Rozdział 17: Konfrontacja

1.9K 215 28
                                        

Clarke jeszcze raz zerknęła na adres, który podała jej w wiadomości Raven. Naprawdę dlaczego ten jeden jedyny raz Latynoska nie mogła jej wyręczyć? Byłaby jej wdzięczna za to na pewno przez bardzo długi czas, ale nie. Musiała sama to zrobić. Niby to prawda, ale i tak jakoś trudno jej było wykonać powierzone zadanie. Westchnęła ciężko i schowała telefon do kieszeni jeansów. Skoro już jest pod domem Woods to nie może się wycofać.
Podeszła do drzwi i zapukała, czekając aż ktoś jej otworzy. Przez cały czas miała nadzieję, że jednak uniknie tego spotkania, ale oczywiście jak zwykle życie nie było dla niej łaskawe. Nie upłynęły nawet dwie minuty, gdy wejście do mieszkania się otworzyło i w progu stanęła zdziwiona Lexa.
- Clarke? Co tu robisz?
Szatynka zdecydowanie nie spodziewała się jej tutaj zobaczyć. Pani kapitan odetchnęła głęboko, zastanawiając się co powinna zrobić. No działaj, Griffin, powiedziała w myślach i wyminęła Woods zanim tej przyszłoby do głowy zamknąć jej drzwi przed nosem. Mało prawdopodobne, ale jednak.
- Nie było cię dzisiaj na treningu. Musiałam sprawdzić co z tobą - powiedziała, starając się zachować panowanie nad głosem.
- Faktycznie. Tak wyszło - odparła jej zielonooka, która chyba niespecjalnie przejęła się tym faktem.
Griffin wiedziała, że po raz kolejny będzie musiała zachować stoicki spokój. Po prostu nie powinna zachowywać się zbyt emocjonalnie. Nie w jej towarzystwie. Chociaż w przypadku takiej ignoracji przychodziło jej to naprawdę z wielkim trudem.
- Zdajesz sobie sprawę dziewczyno, że zaraz będziemy grać drugi mecz i nie możemy sobie pozwolić na sam remis? - zapytała, podnosząc nieznacznie ton.
Lexa obrzuciła ją jednym z tych swoich beznamiętnych spojrzeń i zamknęła drzwi.
- Jeśli chcesz porozmawiać to może zróbmy to w moim pokoju? Już i tak się wprosiłaś - rzuciła jakby mimochodem.
Clarke skinęła głową, stwierdziwszy, że może to dobry pomysł. Skoro już tutaj przyszła to nie musi jak kołek stać przy samym wejściu. Ściągnęła sportowe buty i ruszyła za mieszkanką domostwa w kierunku jej pokoju. Musiała przyznać, że mieszkanko było urządzone dość skromnie chociaż w dobrym guście. Zresztą nie miała większego czasu, by przyjrzeć się wyposażeniu wnętrz. Jedynie pokój młodej Woods mogła podziwiać przez dłuższą chwilę. Szatynka wskazała jej miejsce na łóżku stojącym pod ścianą, by mogła przysiąść, co też Griffin uczyniła. Sama usiadła tuż obok po turecku.
- Masz jakiś powód, dla którego cię dzisiaj nie było? - zapytała szybko blondynka, chcąc jak najszybciej rozwiązać tę kwestię.
- Nie mogłam. Utknęłam w szpitalu - odparła wprost.
Clarke przyjrzała jej się uważnie, prychając delikatnie na jej odpowiedź. Naprawdę nie widziała większego powodu, dla którego dziewczyna o tak dobrej kondycji miałaby utknąć w takiej placówce.
- Wyglądasz znakomicie jak na kogoś, kto przebywał w szpitalu - rzuciła sarkastycznie, podejrzewając zmyślone naprędce kłamstwo.
- Zawiozłam tam siostrę. Czekałam, aż zrobią jej prześwietlenie - dodała Woods, licząc, że to jakoś wyjaśni całą tę sytuację.
- I zajęło ci to cały dzień?
Faktycznie. Lexa nie zjawiła się nie tylko na treningu, ale w ogóle w szkole. Nie było jej nawet na pojedynczej lekcji i nikogo o tym nie poinformowała. Woods wpatrywała się w nią przez dobre kilka sekund jakby ważyła słowa po czym oblizała w zamyśleniu dolną wargę i odezwała się.
- Czy ty masz ze mną jakiś problem, Clarke? - zapytała, patrząc prosto w te zirytowane już od pewnego czasu niebieskie oczy.
- Ja? To chyba ty masz jakiś problem - odparła jej Griffin. - Od samego początku ignorujesz wszystkie moje uwagi, grasz samolubnie i nie przejmujesz się losami drużyny.  Jesteś opryskliwa i nie potrafisz funkcjonować w grupie, a w dodatku chyba wyznaczyłaś sobie za cel honoru robienie mi na złość przy każdej nadarzającej się okazji...
Blondynka miała już dosyć całej tej sytuacji. Naprawdę ostatnie tygodnie były dla niej niezwykle stresujące i musiała jakoś odreagować poza tteningami. Pech chciał, że akurat postanowiła być szczerą i wyjawić zielonookiej wszystko, co ostatnio ją dręczyło.
- Szczerze mówiąc, gdyby nie to, że nie mamy nikogo kto by zastąpił Raven to w ogóle bym cię nie trzymała w drużynie - powiedziała w końcu i przez chwilę wydawało jej się, że dostrzegła jakąś zmianę w wyrazie twarzy Lexy lecz nie mogła stwierdzić na czym miała ona polegać.
- Wiesz co... - zaczęła powoli dobierając słowa zupełnie jakby przygotowywała się do zadania kontrataku po tym co dane jej było usłyszeć.
Mając już w zanadrzu jakiś dotkliwy komentarz pochyliła się w stronę Clarke, by dobitnie wycedzić słowa, które znalazły się już na końcu jej języka. Właśnie w tym momencie drzwi do pokoju młodej Woods się otworzyły.
- Hej Lex, widziałaś gdzieś moją... - zaczęła swoją wypowiedź postać, która wtargnęła do pomieszczenia.
Dopiero w tym momencie Griffin zdała sobie sprawę z tego, że siedziała zaledwie w odległości kilku centymetróe od szatynki. Zresztą zielonooka chyba też zdała sobie sprawę z ich bliskości, bo obie się niemal natychmiast od siebie odsunęły.
- Dobra. Sorry. Już nie patrzę - odezwał się po raz kolejny nieznany jej głos należący do młodej kobiety, która zasłaniała oczy swoim przedramieniem.
- Wyluzuj. Tylko gadałyśmy. Co chcesz? - rzuciła niemal natychmiast Lexa, która wydawała się lekko rozdrażniona całą wizytą.
- Masz może moją ładowarkę? Chyba znowu zostawiłam ją w pracy.
- Zapewne. Zaraz dam ci moją - odparła szatynka, szukając w szufladzie biurka stojącego pod oknem pożądanego przedmiotu, który następnie wręczyła nieznajomej.
Clarke mogła jej się nieco lepiej przyjrzeć. Była to dosyć szczupła chociaż dobrze zbudowana dziewczyna prawdopodobnie starsza od niej samej o kilka dobrych lat. Na jej plecy opadały lekko wilgotne włosy  w kolorze ciemnego blondu, które wskazywałyby na to, że niedawno wyszła spod prysznica. Pani kapitan zerknęła na jej twarz. Była ładna. Nawet bardzo, a jej rysy przywodziły na myśł dalekowschodnią urodę. Nieznajoma jakby dostrzegła jej zainteresowanie, gdyż posłała jej łagodny uśmiech i wyciągnęła dłoń w jej kierunku.
- Hej. Jestem Anya Woods. Starsza siostra Lexy - przedstawiła się.
- Miło mi. Clarke Griffin - odpowiedziała, ściskając wyciągniętą prawicę.
Spojrzała jeszcze na lewą rękę Anyi owiniętą bandażem, a potem na samą jej postać. Więc to jest ta siostra Lexy? W dodatku wyglądało na to, że historia dotycząca szpitala mogła mieć jakieś realne podstawy.
- Więc to jest ta Clarke, o której mi tyle mówiłaś? - zagadnęła starsza z Woodsów, spoglądając z uśmiechem na siostrę.
- Anya - syknęła ostrzegawczo szatynka, przeszywając ją śmiercionośnym spojrzeniem.
- Na to wychodzi - odparła nieco zdziwiona Griffin.
Chwila. Lexa mówiła o niej? Niby co takiego mogła powiedzieć? Zwłaszcza,  że ze sposobu w jaki najstarsza to wypowiedziała można było odnieść wrażenie, że nasłuchała się dość dużo.  Przez jakiś czas przyglądała się jeszcze siostrze zielonookiej, która wyrażnie odczuła na sobie jej spojrzenie.
- Wiem, że nie jesteśmy zbytnio do siebie podobne. Lexa to moja siostra przyrodnia. Inne matki, ten sam ojciec. Efekt zadziwiający, prawda? - zaśmiała się Anya, opierając o stojącą za nią komodę.
- Przepraszam. Nie chciałam być nachalna... Po prostu dziwnie jest poznać kogoś z rodziny Lexy - odpowiedziała pospiesznie Clarke.
Chociaż z jednej strony miała chociaż wyjaśnienie dla różnicy w wyglądzie sióstr. Jeśli kiedykolwiek zobaczyłaby je razem to na pewno nie posądziłaby ich o pokrewieństwo.
- Dziwnie to dopiero poznać kogoś z jej znajomych. Raczej do towarzyskich nie należy - odparła beztrosko druga blondynka.
- Możecie przestać mówić o mnie jakby w ogóle mnie tu nie było? - wtrąciła się lekko zdenerwowana szatynka.
- Wybacz Lex, ale taka jest prawda - dorzuciła jej siostra. - Dziwi mnie w ogóle, że zaprosiłaś ją tutaj.
Niebieskooka odczuła nagle potrzebę sprostowania niektórych faktów. Zwłaszcza, że młodsza Woods jakoś się do tego nie paliła. Właściwie nie licząc zirytowanych wtrąceń siedziała w ciszy z lekkim rumieńcem widocznym na policzkach.
- Właściwie przyszłam bez zapowiedzi. Chciałam się dowiedzieć czemu Lexy nie było na treningu...
Anya skrzyżowała ramiona na piersiach, prezentując przy tym owinięty wokół jednej z rąk bandaż i skrzywiła się nieznacznie przy tym geście jakby sprawił jej nieco bólu.
- Przed południem byłyśmy na zawodach w kick-boxingu. Lexa chciała zobaczyć moją walkę i wrócić na trening, ale moja kontuzja pokrzyżowała jej plany. Przepraszam - wytłumaczyła spokojnie.
- Nic się nie stało, naprawdę...
Więc jednak to była prawda. Chociaż jakoś trudno jej było sobie wyobrazić Lexę jako opiekuńczą siostrę, która troszczy się o kogoś i siedzi w szpitalu, gdy jej bliskiemu wykonywany jest rentgen.
- Właśnie... Nie miałaś przypadkiem nosić temblaka? - zagadnęła nieco opryskliwie szatynka.
- Och, zamknij się Lex - odparowała jej siostra, wywracając oczami.
Clarke czuła się nieco dziwnie wrzucona do świata sióstr Woods. Wiedziała, że nie powinna tu przychodzić, ale dzięki temu chociaż dowiedziała się czemu jej zawodniczka opuściła trening, a po to właśnie się zjawiła, a skoro misja była wykonana to mogła śmiało wycofać się z wrogiego terenu.
- Może już pójdę - mruknęła niewyraźnie po czym zwróciła się do Anyi - Mam nadzieję, że szybko wrócisz do formy.
- Dziękuję bardzo.
- A ciebie Lexa z chęcią zobaczę na kolejnym treningu przed czekającym nas meczem - dodała jeszcze nim ostatecznie się pożegnała i opuściła dom Woods.
Starsza z rodzeństwa odczekała jeszcze chwilę nim ponownie się odezwała. Zupełnie jakby chciała się upewnić czy na pewno Griffin jej nie usłyszy.
- Ładna jest...
- Weź przestań - odparła naburmuszona Lexa, a na ustach jej siostry pojawił się złośliwy uśmieszek.
Dokładnie pamiętała jak po ostatniej imprezie szatynka wróciła pijana do domu i potykając się o własne nogi, zakradła się jej do łóżka by jeszcze przez długi czas przed zaśnięciem opowiadać swojej kochanej siostrzyczce o pewnej blondynce. Anya uwielbiała te momenty, gdy młodsza wciąż zachowywała się jak małe urocze dziecko. Chociaż takowe nie sięgają po alkohol, ale to szczegół.
Młoda Woods rzuciła się w końcu na własne łóżko i westchnęła ciężko. Blondynka przyjrzała jej się badawczo wciąż z podejrzanym uśmiechem na ustach.
- Mam nadzieję, że dzięki niej zmieni się historia twojej przeglądarki - skomentowała.
Lexa momentalnie oblała się mocnym rumieńcem na samo wspomnienie tego, co zdarzało jej się wyszukiwać e Internecie.
- Anya! Co ty...? Czemu w ogóle tam zaglądałaś? - krzyknęła, rzucając w starszą jedną z poduszek, które miała pod ręką.
- Tak jakoś wyszło. Zresztą nie masz się co wstydzić... To naturalne dla kogoś w twoim wieku - zaśmiała się jeszcze raz na widok całkowicie zawstydzonej siostry. Tak. Zdecydowanie uwielbiała tę jej uroczą stronę, która objawiała się tylko, gdy były same. Posłała jej jeszcze jedno rozbawione spojrzenie i wróciła fo swojego pokoju, by podłączyć w końcu telefon do ładowarki.

ENDGAMEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz