10. - "Kobiety w ciąży"

4.2K 181 15
                                        

Nick:

Siedząc na kanapie, próbuję dojść do siebie po obiedzie rodzinnym. Sądziłem, że babcia gorzej zareaguje, jednak byłem w dużym błędzie...

- Idziemy na spacer? - pytam Sophie, kiedy wchodzi do salonu.

Kręci głową, siadając obok mnie. Od razu przytula się.

- Chyba zaszkodził mi ten kurczak. - zauważa.

- Kurczak? Z tego co pamiętam, to nie było na obiedzie drobiu. - śmieję się cicho, a ta odsuwa się ode mnie.

- To co ja jadłam?! - pyta przestraszona.

- Stek z kangura. - wzruszam ramionami, a ta od razu leci do łazienki.

Wstaję z kanapy, aby przygotować dziewczynie herbatę. Mogłem jej nie mówić, bo wiem, że ona kocha te rude stworzenia... Trudno, najwyżej nie będzie spać w nocy.

- Nigdy więcej nic nie zjem od twojego dziadka. - mówi, wycierając usta ręcznikiem papierowym.

Siada przy stole i patrzy się na mnie. Zalewam herbatę wrzątkiem, a gorący kubek kładę przed dziewczyną.

- Nie za dobrze wyglądasz. - zauważam, patrząc na jej bladą twarz.

- Dzięki za komplement. - mówi drwiąco.

- Mówię poważnie, może powinnaś się położyć spać? - proponuję, a ta marszczy czoło.

- Nie wierzę, młody Parker martwi się o mnie. - śmieje się.

Przewracam oczami. Oczywiście, że martwię się o nią. Nie chciałbym, aby coś się jej stało, bo w końcu jest kimś ważnym w moim życiu.

***

Wracając z marketu, gdzie byłem zrobić małe zakupy, aby stworzyć z czegoś kolacje oraz śniadanie, natykam się na Nicole. Niechętnie wchodzę z nią w konwersację.

- Sądzę, że między nami nic nie było. - oznajmia po chwili, jednak wiem, że nie ma stuprocentowej pewności.

- To fajnie. Muszę lecieć, bo lody mi się rozpuszczą. - odchodzę kawałek od niej i dopiero przypominam sobie, że zapomniałem o tym produkcie.

Bez niego Sophie nie wpuścić mnie do mieszkania, szlag! Idę w kierunku swojego miejsca zamieszkania, z nadzieją, że w zwykłym spożywczaku będą mieli ulubione lody mojej dziewczyny.

Wchodzę do małego sklepu i od razu podchodzę do lodówek. Na szczęście znajduję ulubiony smak Sophie, jednak to lód na patyku, a ona chciała w pudełku... Ech, najwyżej zrobię sobie drugą wycieczkę do sklepu. Płacę za loda, po czym wychodzę.

- Sophie, pomożesz?! - krzyczę, wchodząc do mieszkania.

Nie otrzymuję odpowiedzi, więc wchodzę w butach do kuchni, gdzie kładę torby papierowe na blacie. Wracam na przedpokój i dopiero wtedy zdejmuję obuwie.

- Mówiłeś coś? - pyta, wychodząc z łazienki.

Wyciera ręcznikiem mokre włosy, podchodząc do mnie.

- Nie. - wzycham, idąc z powrotem do serca mieszkania.

Rozpakowuję zakupy, jednak w tym pomaga mi dziewczyna. Wyciągam z drugiej torby jej zamówienie, a ta patrzy na mnie zawiedziona.

- Był tylko taki. - kłamię.

- Trudno. - odbiera ode mnie słodkość, z którą wychodzi.

Sam kończę pakowanie wszystkiego do lodówki, po czym idę do dziewczyny.

- Przydałby ci się jeszcze ogórek, co? - śmieję się, siadając obok niej na kanapie.

Patrzy na mnie zdziwiona, jakby nie wiedziała, o co mi chodzi.

- No wiesz, kobiety w ciąży mają różne połączenia. - wzruszam ramionami, a ta dopiero uśmiecha się lekko.

- Obiecuję, że w najbliższym czasie niejeden raz będziesz w szoku. - przytula się do mnie, uprzednio kładąc drewniany patyczek na stole.

- Co na kolację? - pytam, a ta wzrusza ramionami. - Kangur? - dręczę ją, a w zamian tego dostaje cios w bok. - To bolało. - zauważam, kładąc ją na powierzchni kanapy.

Wisząc nad nią mam całe pole do popisu. Kładę jej ręce nad głowę, aby nie wyrywała się. Powoli zbliżam się do jej ust, a ta odwraca głowę, śmiejąc się.

- Aż tak cię rozśmieszam? - mruczę wprost do jej ucha, po czym zaczynam całować jej szyję.

Jej ciche jęki sugerują mi, że pora brać się do roboty, dlatego też szybko podnoszę się na równe nogi, aby wziąć ją na ręce w stylu panny młodej. W sypialni w końcu spełniam to, na co miałem już ochotę od ponad tygodnia.

***

Leżąc w łóżku, próbuję jakoś opanować myśli. Dopiero obudziłem się z koszmaru pod tytułem "noc z Nicole"... Mam wyrzuty sumienia, że w ogóle dopuściłem do tego, aby zbliżyć się jakkolwiek do dziewczyny przyjaciela.

Przekładam delikatnie Sophie na jej połowę, po czym wstaję z łóżka. Zakładam dolną cześć garderoby, po czym biorę telefon ze stolika. Włączam latarkę w urządzeniu, a następnie otwieram szafę, aby znaleźć coś wygodnego. Wyjmuję zwykły, szary dres, z którym wychodzę z sypialni. Szybko zakładam ubranie na siebie, aby następnie wyjść z mieszkania. Zamykam drzwi na klucz, po czym ruszam na dół. Nie obchodzi mnie to, że jest środek nocy. Wolę sobie pobiegać, niż udręczać się, leżąc w łóżku.

Biegnę wolnym tempem w stronę plaży, która o tej godzinie jest na pewno pusta. Nie mam ochoty widzieć żadnej żywej duszy. Jednak nie mogę tego uniknąć, będąc przy klubie. Kilku narąbanych facetów jak zwykle musiało przyczepić się do mnie.

- Daj trochę kasy. - mówi najstarszy z nich.

- Nie mam, puście mnie. - mówię stanowczo, jednak dostaję pięścią prosto w twarz.

Cudownie... Sądziłem, że w spokoju pobiegam, a jednak. Na całe szczęście ochroniarz przyszedł uratować całą sytuację, dzięki czemu mogę ruszyć w wyznaczone miejsce. Ścieram rękawem bluzy krew z nosa, jednak nie zapowiada się, aby skończyło się na lekkim krwotoku, dlatego też wolę wrócić do domu.

- Gdzieś ty do cholery był?! - słyszę od razu po otworzeniu drzwi. - Boże, co ci się stało?! - patrzy przestraszona na moją twarz.

- Nic takiego. - mówię, zamykając drzwi.

- Idź do łazienki, zaraz coś na to zaradzimy. - mówi, udając się do kuchni.

Zapewne poszła po apteczkę, więc wolę posłusznie pójść do wyznaczonego pomieszczenia. Odkręcam wodę w umywalce, dzięki czemu mogę zmyć czerwoną ciecz z rąk. Zdejmuję ostrożnie bluzę przez głowę, a następnie siadam na brzegu wanny.

- Gdzie byłeś? - zadaje powtórnie pytanie.

- Chciałem się przejść, ale niestety trafiłem na kilku osobową imprezę przed klubem. - odpowiadam, unosząc wyżej głowę, aby dziewczyna miała lepszy dostęp.

- Ty to masz pomysły. - wzdycha, nalewając na gazę wodę oczyszczoną. - Będzie szczypało. - ostrzega, a zaraz potem przykłada materiał do mojej skóry.

Udaję, że nie robi to na mnie wrażenia, jednak od środka aż krzyczę.

- Gotowe, chyba nie jest złamany. - mówi, wyrzucają zużyty opatrunek do kosza. - Włóż bluzę do zimnej wody i wracaj do łóżka. - rozkazuje, więc wolę spełnić jej rządania.

Po włożeniu szarego materiału do wanny z wodą, idę do sypialni, gdzie leży Sophie. Zdejmuję szybko spodnie i kładę się obok niej. Tym razem to ja kładę głowę na niej. Tak jest zdecydowanie najwygodniej. Gasi lampkę, dzięki czemu z łatwością zasypiam...

__________

Wattpad coraz bardziej mnie wkurza, a wczoraj myślałam, że wyjdę z siebie... Mianowicie moja druga praca "Mystery" tak nagle zniknęła i dwa miesiące pracy poszło w pizdu. 😤

Karix

Others IIOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz