by w końcu zebrać się w garść.
Blake pocieszała się tym faktem, idąc w kierunku stolika przy którym siedziała już blondynka. Postawiła naprzeciw niej tacę i spoglądała na to jak niebieskooka miesza swój ulubiony jogurt bananowy z czekoladowymi płatkami.
- Co chciała Zoe? - zapytała niemal automatycznie Griffin, zwróciwszy już wcześniej uwagę na to, że brunetka dotarła do stolika z pewnym opóźnieniem wywołanym rozmową.
O usiadła na wolnym miejscu i sięgnęła po paczkę herbatników, którą rozdarła by wyciągnąć z niej jedno ciasteczko.
- Sprawy prywatne - odpowiedziała z lekko wymuszonym uśmiechem, wgryzając się w wypiek.
Clarke nie odpowiedziała na jej komentarz. To było aż dziwne, że nie próbowała drążyć tematu i choć jeszcze jednym zdaniem zachęcić przyjaciółki do odpowiedzi. Chyba naprawdę było z nią niedobrze.
- A jak tam u ciebie? Udało ci się coś załatwić?
Blake podgryzając herbatnika, obserwowała jak pani kapitan z żałosnym jękiem odkłada na bok łyżeczkę unurzaną w jogurcie. Zły humor i negatywna aura były po prostu aż nadto widoczne.
- Możemy o tym nie gadać? Wciąż nie mogę tego ogarnąć... - burknęła, starając na nowo skupić się na swoim jedzeniu.
- A sprawy drużyny jesteś w stanie ogarnąć?
Octavia nawet nie zauważyła kiedy to pytanie niemalże samo wyrwało jej się z gardła. Rozmowa z Monroe wciąż była obecna w jej świadomości.
- O co ci chodzi, O? - Clarke wydawała się być niezwykle zaskoczona tym, że przyjaciółka postanowiła nagle poruszyć ten temat. Nigdy wcześniej Blake nie podważała jej pozycji w zespole i zawsze wykazywała potrzebne jej wsparcie i pomoc w trudniejszych momentach. Griffin miała już wystarczająco wiele na głowie. Czuła się dosłownie osaczona przez problemy i dodatkowo atakowana przez jedną z najbliższych osób, która zdawała się wykorzystywać fakt jej słabości. Zbyt wielu ludzi zdawało się odwracać przeciw niej w ostatnim czasie.
- Chodzi mi o to, że przez swoje sprawy osobiste nie jesteś w stanie skupić się na naszej drużynie. Szczególnie, że właśnie awansowałyśmy do ćwierćfinałów. Wydaje się, że jednak dla ciebie nie jest to ważne. Twoja forma spadła, nie przykładasz się już tak dobrze do treningów i zdecydowanie nie dajesz dziewczynom motywacji...
Blondynka wysłuchiwała tych oskarżeń z rozchylonymi z oburzenia ustami, zapominając całkowicie o swoim ukochanym jogurcie, w którym powoli zaczęły rozmiękać płatki. Nie sądziła, że usłyszy od Octavii słowa, które naprawdę głęboko zranią jej dumę i uczucia względem drużyny.
- Jak możesz...?! - zaczęła, ale brunetka niemal od razu jej przerwała, nie chcąc wdawać się w bezsensowne jej zdaniem dyskusje.
- Jestem po prostu z tobą szczera, Clarke. Jak zawsze. Poza tym to nie jest jedynie moja opinia - powiedziała nieznoszącym sprzeciwu tonem, wpatrując się w nią chłodnym spojrzeniem zielonych oczu. - Dziewczyny z drużyny uważają tak samo. I dla ich dobra lepiej, żebyś szybko się pozbierała, bo inaczej spieprzymy to na co tak długo pracowałyśmy.
Blondynka milczała, walcząc z własnymi myślami. Nie chciała pogodzić się z tym, co mówiła jej przyjaciółka, ale racjonalna część jej umysłu mówiła jej, że jednak Blake ma rację. I przez to jej słowa były jeszcze bardziej wstrząsające i bolesne.
- Nawet jeśli tobie już nie zależy na mistrzostwach to pomyśl o innych, którym zależy na sukcesie drużyny i wciąż wkładają sporo wysiłku w grę. Nie bądź na tyle samolubna, by pozwolić to zaprzepaścić.
Każde zdanie zdawało się zwierać w sobie coraz więcej brutalnej szczerości, której nie sposób było w jakikolwiek zaprzeczyć. I chyba właśnie to było najbardziej bolesne.
- Ogarnę to. Daj mi trochę czasu, a...
- Dziewczyny zaproponowały bym chwilowo zastąpiła cię w roli kapitana - to zdanie opuściło usta Blake z prędkością wystrzału pocisku batalistycznego i z podobną siłą wstrząsnęło blondynką. Jednak musiała jej to powiedzieć. - Przez jakiś czas to ja będę odpowiedzialna za treningi i rozwój drużyny. Ty lepiej ogarnij swoje życie. Inaczej nie skończy się tylko na tym.
Sama myśl o zniewadze i degradacji jakiej doświadczyła Clarke sprawiała, że jej mięśnie samoistnie napinały się pod wpływem buzujących w niej pokładów złości. Nigdy nie sądziła nawet, że może ją spotkać coś podobnego. Octavia wyczuwała coraz to bardziej kiełkującą atmosferę wrogości dlatego postanowiła oddalić się i przesiąść ze swoją tacą nietkniętej sałatki do innego stolika. Nie chciała dodatkowo zaogniać sytuacji, gdy nie miała już nic więcej do dodania. Inaczej jedynie zwiększyłaby rozdrażnienie przyjaciółki i sypałaby solą na rany, które sama wytworzyła. Najlepszym co mogła zrobić to dać jej nieco przestrzeni.
Griffin próbowała się uspokoić i poukładać sobie wszystko logicznie w głowie. Jeśli nie weźmie się w garść to ktoś inny zostanie postawiony na boisku w jej miejscu, a do tego nie mogła dopuścić. Co prawda wciąż nie wiedziała co takiego czuła Raven, gdy dowiedziała się, że w skutek kontuzji zostaje odsunięta od piłkarskiego życia, ale dostała tego pewien przedsmak. Widmo zdjęcia z zajmowanej dotąd pozycji nagle stała się niewyobrażalnie wyraźna i blondynka musiała coś z tym zrobić.
No właśnie. Raven. Cała sytuacja, do której z nią doszło wciąż wydawała się jej być niezwykle surrealna i niemożliwa do zaistnienia, a jednak miała miejsce. Nie wiedziała, co takiego powinna zrobić i jak to wszysyko rozwiązać. Nie mogła ot tak zapomnieć tego, co już wiedziała. Była pewna jedynie tego, że musi zabrać się za rozwiązywanie konfliktów i problemów, które napiętrzyły się jako pierwsze.
Westchnęła ciężko, próbując dokończyć porzucony wcześniej lunch. Wyglądało na to, że powinna spotkać się z Reyes i szczerze z nią porozmawiać oraz sprowadzić relacje ze swoją matką na neutralny grunt. O ile Latynoska nie pojawiła się w szkole tego dnia to z rodzicielką zapewne zobaczy się w domu jeśli ta nie będzie miała nagłej sytuacji w szpitalu. Cóż to byłby z pewnością dobry początek. Co prawda czeka ją spora doza niezręczności oraz trudny start rozmowy, ale potem powinno iść coraz lepiej. Może jak już zacznie mówić to wszystko jakoś samo się ułoży.
Plastikowe opakowanie po jogurcie wylądowało w koszu na śmieci i Clarke wyszła przed skrzydło szkolnego budynku, by zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza. W niektórych momentach potrzebowała otwartej przestrzeni, na której mogłaby spokojnie pomyśleć. Głęboki oddech pomagał jej się uspokoić i oczyścić umysł. Griffin odetchnęła głęboko, wdychając zapach niedawno koszonej trawy i wielobarwnych kwiatów rosnących na klombach.
Nim jednak udało jej się na dobre uwolnić od niezbyt przyjemnych myśli dostrzegła postać dobrze jej znanej szatynki stojącej przy szkolnym ogrodzeniu i rozmawiającej z pewną blondynką. Znajdowała się na tyle daleko, że nie mogła dosłyszeć, co takiego mówiły, ale za to wyraźnie widziała uśmiech Costii, który skierowany był do Lexy, której twarzy Griffin niestety nie widziała. Zakładała jednak, że pewnie Woods odwzajemnia gest dziewczyny.
Clarke poczuła dziwny ucisk w piersi patrząc na tę scenę. Wciąż nie wiedziała dokładnie, co czuje w stosunku do zielonookiej. Była jedynie świadoma tego, że jest to jakiś trudny do zdefiniowania ładunek emocjonalny... Z pewnością o pozytywnych cechach. Ostatnimi czasy była nawet przekonana, że Lexa jest ku niej skłonna, ale zanim zdołała się o tym w jakikolwiek sposób upewnić to pojawiła się Costia. Przez nią Griffin zaczęła się zastanawiać czy ma jakieś szanse z dziewczyną, którą łączy z Woods jakaś wspólna przeszłość. Przeszłość, o której jej samej nic nie było wiadomo, a od której szatynka jak widać nie potrafiła się odciąć.
Jej krótki potok myśli przerwał donośny dźwięk dzwonka oznajmiający koniec przerwy obiadowej i nakaz udania się na dalsze zajęcia. Clarke westchnęła i oderwała wzrok od rozstającej się przy ogrodzeniu pary. Chciała jak najszybciej dotrzeć na lekcje i nie skupiać się już więcej na rzeczach, które przyprawiały ją o kiepskie samopoczucie.
____________________
Miałam się zabrać porządnie za pisanie zaraz po sesji, ale natłok problemów osobistych mi to uniemożliwił za co serdecznie przepraszam. Postaram się tym razem wziąć w garść i coś zdziałać.
Dodatkowo odnośnie poprzedniej notki: na moim profilu pojawiła się publikacja zatytułowana "Prawda o gwałcie", która ma na celu przybliżenie tego problemu. Chwilowo jest tam jedynie notka wprowadzająca, ale zamierzam dodać kolejny wpis po dokonaniu pewnego researchu.
CZYTASZ
ENDGAME
FanfictionClarke Griffin jest kapitanem żeńskiej drużyny piłki nożnej w liceum Arkadia. Jej marzeniem jest doprowadzenie swojego składu do finałowych rozgrywek międzyszkolnych i zgarnięcie trofeum. Niestety marzenia te mogą się nigdy nie spełnić ze względu na...
