Rozdział 21: Mecz grupowy

2K 201 21
                                        

- Wstawać! Podnosić dupy!
Clarke jęknęła, starając się zakryć głowę poduszką i zagłuszyć rozchodzący się po pokoju krzyk. Na darmo. Warknęła w materiał pościeli i uniosła górną połowę ciała z posłania, by przyjrzeć się uważnie Octavii, która właśnie przeprowadzała pobudkę. Zauważyła przy okazji, że Raven stoi przy brunetce, opierając się czołem o jej ramię. Wyglądała jakby miała za chwilę zasnąć. Właściwie tylko Blake wyglądała na rześką i wypoczętą. Lexa dla odmiany leżała zwinięta w kłębek na swoim łóżku.
- Ogarnij się Griffin i zwlecz to z wyrka - poleciła jej O, wskazując głową na Woods.
- Sama zejdę... Dzięki... Dajcie mi tylko czter... dzieści minut - wymruczała szatynka, będąc ledwo zrozumiałą w odbiorze przez kołdrę, którą się owinęła i ewidentne zaspanie.
- Coście takie niemrawe? Co w nocy żeście robiły, że teraz wszystkie takie zaspane? - powiedziała brunetka i to bardziej do siebie niż do koleżanek.
Reyes co prawda smacznie spała przez cały czas, ale męczące ją sny sportowe raczej nie dały jej zbytnio wypocząć i najchętniej wróciłaby do łóżka. Lexę natomiast dręczyła bezsenność dopóki nie zaburzyła snu Griffin, by wyjść z nią na balkon. Sama blondynka na wspomnienie minionej nocy ukryła ponownie twarz w poduszce, by ukryć rumieńce.
- Dobra, nie wnikam. Za pół godziny mamy śniadanie. Weźcie się jakoś ogarnijcie - poleciła im Blake nim objęła Reyes ramieniem, by wyjść wspólnie z pokoju.
Niebieskooka westchnęła. Domyśliła się, że Woods na pewno nie będzie mieć jej za złe tego, że pierwsza skorzysta z łazienki. Doprowadzenie się do stanu, w którym mogła pokazywać się publicznie nie zajęło jej wiele czasu. Wystarczyło jeszcze sprawić, że Lexa pójdzie w jej ślady. To nie mogło być takie proste.
- Wstawaj - poleciła jej, ale nie spotkała się z odzewem.
Powtórzyła komendę jeszcze raz, ale nie spotkała się z żadną reakcją. Zirytowana sięgnęła do kołdry szatynki, by zerwać ją z jej ciała sprawnym ruchem. Woods wystawiona na nagły kontakt z temperaturą pokojową skuliła się w kłębek niczym zaspany kociak.
- Oddaj mi to - warknęła, mając ochotę na kilka dodatkowych chwil snu.
- Nie, Woods. Musisz się szykować na śniadanie. Jeśli go nie zjesz nie będziesz miała potrzebnych sił do tego, by zagrać w meczu. Dlatego podnoś tyłek w te pędy!
Lexa wymruczała jeszcze coś do swojej poduszki, co brzmiało niczym wiązanka przekleństw w jakimś obcym języku po czym powoli podniosła się ze swojego legowiska.
- Wszystko dla dobra drużyny, co? - wymamrotała jeszcze, kierując się do łazienki.
Clarke postanowiła puścić mimo uszu ten komentarz i zaczekała, aż dziewczyna będzie gotowa do wyjścia. Nie chciała jej opuścić wcześniej, bo jeszcze przyszłoby jej do głowy, by wrócić do spania. Całe szczęście zielonooka dosyć szybko się wyszykowała mogły wspólnie ruszyć na śniadanie.

Posiłek upłynął w miarę swobodnie w przyjaznej atmosferze rozmów zawodniczek, które miały naprawdę spore oczekiwania, co do nadchodzącego meczu. Dobrze znały swoje przeciwniczki i były przekonane o tym, że znakomicie sobie poradzą. Griffin miała jedynie nadzieję, że się nie mylą. Musiały dać z siebie wszystko i wygrać ten mecz, by zwiększyć swoje szanse na awans. Jeden remis był wystarczający, a porażka zdecydowanie nie wchodziła w grę. Mimo optymizmu swoich koleżanek pani kapitan weszła do szatni z głową pełną obaw.
Raven pomimo ewidentnego niewyspania nie zawiodła jednak niczyich oczekiwań. Ze spokojem wyłożyła im jak powinny zachowywać się na boisku, by osiągnąć jak największą efektywność przeciw wrogiej drużynie. Zresztą właściwie było to jedynie przypomnienie tego, co opracowała już jakiś czas temu, przygotowując się do tego wydarzenia. Chociaż niewątpliwie w ciągu minionej nocy naszły ją pewne przemyślenia, z którymi wolała się podzielić ze swoimi towarzyszkami.
- Mają zbyt mocną obronę byśmy mogły grać z cofniętym napastnikiem. Musimy postawić na dwie osoby w ofensywie. O jako środkowy pomocnik będzie się w miarę możliwości dołączać do ataku. Monroe zabezpiecza środek...
- Formacja 4-4-2 jak u Fergusona - skomentowała jeszcze Lexa, wspominając jedne z najlepszych czasów klubu Manchester United.
- Dokładnie Woods. Na coś się przydają te twoje brytyjskie koneksje - uśmiechnęła się Latynoska. - Dobra to tyle gwoli przypomnienia i podsumowania. Wszyscy wiedzą co robić? - zagadnęła jeszcze piłkarki, które zareagowały na pytanie potwierdzającym pomrukiem. - W takim razie idźcie i dokopcie tym zdzirom!
Tym razem reakcja była bardziej żywiołowa i zespół ruszył do wyjścia z szatni, prowadzącego na stadion. Przeciwniczki zdecydowanie różniły się wyglądem od tych z poprzedniego meczu grupowego. Ich niebieskie koszulki stanowiły pewien kontrast z czerwonymi barwami Arkadyjek. Zdecydowanie nie imponowały budową fizyczną, którą miały raczej przeciętną. Spod strojów nie wyglądały misternie rzeźbione kończyny, a zwykłe członki ciała bez większej zawartości tłuszczu. Ot zwyczajne licealistki, a nie sportswoman. Sam ich wygląd był pocieszający. Clarke przesunęła po całej drużynie wzrokiem, wymieniając uścisk dłoni z ich panią kapitan. Doskonale znała tę dziewczynę chociażby z zeszłorocznych rozgrywek. Zresztą często wpadały na siebie przy okazji lokalnych turniejów. Po przydzieleniu stron obu drużynom, posiadaczki niebieskich koszulek rozpoczęły grę podaniem ze środka.

ENDGAMEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz