Octavia przez cały dzień chodziła za Clarke krok w krok. Griffin miała tego powoli dosyć. Brunetka cały czas starała się ją przekonać, że powinna chociaż porozmawiać z Raven na temat tego, czego się ostatnio dowiedziała. Niestety niebieskooka nie chciała jej słuchać. Wciąż nie ochłonęła po niedawnych rewelacjach. Dlatego tym bardziej odpowiadało jej, gdy Reyes nie zjawiła się na treningu. Co prawda pozostałe członkinie drużyny dopytywały o powody nieobecności Latynoski, ale pani kapitan zbywała je milczeniem lub uwagą, że powinby się lepiej skupić na ćwiczeniach, gdyż następne mecze nie będą należeć do najłatwiejszych. Blake nie mogła wiecznie napastować przyjaciółki prośbami o to, by spróbowała polepszyć swoje aktualne relacje z byłą piłkarką. Chciała potozmawiać z nią w szatni po skończonym treningu, ale blondynka opuściła przebieralnię w tak ekspresowym tempie, że Octavia nie miała ku temu sposobności.
Lexa również doprowadzała się do porządku po grze jak najszybciej była tylko w stanie. Wciąż wisiało nad nią widmo kary, którą miała zadośćuczynić za całą sytuację, która miała miejsce z Finnem. Niestety dyrektor Jaha nie był skory do skrócenia jej wyroku nawet w obliczu sukcesów sportowych Arkadii.
- Cześć Frank - przywitała się głośno z woźnym, który stał przy tylnym wejściu do szkoły, paląc niedbale papierosa.
- Hej - odpowiedział niemrawo i rzucił w jej kierunku mopa.
Lexa złapała trzonek nadlatującej miotły, szczęśliwie nie ochlapując się jej mokrą końcówką. A przynajmniej nie za mocno.
- Co dzisiaj w planach?
Frank zaciągnął się mocno wypalonym do połowy wyrobem tytoniowym, a następnie wyjął go spomiędzy warg.
- Mycie podłóg na korytarzach wschodniego skrzydła - powiedział powoli, wskazując odpowiednią część budynku dłonią z trzymanym papierosem po czym zmraszczył brwi w konsternacji. - Hej, hej, hej. A co ty tu robisz księżniczko? Twoja służba już tu się skończyła!
Woods odwróciła się i zobaczyła, że kilka metrów za nią znajdowała się Clarke, która teoretycznie powinna skończyć swoją karę po poprzednim sprzątaniu. Wyglądało jednak na to, że nie zdawała sobie z tego sprawy.
- Wiem, ale akurat nie powinno ci przeszkadzać, że masz dwie pary rąk do roboty - odparowała mu Griffin, ruszając w kierunku schowka na miotły.
Frank nie mógł temu zaprzeczyć. Skoro ktoś sam rwał się do pracy to nie będzie jej odmawiał. Zresztą z tego, co gdzieś wyczytał to tacy nastolatkowie w Japonii samodzielnie sprzątali szkołę. Że też w Stanach nikt o tym nie pomyślał. Chociaż to może lepiej, bo musiałby sobie poszukać innej roboty. Mruknął jeszcze kilka instrukcji, którymi jego pomocnice miały się kierować, a sam skierował się do innej części szkoły, która czekała również na uporządkowanie.
Blondynka była mu wdzięczna za nieroztrząsanie sprawy. Prawdę powiedziawszy nie miała ochoty wracać do domu. Na pewno nie tak szybko, kiedy miała świadomość, że matka odpoczywa w nim po wyczerpującym dyżurze. Dlatego nieco czasu spędzonego na zamiataniu szkolnego korytarza z pewnością jej nie zaszkodzi. Czuła jednak na sobie baczny wzrok Lexy i to uczucie podpowiadało jej, że w gruncie rzeczy może nie być aż tak łatwo. Postanowiła się tym jednak zbytnio nie przejmować i zająć się zamiataniem podłogi we wskazanym szatynce przez Franka fragmencie budynku, do którego się skierowała. Przez jakiś czas jedynym dźwiękiem, który jej towarzyszył było szuranie sztywnego włosia o eleganckie płytki. Clarke uparcie wpatrywała się w podłoże licząc na to, że znajdująca się gdzieś za jej plecami Woods, która zajmowała się odmierzaniem odpowiedniej ilości płynu mającego nadać blask i świeżość szkolnym korytarzom nie zacznie rozmów na jakikolwiek z niewygodnych dla niej w tej chwili tematów. W końcu należała do osób, które cenią prywatność i na pewno nie można było jej zaliczyć do gadatliwych.
- Nie musisz zostawać. Powinnaś iść do domu - powiedziała niespodziewanie Lexa, wykręcając mopa.
Clarke zaklęła w myślach. W tej chwili wyglądało na to, że świat operował nie tylko złośliwością rzeczy martwych, ale i natury ludzkiej, która odzywała się nie wtedy kiedy się tego chciało. Nagle zatęskniła za wrogo nastawioną do niej szatynką.
- Ale chcę zostać. Nie mam nic lepszego do roboty - odpowiedziała, wzruszając ramionami i siląc się na obojętny ton.
- Naprawdę? Czy po prostu nie chcesz tam wracać?
Clarke nie miała ochoty odpowiadać na to pytanie. Zwłaszcza, że szatynka trafiła w samo sedno. Była wściekła na Raven, a Octavia męczyła ją wystarczająco długo, że nie chciała się u niej zatrzymywać. Jeśli zaś chodzi o Lexę to nie chciała narzucać się jej po raz kolejny. Przez chwilę myślała nawet o przenocowaniu u którejś koleżanki z drużyny, ale te albo nie mogły lub Clarke nie była z nimi aż tak blisko by prosić o coś podobnego. Jedyną sensowną opcją było opóźnianie powrotu do domu jak tylko mogła, by nie wyżyć się na matce. Właściwie nie wiedziałaby jak z nią rozmawiać.
Griffin dalej zamiatała szkolną podłogę, starając się ignorować próbującą nawiązać jakikolwiek kontakt Lexę. Już miała wyjątkowo mocno nadszarpnięte nerwy.
- Jak tak bardzo chcesz to możesz posprzątać sobie w domu - nie dawała za wygraną Woods. - Ugotuj matce obiad, znajdź coś pożytecznego do roboty.
Poziom irytacji Clarke zdawał się osiągnąć ktytyczny punkt, sprawiając, że pragnęła za wszelką cenę chciała się odgryźć szatynce w jakiś bolesny sposób.
- Tęsknisz za obiadami z rodzicami? - zapytała, próbując poruszyć niejako dręczącą ją już wcześniej kwestię.
- Co?
Woods wydawała się zaskoczona takim obrotem rozmowy. Wyraźnie nie spodziewała się usłyszeć podobnej uwagi od blondynki.
- Mieszkają dalej w Alabamie, prawda? Musisz za nimi tęsknić - powiedziała Clarke, wysilając się na swobodny i w miarę naturalny ton. - Szkoda, że nie miałaś czasu ich odwiedzić przy ostatniej okazji. No, ale mogli przyjść na mecz...
Szatynka powoli zaczęła się domyślać do czego to wszystko zmierza. Przewróciła oczami, starając się uciec wzrokiem od sylwetki pani kapitan i zignorować jej głupie zagrywki. Nie bez powodu nie poruszała w rozmowach pewnych informacji dotyczących jej życia, a panna Griffin zaczęła powoli przekraczać wytyczoną przez nią granicę prywatności. Tyle wystarczyło, by Lexa Woods zaczęła w myślach odmawiać jakąś mantrę, próbując nie słuchać wywodu niebieskookiej. Zamiast tego wolała skupić się na wywijaniu mopem po szkolnym korytarzu.
- Skup się na zamiataniu - rzuciła bezbarwnym tonem chociaż dało się w nim wyłapać pewien skryty poddźwięk irytacji.
Clarke bez problemu wyłapała tę subtelną nutkę złości. Czuła pewną satysfakcję z tego, że udało jej się zepsuć samopoczucie Woods, bo czemu tylko ona miałaby mieć tu podły nastrój? Mogła odetchnąć i rozkoszować się zwycięstwem, licząc na ciszę, ale jednak nie potrafiła. Myślała teraz o ostatnim meczu grupowym i nie potrafiła odpuścić pewnych spraw. Zresztą skoro zaszłq już tak daleko...
- Grałaś kiedyś z Azgedą, nie? Musiało być ci ciężko w czasie ostatniego meczu - zaczęła, odwracając się do Woods, która zajęła się już obmywaniem podłogi. - Nie wyglądały zbyt przyjaźnie...
- Odpuść, Clarke - te słowa zabrzmiały jak ostrzeżenie.
- Trudno mi odpuścić. Te laski zdawały się mieć niezły ubaw starając się cię pognębić. Co gorsza chyba im się udało.
- Przestań pieprzyć, Griffin.
Lexa coraz mocniej zaciskała palce na trzonku mopa, którego najchętniej złamałaby wpół.
- Trudno mi się zamknąć skoro pierwszy raz zdawałaś się kogoś bać. Nigdy nie widziałam cię w takim stanie. Pewnie kiedyś się nad tobą znęcały...
Clarke nie mogła zapomnieć widoku Lexy, która po spotkaniu starych koleżanek z drużyny wydawała się być zdruzgotana mimo tego, że jak zwykle usilnie starała się sprawiać wrażenie, że wszystko jest w porządku.
- Nie boję się ich, jasne? - warknęła, zdenerwowana Woods choć w jej głosie popbrzmiewało coś, co blondynka uznała za fałsz.
- Wtedy raczej nie rzygałabyś z nerwów w połowie meczu...
Tym razem zielonooka nie wytrzymała. Rzuciła mop na podłogę i spoglądała na panią kapitan z niespotykaną wściekłością.
- Pierdol się, Griffin - wysyczała przez zaciśnięte zęby i odwróciła się na pięcie, by ruszyć w stronę wyjścia. Po drodze kopnęła jeszcze solidnie kubeł z wodą, która zalała sporą część korytarza, a Clarke Griffin wiedziała, że we własnej złości połączonej z niezdrową ciekawością posunęła się za daleko.
__________________________
No i jest kolejny rozdział! Znów nieco mi to zajęło, ale staram się jakoś przysiąść do tego fanfica. Dodatkowo jakiś czas temu lovecislall dała mi nominację, na którą chciałam odpowiedzieć.
1. Wierzysz, że istnieje UFO?
Myślę, że to nieprawdopodobne byśmy byli w całym wszechświecie sami i gdzieś z pewnością istnieją inne formy życia. Jednak czy przypominają nas w jakimś stopniu nie wiem choć może to być prawdopodobne...
2. Jesteś w związku?
Nie. Jestem wieczną singielką i związki raczej mnie nie interesują.
3. Masz kogoś z kim możesz o wszystkim porozmawiać? Opowiedz mi o niej/o nim
Jest kilka takich osób, którym teoretycznie mogłabym powiedzieć wszystko, ale nie chcę i nie lubię mówić o sobie.
4. Wierzysz, że istnieją syreny?
Zwykle nie zaprzeczam istnieniu takich stworzeń, gdy nie ma jednoznacznych dowodów na ich istnienie czy też nie. Więc pewnie tak.
5. Ulubiony film?
Trudne pytanie, bo nie umiem tego stwierdzić. Z bajek Disneya uwielbiam Mulan. Lubię też Seksmisję oraz szwedzką trylogię Millenium w wersji filmowej.
6. Ulubiona książka? (Najlepiej branżowa)
W takim razie śmiało polecam twórczość Sary Waters, którą uwielbiam. W Millenium Stiega Larssona też nie brak postaci queer choć bardziej jest to wspomnienie o ich preferencjach. Trudno mówić o jakimś wątku. Chyba że sceny Lisbeth x Miriam. Uwielbiam też Harry'ego Pottera i serię o wiedźminie (bisexual Ciri).
7. Masz zwierzątko? Jeśli tak to jakie?
Mam od kilku lat czarną kotkę o imieniu Sandara. Urokliwe stworzenie choć ma mnie przez sporą część czasu w dupie.
To chyba wszystko. Mam nadzieję, że nie zanudziłam tu nikogo. Dziękuję wam jeszcze za czytanie i pozostawianie pod moimi pracami jakiś swoich śladów. To wiele dla mnie znaczy.
CZYTASZ
ENDGAME
FanfictionClarke Griffin jest kapitanem żeńskiej drużyny piłki nożnej w liceum Arkadia. Jej marzeniem jest doprowadzenie swojego składu do finałowych rozgrywek międzyszkolnych i zgarnięcie trofeum. Niestety marzenia te mogą się nigdy nie spełnić ze względu na...
