Raven westchnęła głęboko. Wciąż musiała zebrać w sobie wystarczająco dużo odwagi. Zerknęła jeszcze szybko na swój telefon, ale nie dostrzegła na nim żadnych nowych wiadomości. W końcu jednak ruszyła przed siebie i nawet nie kłopotała się pukaniem do domu Griffin. Co prawda czuła się jakby każdy jej mięsień chciał uciec jak najprędzej z tego miejsca, ale siłą woli zmusił się do tego, by przejść do kuchni, w której roznosił się zapach świeżo zaparzonej kawy.
- Abby? - zaczęła nieśmiało, wpatrując się w kobietę, która trzymała w dłoni kubek kofeinowego naparu.
Pani doktor spojrzała na nią i choć nie spodziewała się odwiedzin licealistki, uśmiechnęła się do niej. Dopiero widząc jak Reyes z trudem przyszło odwzajemnienie tego gestu, domyśliła się, że coś jest nie tak.
- Co się stało, Raven? - spytała bez ogródek.
Latynoska wciskała mocno dłonie w kieszenie swojej szarej bluzy z kapturem i w miarę możliwości unikała wzroku kobiety, która była przez to coraz bardziej zniecierpliwiona.
- O co chodzi, Rav? - zapytała ponownie, a dziewczyna wzięła jeszcze jeden głęboki wdech, by wyrzucić z siebie to co miała do powiedzenia na jednym wydechu.
- Clarke wie - wypaliła nim gardło zacisnęło jej się na którymkolwiek z tych dwóch słów.
Abby przez jakiś czas wpatrywała się w nią tak jakby nie zrozumiała tego, co powiedziała młodsza. Dopiero po chwili jej mózg przetworzył jej wypowiedź i uświadomił sobie całą zgrozę sytuacji.
- Jak to wie?
Latynoska zdawała się być zakłopotana. Nie potrafiła tak po prostu tego wszystkiego wytłumaczyć. Jednak z pewnością o wiele łatwiej było jej rozmawiać z panią doktor niż z jej córką, która obecnie zapewne z chęcią wykreśliłaby ją ze swojego życia.
- Tak wyszło... - mruknęła cicho, wpatrując się w podłogę.
Jeszcze nigdy nie czuła się tak skrępowana. Chyba po raz pierwszy od dzieciństwa nie mogła znaleźć odpowiednich słów i spojrzeć rozmówcy w oczy.
- Tak wyszło, Raven? Ot tak jej o tym powiedziałaś?
Reyes niemal skuliła się słysząc ostrą nutę w głosie kobiety.
- Nigdy nie powiedziałabym jej o tym. Sama się domyśliła - próbowała się bronić Reyes. - Nie potrafię jej skłamać.
Co prawda Raven łatwo przychodziło udawanie, że wszystko jest w porządku i ukrywanie pewnych faktów. Jednak jeśli już któraś z jej przyjaciółek domyślała się powodów jej odmiennego zachowania lub złego samopoczucia to z trudem przychodziło jej okłamanie ich.
Abby westchnęła ciężko, opierając się o blat kuchenny. Nigdy nie sądziła, że znajdzie się w takiej sytuacji. Czemu właściwie się w to wpakowała? Powinna być odpowiedzialna i przemyśleć dokładnie konsekwencje swoich działań, myśleć racjonalnie.
- Wiesz, że ona nas za to znienawidzi? - zapytała tylko, a Latynoska skinęła głową.
- Już to robi - mruknęła cicho, ale kobieta doskonale to usłyszała.
- No właśnie. To nie powinno się wydarzyć - powiedziała jeszcze pani doktor, wyraźnie mając na myśli pierwotną przyczynę całej sytuacji.
Reyes odczytała jej intencje i wiedziała o co chodzi. Ta rozmowa zdawała się zmierzać w jednym kierunku.
- Ale Abby... - zaczęła zbliżając się do Griffin. Chciała jakoś zaprotestować, ale nie wiedziała co takiego mogłaby zrobić lub powiedzieć. Poza tym lekarka zdecydowanie pokręciła głową, odsuwając się od niej na tyle ile było to możliwe.
- To był błąd, Raven. I doskonale o tym wiesz - rzuciła stanowczym tonem.
Latynoska w swoim może i niezbyt długim życiu popełniła wiele błędów. Ten jeden był jednak czymś czego nie chciałaby żałować choć powinna.
- Nie chcę, by to był błąd - powiedziała jeszcze, czując jak coraz bardziej braknie jej sił. Nie wiedziała jak miałaby sobie wyobrazić dalszy rozwój wypadków po tym co miało wcześniej miejsce, ale zdecydowanie nie wyobrażałaby sobie takiej sceny. Ta rozmowa wydawała jej się surrealna.
- Raven, to wszystko nie powinno się wydarzyć.
Latynoska czuła się coraz bardziej zraniona przez to co miało miejsce. Mimo wszystko czuła coś do kobiety i nie chciała by to wszystko miało się tak po prostu skończyć. Nie wymagała wiele, ale nie chciała utracić Abby i zostać znienawidzoną przez najlepszą przyjaciółkę. Odetchnęła głęboko, próbując zapanować nad emocjami i splotła dłonie na karku. Wiedziała, że jej oczy już zaszkliły się od łez i nie mogła nic na to poradzić.
- Nie chciałam, żeby to tak wyglądało - wydusiła w końcu, unikając wzrokiem postaci lekarki.
- Nie wszystko wygląda tak jakbyśmy tego chcieli, Raven.
Reyes usłyszała swoje imię już zbyt wiele razy z jej ust. Powoli zaczynało jej to doskwierać. Zresztą chyba nie powinna oczekiwać pozytywnych rezultatów swojej wizyty. Ostatnio nic nie szło po jej myśli i chyba musiała się z tym pogodzić.
- Tak... Chyba lepiej już pójdę - powiedziała niepewnie, zerkając przelotnie na Griffin, która jej przytaknęła. To chyba był najlepszy pomysł.
Pora kończyć tę farsę, Raven, zanim się rozkleisz lub co gorsza powiesz o jedno słowo za dużo. Jeszcze byłoby mało, żebyś nagle wyskoczyła z czymś takim jak zakochanie i płomienne uczucie... Najgłupsze, co mogłabyś zrobić, upomniała się jeszcze w myślach, przygryzając dolną wargę. Dopiero wtedy odwróciła się na pięcie i wyszła z domu Griffin. Dopiero na świeżym powietrzu mogła odetchnąć choć czuła jakiś ucisk w piersi zupełnie niepodobny do tego uczucia, gdy brak ci tchu na boisku. To było zupełnie coś innego. Coś o czym Raven najchętniej by w tej chwili zapomniała. Próbowała odetchnąć czystym powietrzem i się zrelaksować, ale gnębiące jej uczucia jednak nie odchodziły dzięki temu. Zerknęła jeszcze na koniec uliczki, gdzie dostrzegła postać niezbyt postawnej blondynki. Clarke... Wszędzie by ją rozpoznała. Reyes naciągnęła mocno na głowę kaptur swojej bluzy, licząc na to że przyjaciółka nie zauważyła jej z oddali i odwróciła się do niej plecami, by jak najszybciej oddalić się od miejsca, w którym się znajdowała. Tak naprawdę chciała porozmawiać z Clarke, ale nie miała już na to siły. Jedynym na co miała ochotę było zapomnienie choćby na chwilę o tym wszystkim. Sięgnęła do kieszeni spodni po spoczywający tam telefon i szybko przejrzała listę kontaktów, wybierając odpowiednią pozycję. Doskonale wiedziała czyjego towarzystwa teraz potrzebowała. Jak dotąd jeszcze nigdy jej nie zawiedli. Tak jak się spodziewała chłopak odebrał po dwóch sygnałach.
- Hej, Jasper! Potrzebuję cię brachu - powiedziała na jednym wydechu, czując jak głos powoli odmawia jej posłuszeństwa.
- Heeej... - odpowiedział jej niepewny głos. - Jak bardzo ci się spieszy? Tak jakby jestem właśnie na randce z Mayą.
Reyes zjeżyła się na podobną uwagę. No tak. Zapomniała o tym, że dwóch jej najlepszych kumpli tkwi teraz w cudownych związkach i układają sobie życie. Jak zwykle tylko jej nie wyszło. Zaklęła w myślach po hiszpańsku, przeklinając własną głupotę.
- Nic ważnego. Bawcie się - rzuciła i już miała się rozłączyć, ale głos bruneta jej przeszkodził.
- Ło, czekaj! Sytuacja awaryjna? Bądź u Monty'ego za pół godziny. Powiem, żeby ogarnął chatę i przyjdę jak tylko będę mógł.
A jednak mimo wszystko Jordan jej nie zawiódł. Lekki uśmiech zawitał na wargsch Raven, gdy pomyślała, że los dał jej jednak dwóch porządnych kumpli.
- Dzięki, stary. Zaraz tam będę.
- Trzymaj się.
Jasper zakończył połączenie, a Latynoska schowała do kieszeni telefon, czując się może i nie dobrze, ale zdecydowanie lepiej niż jeszcze chwilę temu.
CZYTASZ
ENDGAME
Fiksi PenggemarClarke Griffin jest kapitanem żeńskiej drużyny piłki nożnej w liceum Arkadia. Jej marzeniem jest doprowadzenie swojego składu do finałowych rozgrywek międzyszkolnych i zgarnięcie trofeum. Niestety marzenia te mogą się nigdy nie spełnić ze względu na...
