- Chesz się przekonać?...- zapytał jakże pociągającym głosem przybliżając swoją głowę do mojej.
- Nie!- dodałam oblana pomidorem zakrywając swoje usta dłonią.
- Ty moja klucho. Kocham patrzeć jak się rumienisz, wiesz?- ręką dotknął mojej i ściągnął ją z moich ust.- A jeszcze bardziej kocham sprawiać ,że to robisz...- dodał mraśnym szeptem wprost do mojego uszka.
- T-tego - nie wiedziałam co powiedzieć. Cała drżałam a serce przyspieszyło.
W odpowiedzi chwycił mnie delikatnie za podbródek i patrzył mi prosto w oczy. Ten błysk w jego ślepiach mówił sam za siebie. Wyszczerzył kły nie w geście uśmiechu lecz pokazania, że ma nade mną przewagę.
- Mówiłem,że nie możesz się mi oprzeć...- powolnym ruchem jechał palcem po mojej szyi i barku. Dotknął mnie po wczorajszym ugryzieniu. Zadrżałam, najwidoczniej to zauważył bo ukradkiem spojrzał na mnie.
- Bolało?- zapytał jakby zmartwiony.- Teraz już jest lepiej...- spuściłam głowę w dół.
- Naprawdę nigdy bym ci tego nie zrobił bez twojej zgody. Ja nie wiem co mi się stało. Możesz mnie nienawidzić za to
wszystko. - spuścił głowę w dół. A ja spojrzałam na niego.- Możesz też nie wychodzić za mnie, możesz też opuścić ten dom, Możesz już nigdy mnie nie spotkać. Możesz zrobić co będziesz chciała. Ja cię kocham i zawsze będę, ale jeśli ty wybierzesz inną drogę to możesz nią iść. A teraz... Uderz mnie tak mocno jak wczoraj chciałaś, tak mocno żeby to do mnie dotarło, to, co mogłem ci wczoraj zrobić. Zrób to.- chwycił mnie za rękę i pochylił nad swoją głową.- Proszę zrób to.Zamiast tego pogłaskałam go po głowie.
- Nie rób tak więcej. - odparłam cicho.
- Już nigdy nie pozwolę abyś się mnie bała. Już nigdy.- powiedział poczym mocno mnie do siebie przytulił.
- Tak bardzo się bałam.- parę kropel łez spadły po moich policzkach.
- Już cicho.- głaskał mnie po głowie.
- Już będę. Klucho.
- Dobra koniec tego.- powiedział Reji idąc korytarzem.- Brać się do roboty. Coś robić trzeba. W końcu zaniedługo wasz ślub! Trzeba spisać listę gości, świadków, potrawy, stoły, wszystko!!- wymieniał.- A z tobą Ochiyo muszę porozmawiać... - spojrzał na Shu za moimi plecami.- Na osobności.- mruknął.
- Nie.- westchnął blądyn mocniej mnie przytulając.
- O czym chcesz porozmawiać?- zapytałam patrząc na Rejiego.
- O czymś bardzo ważnym. - okularnik patrzył się ciągle na śpiącego blądasa.
- No dobrze idę.- próbowałam wstać, ale ta klucha uczepiła się mnie jak rzep psiego ogona.- Szuszka idę. Puszczaj.- zaczęłam się wiercić.
- Nie zmienisz zdania po tym co usłyszysz, prawda?- dodał cicho.
- Nigdy kochanie.- uśmiechnęłam się a on mnie pościł. Wstałam i udałam się za Rejim bez słowa. Spojrzałam jeszcze tylko na miejsce w którym leżał mój ukochany. Już go tam nie było. Westchnęłam poczym kierowaliśmy się do pokoju okularnika. Kiedy otwarto mi drzwi, weszłam tam i rozejrzałam się po pokoju. Cicho i spokojnie.
- To o czym chcesz porozmawiać?- zadałam pytanie podchodząc do dużego okna.
- Po pierwsze nie wiem kto ma cię zaprowadzić do ołtarza
, po drugie musisz wybrać sobie jakąś suknię ślubną, a po trzecie i chyba najważniejsze po ślubie zostanie ci tylko jedna moc. - Na to ostanie lekko zadrżałam.- Co w związku z tym?- pytałam i widziałam przez to okno Shu idącego do ogrodu róż. Nie wiem skąd się tam wziął, ale zazdroszczę im teleportacji.- Albo czy chociaż wiesz jaka?
- Nie mam pojęcia. Mogę tylko wywnioskować, że los ci przydzieli taką, która da ci szczęście. Natomiast jeżeli chodzi o stworzenie, w które się przemienisz po ślubie jest tak samo. Tutaj igrasz z losem.
CZYTASZ
Przeznaczenie
Hayran KurguBo ludzie są dla wampirów jak lodówka, którą można otworzyć kiedy się chce i wyjąć z niej to, co najlepsze. Jak zabawka, którą bawi się chwilkę a później wyrzuca na śmietnik.