Głuche odgłosy uderzeń roznosiły się po całym pomieszczeniu. Lexa ciężko oddychając, zrobiła wykrok, by zaatakować swojego przeciwnika. Niestety uniknął on jej pięści i bez problemu uderzył ją precyzyjnym prawym sierpowym. Szatynka zachwiała się pod wpływem siły ciosu, czując w ustach dobrze znany smak krwi.
- Ostatnio jesteś nieco rozkojarzona - powiedziała blondynka, która przed chwilą zajmowała się obijaniem Woods.
Zielonooka spojrzała na nią i nie odpowiedziała. Cały czas zastanawiała się skąd ona brała tyle siły. W końcu wyglądała bardziej jak modelka niż kick boxerka. Zwłaszcza, że przykuwała wzrok dzięki swojej egzotycznej urodzie. Chociaż te wąskie ciemne oczy wydawały się wiecznie przenikać przez osoby stojące przed nią na ringu. Miała w swojej fizjonomii coś, co upodabniało ją do sprytnego lisa i ową cechę zawierał także jej styl walki.
- Daj. Pokaż mi to - powiedziała sięgając do dolnej wargi Lexy, z której spływała strużka krwi.
Ta jednak szybko odtrąciła jej rękę.
- Daj spokój. To tylko rozcięta warga - powiedziała, wycierając ciecz wierzchem dłoni. - Anya, nie umrę od tego.
Anya westchnęła i oparła się wygodnie i liny okalające ring, by przyjrzeć się stojącej przed nią szatynce.
- Nie możesz się skupić. Co się stało? - zapytała, wyczuwając, że dziewczyna nie odpowie od razu. - Coś musiało cię wyjątkowo wkurzyć...
- Nic się nie stało. Czemu tak twierdzisz? - odparła zielonooka, nawet nie wysilając się, by zabrzmieć przekonująco.
- Ponieważ jak tylko tu weszłyśmy zaczęłaś chaotycznie okładać worek treningowy. Nie panujesz nad sobą i chcesz się tylko wyżyć. Nie trzymałaś nawet gardy i dałaś mi się bezmyślnie trafić - wytłumaczyła na spokojnie.
Blondynka niewątpliwie miała rację. Woods od dłuższego czasu starała się rozładować nadmiar negatywnej energii, której z jakichś powodów nie mogła się wyzbyć na treningach piłki nożnej (być może dlatego, że w czasie ich trwania powodowała tarcia i zgrzyty w dobrze zgranej drużynie) na salo treningowej, ćwicząc różne sztuki walki ze swoją najlepszą mentorką. O ile kochała wprost uganiać się za piłką to chyba sporty indywidualne bardziej odpowiadały jej typowi osobowości. Zwłaszcza,że mogły się jeszcze okazać przydatne.
Jednak po swoim ostatnim pokazie umiejętności tanecznych w szatni musiała naprawdę na czymś wyładować swoją chęć do siania destrukcji.
- Może to przez te zawody - mruknęła, wiedząc, że Anya oczekuje od niej jakiejś sensownej odpowiedzi.
- Właśnie... Lex, wyjeżdżasz za trzy dni. Nie lepiej jakbyś skupiła się na tym? Jak musisz się poruszać to idź pobiegaj czy coś - zaproponowała jej blondynka. - Umiejętność mordobicia raczej ci się tam nie przyda, bo z tego, co wiem walki są zakazane w czasie meczu.
Akurat to to nie ulegało wątpliwości. Za jakiekolwiek próby wszczęcia bójki Woods byłaby najprawdopodobniej wyrzucona z boiska. Powinna znaleźć sobie jakieś inne sposoby na wyciszenie. Pobiega teraz i zobaczy czy uda jej się ukoić myśli. Zawsze może też wpaść na jakiś pomysł jak wprowadzić się w pokojowy nastrój.
- Serio powinnaś pobiegać. Zrzuciłam ci na telefon album Melanie Martinez. Wiem, że to nie rock, ale ma niezłe teksty. Przesłuchaj jej i zwiedź okolicę. Dotleń się. Może to ci pomoże - zaproponowała jeszcze raz Anya, a szatynka niechętnie skinęła głową.
- Niech ci będzie. Dzięki An - odparła i ruszyła do szatni.
Postanowiła wpaść jeszcze do mieszkania, by przebrać się w coś odpowiedniego do joggingu i chwilę odsapnąć po niedawnym sparingu. Pomimo swojego zamiłowania do sportu Lexa potrzebowała także odrobiny odpoczynku, którą tym razem poświęciła na napisanie kilku akapitów pracy domowej z angielskiego. Wbrew pozorom praca umysłowa także mogła być formą odprężenia. Dopiero wtedy chwyciła swój telefon i wyszła z domu, szukając z plikach muzycznych piosenek, które zostały wgrane przez Anyę. Przynajmniej dzięki temu będzie miała okazję, by posłuchać czegoś innego. Zresztą zielonooka zwykle słuchała dobrze jej znanych utworów, a jedyne nowości z którymi była na bieżąco pochodziły od jej ulubionych zespołów rockowych. Z listą aktualnych przebojów mogła się zapoznać jedynie, gdy ktoś jej puścił aktualny hit z jakiejś toplisty.
Czas mijał jej na słuchaniu kolejnych piosenek i podziwianiu lokalnych widoków, których uroków zdecydowanie Lexa nie zdążyła jeszcze dostrzec od czasu przeprowadzki z Alabamy. Zresztą przebiegając każdy kolejny metr, natrafiała na coraz to nowsze widoki i skupiała się na utrzymaniu równego tempa w czym pomagała jej również słuchana muzyka.
Musiała przyznać, że album, który Anya zrzuciła na jej telefon nawet jej się spodobał. Co prawda może i był to raczej spokojny pop, który znacząco odbiegał od jej rockowej playlisty, ale jednak miał w sobie coś groteskowego, co sprawiało, że słuchała kolejnych utworów z przyjemnością.
Po jakimś czasie zorientowała się, że zboczyła z alejek, które przemierzali inni biegacze i skręciła w jakieś mniej ludne uliczki. Nie poznawała tej okolicy, ale to nic dziwnego skoro była tu dopiero od niedawna. Zresztą jakoś sobie poradzi z powrotem do domu. W końcu tutejsze ścieżki nie były jakimś skomplikowanym labiryntem na miarę tego skonstruowanego przez Dedala.
Minęła kilka domków jednorodzinnych, stojących na uboczu przy skraju lasku porastającego obrzeża miasteczka. Nawet nie zauważyła kiedy zza drzewa wpadła na nią pewna postać.
Lexa zachwiała się, ale szczęśliwie odzyskała równowagę po czym spojrzała na blondynkę, która w nią wbiegła i wyciągnęła słuchawki z uszu.
- Mogłabyś patrzeć gdzie biegniesz, idiotko - syknęła dziewczyna, spoglądając z irytacją na Woods.
Dopiero po kilku sekundach były w stanie się wzajemnie rozpoznać.
- Ty też mogłabyś uważać, Clarke - odparła, a zmieszana Griffin oblała się rumieńcem.
- Wybacz. Co ty tu w ogóle robisz? - spytała.
Szatynka przez chwilę zastanawiała się czy zdecydowanie nic jej nie zaszkodziło. Może uderzyła się w głowę przy tym zderzeniu? Po prostu nigdy nie widziała sensu w zadawaniu oczywistych pytań, a to zdecydowanie było jedno z nich.
- Biegam. Przynajmniej biegałam dopóki ktoś na mnie nie wpadł - odpowiedziała, wyjątkowo racząc swoją rozmówczynię nieco bardziej rozbudowaną wypowiedzią.
Clarke przez jakiś czas przypatrywała jej się jakby była wielce zaskoczona tym faktem.
- Ale to mój teren - powiedziała w końcu, a Lexa zgromiła ją spojrzeniem swoich zielonych oczu.
- Nie zamierzam zrezygnować z biegania tutaj tylko dlatego, że to twój teren więc odpuść - rzuciła szorstko i ruszyła przed siebie.
Griffin jeszcze przez chwilę, wpatrując się w plecy oddalającej się dziewczyny. Przez chwilę rozmyślała o swoim własnym zachowaniu i tym co mówiła jeszcze nie tak dawno Raven o dobru ich wspólnej drużyny. Mogła nie lubić Lexy, ale nie powinna tego okazywać, by nie zniszczyć nastroju w zespole. Właściwie to nawet nie dała jej większej szansy na to by być polubioną. Kiedy zdała sobie sprawę z tego faktu, westchnęła ciężko i pobiegła za dziewczyną, by już po chwili zrównać się z nią w kroku.
- Przepraszam. Nie chciałam, żeby tak to zabrzmiało - powiedziała, spoglądając na szatynkę. - Jak chcesz mogę ci pokazać moją trasę. Biega się na niej całkiem przyjemnie...
Tym razem próba nawiązania rozmowy skończyła się fiaskiem. Woods nie odpowiedziała na jej zaczepki i biegła przed siebie. To chyba oznaczało, że musiała być nieco bardziej bezpośrednia jeśli chciała zwrócić na siebie jej uwagę. Przez dobrych kilka sekund zastanawiała się jak mogłaby zainteresować ją swoją osobą. W końcu jednak postanowiła wykonać jeden prosty gest i nagłym szarpnięciem wyrwać z ucha dziewczyny słuchawkę od telefonu. Zadziałało. Lexa się zatrzymała i po raz kolejny wbiła w nią drapieżne spojrzenie.
- Jaki jest twój cholerny problem? - syknęła.
Clarke przez chwilę kontemplowała nad odpowiedzią, ale w końcu wzruszyła ramionami. Teraz spostrzegła, że jej rówieśniczka miała skłonności do niewzruszonego zachowywania stoickiej postawy, która jednak co jakiś czas dawała się łatwo przełamać. Zupełnie tak jak teraz. Zwykle Woods zdawała się być obojętna na wszystko i nie dało się jej wyprowadzić z równowagi, ale były momenty, gdy naprawdę łatwo wpadała w irytację czy też złość.
- Po prostu chciałabym... no nie wiem. Mieć z tobą jakieś ludzkie relacje? - odparła. W końcu chwilowo wszystko, co działo się między nimi było dosyç dziwne. Sama z początku upominała Blake, by panowała nad emocjami i nie doprowadziła do powstawania nieprzyjemnej atmosfery, a potem sama taką stwarzała.
- Czego słuchasz? - spytała i zanim szatynka zdążyła jej odpowiedzieć, Griffin zrobiła użytek z wyrwanej jej wcześniej słuchawki. - O, Melanie Martinez. Nie wiedziałam, że jej słuchasz.
Tym razem prowokacja zakończyła się sukcesem. Lexa tylko westchnęła i oblizała uszkodzoną wcześniej dolną wargę.
- Nie słucham. Właściwie ktoś mi ją polecił i dlatego przesłuchuję jej album - odpowiedziała, gdy już po pierwszych słowach natrafiła na pytające spojrzenie Clarke.
- I jak wrażenia? - dopytała blondynka.
- Nie jest taka zła.
Pani kapitan uśmiechnęła się na jej słowa jakby wyczuwała podświadomie ukryty w jej wypowiedzi komplement względem artystki.
- Uwielbiam ją. Boscy są jeszcze Halsey i Troye Sivan. Lubię też Się - pochwaliła się, przyglądając uważnie szatynce. - Powinnaś też ich przesłuchać... A czego słuchasz na co dzień?
Woods przyjrzała się uważnie dziewczynie. Naprawdę nie spodziewała się, że tak nagle będzie z nią prowadzić jaką naprawdę nic nie znaczącą rozmowę na ścieżce prowadzącej przez okoliczny las.
- The Pretty Reckless, Three Days Grace... - wymieniała od niechcenia, lustrując wzrokiem przestrzeń znajdującą się za swoją rozmówczynią. - Lubię też jakieś klasyki jak Metallica, Black Sabath czy Iron Maiden.
Przynajmniej dla niej to była klasyka. Właściwie to już w podstawówce Woods odczuwała tendencję do słuchania utworów starszych od siebie. Bynajmniej nie ulegało to zmianie. Niektóre piosenki są nieśmiertelne. Przynajmniej tak było jej zdaniem.
- Pasuje to do ciebie... - rzuciła Griffin, a Lexa spojrzała na nią nieco zdziwiona, nie wiedząc jak powinna odebrać tę wypowiedź. - Lubię jeszcze Skillet. Podobne klimaty, a odkryłam ich szukając jakiegoś montażu z serialu czy anime...
- Tak... Dobrzy są - przytaknęła, rozpoznając nazwę zespołu.
Clarke uśmiechnęła się do niej nieśmiało po czym zapadła krótka chwila krępującej ciszy, której żadna nie śmiała się przerwać. Dopiero po jakimś czasie blondynka spojrzała na swoją towarzyszkę.
- Nie będziesz mieć nic przeciwko jak pobiegam z tobą? - spytała chociaż naprawdę nie wiedziała czy powinna je zadać.
- Nie. Możesz biec - odpowiedziała jej, wyłączając playlistę w telefonie.
Ruszyły mniej więcej w tym samym momencie. Clarke starała się zachować tempo drugiej piłkarki i zsynchronizować z nią swój krok.
Przez pierwsze metry trwały w milczeniu i dopiero po tym jak skręciły na wyłożonej żwirem ścieżce, Clarke ponownie zabrała głos jako pierwsza.
- Co ci się stało? No wiesz... Warga - zagadnęła.
Przez moment Woods zdawała się nie wiedzieć o czym ta mówi. Przynajmniej do czasu, gdy nie wyczuła ponownie charakterystycznego smaku krwi, która powoli zaczynała się ponownie sączyć.
- Wypadek na treningu - odparła krótko.
- Jak to? Wyrżnęłaś głową w słupek od bramki czy coś? - zaśmiała się Griffin, zerkając na dziewczynę biegnącą obok.
- Trening kick-boxingu - uściśliła, a widząc zaskoczenie na twarzy blondynki dodała. - Byłam lekko rozkojarzona i nie trzymałam poprawnie gardy...
- Nie wiedziałam, że trenujesz kick-boxing - odpowiedziała Clarke, będąc pod niejakim wrażeniem.
- Bo mało o mnie wiesz...
To była niezaprzeczalna prawda. Jednak im dłużej blondynka przemierzała z nią swoją trasę tym bardziej chciała ją poznać. Może dzięki temu udałoby jej się sprawić, że prowadziłyby bezkonfliktowe treningi. Poza tym od swojego przybycia do Arkadia High Lexa właściwie z nikim nie nawiązała większej znajomości, co sprawiało, że była tym bardziej interesującą osobą. Na razie miała nadzieję, że chociaż wspólna trasa biegów zbliży je do siebie i sprawi, że będą się dużo lepiej rozumiały.
CZYTASZ
ENDGAME
FanfictionClarke Griffin jest kapitanem żeńskiej drużyny piłki nożnej w liceum Arkadia. Jej marzeniem jest doprowadzenie swojego składu do finałowych rozgrywek międzyszkolnych i zgarnięcie trofeum. Niestety marzenia te mogą się nigdy nie spełnić ze względu na...
