45. - "Nie jesteś moim tatą"

3.5K 170 17
                                        

Nick:

Przez kolejne dni wyjaśniłem sobie wszystko z Sophie. Przeprosiłem ją raz jeszcze, jednak nie mam pojęcia za co. Mam nadzieję, że teraz między nami będzie lepiej, bo w innym razie sam gdzieś wyjadę.

- Pamiętasz, że mieliśmy wyjechać, gdzieś tylko we dwoje? - pytam, gdy zatrzymuję samochód pod kancelarią ojca.

- Tak, porozmawiamy o tym późnej. - całuje mnie pośpiesznie w policzek, jednak czekam na więcej. - Spieszę się do pracy. - kręci głową, otwierając drzwi od samochodu. - Pa. - mówi szybko, zamykając samochód.

Patrzę na zegarek i uświadamiam sobie, że również powinienem być już w pracy. Spoglądam do tyłu, gdzie Riley bez przerwy patrzy się w telefon. Muszę pamiętać, żeby zabrać mu urządzenie. Ostatnio rzadko widzę go bez komórki, ciągle gra i w ogóle nie odzywa się do mnie. Nawet nie wiem, co tym razem mu zrobiłem, że nie chce ze mną rozmawiać.

Parkuję samochód przed jego szkołą, po czym wysiadam z pojazdu. Otwieram jego drzwi, jednak zdążył już odpiąć pas.

- Sam pójdę. - mówi stanowczo, zabierając plecak z siedzenia obok.

- O nie, kolego. - łapię go za kaptur bluzy, gdy chce odejść ode mnie. - O co ci chodzi? - kucam przed nim, aby spojrzeć mu w oczy.

Wzrusza ramionami, próbując odsunąć się ode mnie. Oczywiście nie pozwalam mu na to, trzymam go za rękaw.

- Riley, przecież zawsze mi o wszystkim mówiłeś. - przypominam, uśmiechając się delikatnie. - Coś się dzieje w szkole? - od razu ta myśl nasuwa mi się na język.

Wcale nie zdziwiłbym się, gdy dokuczały mu starsze dzieci. Różne rzeczy dzieją się w dzisiejszym świecie.

Kręci głową, odwracając wzrok.

- Jeśli mi nie powiesz, to zabiorę ci komórkę na tydzień. - mały szantaż nikomu jeszcze nie zaszkodził.

- Nie! - mówi przerażony. - Bo mama ostatnio krzyczała na ciebie i powiedziała, że nie jesteś moim tatą. - mówi smutno.

Rzeczywiście może wtedy nas poniosło, jednak myśleliśmy, że Riley już dawno śpi. Nie pomyślałbym, że chodzi mu akurat o to. Co ja mam teraz mu powiedzieć? Prawdę? Nie chciałbym, abyśmy stracili dobry kontakt...

- Musiałeś źle usłyszeć. - mówię przekonująco.

- Naprawdę? - na jego ustach pojawia się zdziwienie.

- Oczywiście, że tak. Kto inny mógłby być tatą takie fajnego chłopaka, jak ty?

- Peter Parker. - śmieje się, przytulając mnie.

- Twoja mama nie poleciałaby na niego, nie lubi pająków. - podnoszę go do góry, po czym zamykam samochód. - Idzmiemy do szkoły, bo się spóźnimy. - całuję jego skroń, po czym stawiam go na ziemi. - Dziś mama cię odbierze, dobrze? - pytam, gdy ten chce już biec do swoich kolegów.

- Tak, pa! - krzyczy na cały korytarz.

Trochę źle czuję się z tym, że okłamałem go, ale co mogłem innego zrobić? Nigdy w życiu nie chciałbym, aby uważał Joe za swojego ojca. Przecież ja go wychowałem i pokochałem. A jego biologiczny ojciec ma go gdzieś. Cieszę się, że jest takim sukinsynem, bo nigdy nie będzie starał się odebrać mi syna.

***

Po powrocie do domu od razu jestem zmuszony do grania w piłkę nożną. Trochę ciężko biega mi się w garniturze, ale co zrobić?

- Nawet nie próbuj poplamić koszuli trawą, bo będziesz sam ją czyścił. - zauważa Sophie, trzymając w ramionach zmęczoną córkę.

Wykopuję piłkę pod sam płot, aby Riley dał mi chwilę odpoczynku. Podchodzę do dziewczyn i od razu je obejmuję.

- Pójdę ją położyć na górę i zaraz do was zejdę. - informuje mnie, po czym wchodzi w głąb domu.

Zdejmuję marynarkę, którą po chwili rzucam na ławkę. Chętnie zrobiłbym to samo z koszulą, jednak sąsiadka z przeciwka również spędza czas w ogrodzie. Raczej jej ojciec nie byłby zachwycony z tego, że mnie obserwuje.

- Chyba zapiszemy cię na jakieś zajęcia dodatkowe, bo widzę, że masz za dużo siły. - mówię do małego, siadając zmęczony na leżaku.

- Myślę, że to nie taki głupi pomysł. - odzywa się Sophie, kładąc pieczeń na stół. - Myślę, że znajdzie się jeszcze jakieś wolne miejsce na piłce nożnej. - uśmiecha się do małego, który również podziela ten pomysł.

- Będę jak Messi lub Ronaldo? - uśmiecha się szeroko, podchodząc do mnie.

- Będziesz jeszcze lepszy. - biorę go na ręce, idąc na taras.

W sumie nie byłoby to takim złym pomysłem, jednak wolałbym, aby miał najpierw jakieś zabezpieczenie na przyszłość. Na pewno nie odpuszczę mu tego, aby poszedł na studia. Już teraz pokazuje, że jest inteligentny, więc na pewno podzieli hobby z ciężką nauką.

***

Wychodząc z łazienki, wycieram głowę ręcznikiem. Jestem nico zdziwiony widokiem Sophie, która przykłada do siebie suknię ślubną. Siadam na łóżku, nie odrywając od niej wzroku.

- Twoja mama, przyniosła ją przed twoim powrotem. Podoba mi się. - oznajmia, gładząc zagniecenie.

- Czyli nie odkładamy ślubu na dalszy plan? - unoszę brew.

Odkłada trzymany materiał na krzesło, po czym podchodzi do mnie. Staje między moimi nogami i patrzy na mnie z góry.

- Jeśli obiecasz mi, że nic nie zmieni się na gorsze, to zgodzę się zostać twoją żoną. - uśmiecha się lekko, dotykając moich wilgotnych włosów.

- Obiecuję, że zmieni się tylko na lepsze. - mówię szczerze. - To co, szybki ślub w Vegas? - śmieje się ze mnie.

- Twoi rodzice nie byliby zadowoleni z takiego wyjścia. - zauważa.

Ma rację, choć bałbym się bardziej reakcji Sharon. Ona dopiero wpadłaby w szał.

- Dajmy sobie kilka miesięcy, akurat wszystko na spokojnie ustalimy. - proponuję.

Zgadzam się na jej wyjście, aczkolwiek wolałbym, aby szybciej została moją żoną. Może i to nic nie zmieni, ale będę miał świadomość, że jest tylko i wyłączanie moja.

- Nie wiem, jak ty, ale ja już się kładę, bo jutro z rana jadę z twoim ojcem do Campbelltown. W końcu będę mogła mu jakoś sensownie pomóc. - mówi zachwycona, kładąc się do łóżka.

- Czyli wynika z tego, że przez cały dzień będę musiał zajmować się dzieciakami? - pytam, mając nadzieję, że zaprzeczy.

- Małego będziesz miał kilka godzin z głowy, a z Phoebe sobie poradzisz. - uśmiecha się pocieszająco. - Ciesz się, że istnieje takie coś jak szkoła. - dodaje.

- Jedyne pocieszenie. - wzdycham, przytulając ją. - A co do wspólnego wyjazdu, to może weekend w przyszłym tygodniu? - proponuję.

- Z miłą chęcią. - kładzie głowę na moim ramieniu, po czym zamyka oczy.

Wydaje mi się, że to nie będzie takie łatwe, bo Riley z pewnością zrobi wszystko, aby zatrzymać nas w domu. Mam nadzieję, że moi rodzice skutecznie przekonają go, bo ja niestety nie mam do tego wprawy...

_____________

Jeszcze tylko dziewięć rozdziałów i epilog... 😞

Karix

Others IIOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz