Olivia, Paryż
W sobotni poranek zabrałam się za nadrabianie zaległości z uczelni. Phill zostawił notatki na komodzie. Byłam mu bardzo wdzięczna.
Te kilka godzin które przespałam na podkurczonej ręce dlatego strasznie bolał mnie kark. Nawet rozmasowanie go nie pomogło. Byłam ledwo przytomna, piłam już 3 filiżankę kawy.
Nim się zorientowałam była 15.30 co oznaczało, że do treningu zostało mi pół godziny. Zebrałam rzeczy i w pośpiechu wystrzeliłam jak torpeda z mieszkania.
Na salę treningową weszłam jako ostatnia. Pani Delacour skarciła mnie wzrokiem, Ava pomachała mi z drugiego końca sali.
Zaczęłam od rozciągania. W pomieszczeniu rozbrzmiewała spokojna muzyka jezzowa.
Dzisiejszego dnia powtarzaliśmy podstawowe kroki. Dla baleriny liczyła się technika. Nasza grupa liczyła dziesięć dziewczyn i pięciu chłopaków. Wszyscy byli na poziomie zaawansowanym. Właściwie różniliśmy się wszystkim, wyglądem i tym co robiliśmy w życiu ale wszyscy mieliśmy marzenie żeby osiągnąć coś w balecie.
-Każdy kto chce wystartować do przedstawienia na przesłuchanie musi mieć swoją muzykę i choreografię-oświadczyła pani Delacour na koniec zajęć. Nie byłam zaskoczona, Ava wcześniej powiedziała mi o przedstawieniu i że każdy może zagrać główną rolę. Ona zawsze miała jakieś wtyki i o wszystkim wiedziała pierwsza.
Ogólnie wyczuwam klapę, z choreografii jestem noga. Nad ostatnią pracowałam pół roku więc nie ma opcji że ogarnę coś w przeciągu dwóch tygodni.
Po treningu wybrałyśmy się z Avą do kina tak jak wcześniej się umawiałyśmy. Pozwoliłam jej wybrać film jednak niestety jej upodobania nie trafiły w mój gust. Seans był o dwójce ludzi, którzy chcieli zeswatać swoich szefów, żeby mieć więcej wolnego w pracy. Prawie im się udało ale ostatecznie ci się rozeszli, co nie obyło się bez happy endu, bo główni bohaterowie się zeszli. Cudownie, takie rzeczy tylko w filmach. Prawdziwe, życie jest bardziej brutalne.
Teoretycznie nie byłam w nastroju do włóczenia się po mieście więc odmówiłam drinka, którego zaproponowała Ava.
Wszędzie były świąteczne dekoracje i w tle jak co roku leciały te same piosenki. Panował przepych i miliony rozswietlonych lampek na ulicach i domach.
Chciałam już wrócić do mieszkania i zrobić sobie gorącą herbatę. Strasznie zmarzłam, obym tylko się nie rozchorowała.
-Nie przejmuj się tą choreografią. Tylko tak straszą. Ale jeśli ci na tym zależy to zgłoś się do Bastiena. On jest najlepszy. I jesteś nowa więc dostaniesz fory.
-Jakoś nie przepadamy za sobą-stwierdziłam nieco chłodniej niż chciałam.
-Wcale nie jest taki zły jak się wydaje. Tylko ta małpa mąci mu w głowie. Był inny zanim ją poznał-wzruszyła ramionami. Po co ona mi to mówiła?
-Co mam przez to rozumieć?
-Nikki leci na jego hajs i nazwisko-wytłumaczyła strasznie się przy tym krzywiąc. Widać współczuła chłopakowi.
-Kim on...Zresztą nie ważne-powiedziałam od niechcenia, nie powinnam wypytywać o niego, nie interesował mnie, nie obchodziło mnie jego życie. Był dla mnie niemiły.
-Wiem, że coś chodzi ci po głowie. Pytaj-zatrzymała się i spojrzała mi w oczy widząc że coś mnie trapi. Wahałam się.
-Dlaczego on przestał tańczyć?-zapytałam na jednym wdechu, Ava wcale nie była zaskoczona pytaniem, wręcz przeciwnie czekała aż je zadam.
-Krążą plotki, że pokłócił się z ojcem a ten mu zabronił tańczyć. Nawet zagroził, że go wydziedziczy. Ale to tylko plotki-ruszyła dalej, ta odpowiedź nie zaspokoiła moich oczekiwań. Byłam lekko rozchwiana emocjonalnie. Gdyby ktoś zabronił mi robić to co kocham to chyba bym się zabiła. Wytrzymanie ostatnich tygodni było bez tańca katorgą. Tak się cieszę, że w końcu dostaje wycisk na sali. Lubię być zmęczona po treningu, wtedy czuję że robię coś pożytecznego.
CZYTASZ
Nowy początek.
RomansWitam w drugiej części opowiadania o losach Dymitra i Olivii. Przebudzenie Dymitra trwało krótko, czas powrócić do mrocznej rzeczywistości. Olivia nie była mu pisana. Sprawiła mu jedynie sporo cierpienia i zostawiła miliony pytań bez odpowiedzi. Z...
