Ze względu na pewne nieprzyjemności Lexa postanowiła za przyzwoleniem siostry opuścić następny dzień w szkole. Nie miała ochoty tam iść, a zwłaszcza, że zapewne po jej niedawnym wyczynie mogłaby się spotkać z nieprzyjemnymi spojrzeniami i obmawianiem za plecami. Nie potrzebowała tego. Nie tym razem. Całe szczęście mogła liczyć na chwilę prywatności w małej, nieużywanej przez nikogo poza godzinami zajęć sali w centrum sztuk walki. Kochana Anya stwierdziła, że przywalenie w coś co nie jest żywym organizmem z pewnością dobrze jej zrobi. Będzie mogła gdzieś wyładować wszystkie swoje negatywne emocje, które rozsadzały ją od środka ładunkiem niszczycielskiej energii.
Młoda Woods kilka razy przeniosła ciężar swojego ciała z jednej nogi na drugą, stojąc przed ogromnym workiem treningowym. Jednak przygotowywała się do tego starcia jak do walki z innym przeciwnikiem. Odetchnęła głęboko, by niejako się uspokoić i uniosła gardę, z której następnie wyprowadziła kilka mocnych prostych ciosów, dostosowując swój oddech do rytmu uderzeń, które pozostawiły na treningowym obiekcie rozsmarowany ślad krwi. Zignorowała jednak piekący ból pięści, popękanych i ze zdartą skórą. Zapewne zaopatrzenie się w rękawice bokserskie byłoby dobrym pomysłem, ale Lexa ich nie lubiła. Dlatego zamiast je ubrać owinęła zmaltretowane dłonie warstwą białego bandaża, który w jej opinii był o wiele wygodniejszy i dawał choćby lekkie złudzenie ochrony rąk przed siłą ciosów. Jednak nie przejmowała się tym. Kolejne uderzenia, podsycające ból jedynie wzmagały jej chęć na rozszarpanie worka treningowego.
Tamten dzień był naprawdę beznadziejny już od samego początku. Kto by się dziwił, że Lexa miała beznadziejny humor po tym jak zaspała, odkryła niepokojący brak Nutelli w słoiku, a następnie na matematyce musiała pisać kartkówkę, na którą nie była w ogóle przygotowana. Jakby tego było mało przegapiła razem z Anyą promocję w księgarni. Naprawdę myślała, że gorzej być nie mogło. Przynajmniej dopóki stojąc na szkolnym dziedzińcu nie poczuła jak ktoś ostentacyjnie potrącił ją barkiem. Woods zachwiała się lekko i spojrzała na odchodzącego Finna.
- Może byś chociaż przeprosił, dupku? - warknęła za nim.
Ku jej zaskoczeniu chłopak zatrzymał się i odwrócił w jej stronę. Zwykle czarujący Pierdolony Romeo tym razem spoglądał na nią z pewnego rodzaju nienawiścią, niemal graniczącą z obrzydzeniem.
- Masz jakiś problem, Woods? - odparł pogardliwie.
- Dzięki za troskę. Radzę sobie. Chociaż byłoby miło, gdybym otrzymała w końcu przeprosiny od niewydarzonego idioty, który nie opanował sztuki chodzenia - odgryzła się, nie przejmując jego wrogim tonem.
Poranione dłonie piekły niemiłosiernie. Bandaże je pokrywające zostały już upstrzone wieloma plamami krwi, która wypływała z licznych ran, otworzonycj pod wpływem siły uderzeń. Lexa nie zwracała na to uwagi. Za wszelką cenę chciała pozbyć się wspomnień tego nieszczęsnego dnia. Niestety było to trudniejsze niż myślała. W końcu, gdyby wtedy się nie odzywała to nie doszłoby do tego. Finn nie sprowokowałby jej, gdyby nie dała mu ku temu sposobności.
Collins parsknął, nie mogąc się powstrzymać od paskudnego uśmieszku, wykrzywiającwgo jego usta.
- Jesteś żałosna - powiedział wprost, spoglądając wprost w jej oczy. - Starasz się zgrywać złą dziewczynkę, której każdy powinien się bać. Chciałabyś, żeby ludzie tańczyli ci tak jak im zagrasz?
Nie odpowiadała mu. Wiedziała, że w pewnym sensie miał rację. Faktycznie w pewien sposób ukrywała się za maską obojętności, starając się skupiç tylko i wyłącznie na własnej osobie. Nawet jeśli nie zawsze jej to wychodziło.
- Oczywiście cała twoja gra zostałaby skończona, gdybyś tylko się z kimś puściła. Chłopcy wypadają z twojego świata, bo przestałabyś być tą cholerną niezależną suką. Najlepiej jest wtedy wykazać się i zaliczyć inną pannę. Najlepiej na widoku, prawda? - kontynuował, a każde jego słowo ociekało jawnym jadem.
Szatynka próbowała zignorować jego monolog, ale stawało to się coraz trudniejsze z kolejnymi wypowiadanymi przez niego zdaniami. Zaciskając pięści obserwowała jak gniew szpenie zniekształcił jego oblicze. Starała się pokonać jego nienawistne spojrzenie i przekazać mu, by się wycofał póki miał jeszcze szansę. Jednak Finn zdawał się nie dostrzegać tego przekazu. Był wściekły. Miał napięte mięśnie, gotowe do zadania ciosu, rozwichrzone włosy i skupiong na niej wzrok. Wydawał się być całkowicie skupionym na swoich negatywnych odczuciach, które musiał wyrazić. Mimowolnie zacisnęła pięści, czując na swojej skórze zbliżające się kłopoty. I nie tylko, gdyż chłopak z każdą chwilą stawiał kolejny krok w jej kierunku.
- Coś ci się nie podoba? Prawda boli, Woods? - wysyczał, a ona czuła jak znajduje się coraz bliżej skraju własnej wytrzymałości. - Powinnaś się leczyć. Na pewno można byłoby znaleźć ci jakiś zakład, w którym by cię zamknęli i wybili ci to wszystko z łba. Może pomogłaby ci jakaś terapia szokowa? Założę się, że nie byłabyś taka cwana z chujem w...
Nie dokończył. Nie zdążył nim Lexa wyprowadziła z pozoru niedbały prawy sierpowy. Collins wydawał się zaskoczony otrzymanym ciosem. Starł wierzchem dłoni krew z rozciętej wargi i kącika ust. Spojrzał na pokrywającą jegk skórę ciecz po czym skierował swoje zdziwione spojrzenie na Woods, która straciła nad sobą panowanie.
- Ty suko... - wychrypiał z wściekłości.
Szatynka uderzała raz za razem w worek treningowy. Powoli zaczynały ją już boleć mięśnie. Dalej jednak jak w amoku okładała przyrząd. Zdawałoby się, że jej gniewne tętno, żwawo pompowanej przez serce krwi jest jedynym słyszanym przez nią dźwiękiem między ciężkimi oddechami i uderzeniami wymierzonymi w obiekt. Postanowiła dać odetchnąć na chwilę zmaltretowanym dłoniom, ale wcale nie oznaczało to zakończenia treningu. Z jeszcze większą furią oderwała stopę od podłoża, by wymierzyć w biedny worek solidnego kopniaka. Musiała się na nim wyżyć, by sytuacja podobna do tamtej nie miała już miejsca.
Dała się ponieść emocjom. Nie była uważna i zapomniała o większości nauk Anyi. Niemal całkowicie porzuciła obronę, by skupić się na ataku. Przyjęła kilka ciosów, które powinny ją otrzeźwić. Było jednak zhyt późno. Finn wypowiedział słowa, które sprawiły, że cała jej samokontrola pękła niczym bańka mydlana. I wiedziała, że z pewnością szybko jej nie odzyska.
Zgięła się wpół, gdy chłopak uderzył ją z kolana w brzuch. Nie była na to przygotowana. Oczekiwała raczej kolejnego ataku na twarz, która już pulsowała bólem z porozcinanych i obitych miejsc. Odsunęła się na niego, by szybko dojść do siebie. Musiała wyprowadzić kontratak. Był w o wiele gorszym stanie. Mimo wszystko posiadała pewną siłę i mogła uniknąć kilku jego ciosów.
Tym razem jednak skorzystała ze swojego atutu. Kopnęła go w lewą kość udową, wkładając w kopniak całą swoją siłę. Noga Collinsa pod wpływem uderzenia zgięła się i straciwszy równowagę upadł na kolana. Właśnie wtedy znalazł się na przegranej pozycji. Kolejny wymierzony w szczękę prawy sierpowy powalił go na ziemię, a Lexa skorzystała z wypracowanej przewagi. Kopnięcie w żołądek wydusiło z ust chłopaka żałsny jęk, gdy zwijał się w pozycję embrionalną, by objąć bolące miejsce. Nie chciała mu na to pozwolić. Chwyciła go za materiał koszulki i odwróciła na plecy po czym usiadła na jego przeponie, by móc swobodnie okładać go pięściami. Kolejne uderzenia spadały na jego twarz, sprawiając, że z każdym razem wyglądał jeszcze żałośniej. Krwawił dosyć obficie. Przy jednym z prawych prostych usłyszała nieprzyjemny chrzęst. Chyba złamała mu nos. Nie wiedziała czy na pewno to zrobiła. Czuła się jakby była w jakimś amoku. W końcu jednak usłyszała jak ktoś krzyczy jej nazwisko. To wybiło ją z rytmu. Uderzyła w płytki chodnikowe tuż obok głowy swojej ofiary, zdzierając kostki palców. Wkrótce poczuła też jak ktoś masywnie zbudowany chwyta ją pod ramiona i ściąga z Collinsa. Splunęła krwią, spoglądając jak jedna z nauczycielek, sprawdza stan chłopaka, a ona? Została odeskortowana przez nauczyciela historii do gabinetu dyrektora.
Zmęczenie dawało o sobie znać. Lexa raz za razem wyprowadziła kilka niskich ciosów, zapominając całkowicie o pracy całego ciała. Chciała w coś uderzyç i pozbyć się tej destrukcyjnej energii. Miała wrażenie, że puls w tętnicy szyjnej zaraz ją rozsadzi. Warknęła wściekła i oparła się czołem o worek treningowy. Musiała odetchnąć. Głęboko. Była wykończona, ale ulżyło jej. Wzięła jeszcze kilka drżących oddechów i sięgnęła po stojącą niedaleko butelkę wody, by uzupełnić płyny. Jednak wizyta tutaj była dobrą decyzją i pozwoliła jej się wyszaleć.
Po powrocie do domu zastała Anyę leżącą na kanapie w salonie przed telewizorem. Nie miała większych oporów, by wcisnąć się obok, a właściwie niemal położyć się na nią, kładąc głowę na jej klatce piersiowej, by wsłuchać się w stateczny rytm dobrze jej znanego serca.
Blondynka objęła ją i przytuliła do siebie. Kto by podejrzewał, że Lexa Woods w domu potrafi się zamienić w prawdziwego pieszczocha, który potrzebował odrobiny miłości?
- Lepiej? - spytała cicho, wplatając palce jednej z dłoni w jej gęste kasztanowe włosy.
- Lepiej. Dziękuję, siostrzyczko - wyszeptała szatynka.
Anya uśmiechnęła się i ucałowała ją w czubek głowy. Mimo wszystko Lexa była jej młodszą siostrą, krórą zawsze będzie kochać i wspierać. Bez względu na wszystko.
CZYTASZ
ENDGAME
Fiksi PenggemarClarke Griffin jest kapitanem żeńskiej drużyny piłki nożnej w liceum Arkadia. Jej marzeniem jest doprowadzenie swojego składu do finałowych rozgrywek międzyszkolnych i zgarnięcie trofeum. Niestety marzenia te mogą się nigdy nie spełnić ze względu na...
