12."Co? Mam raka?"

196 18 17
                                    


Damon

Kiedy otworzyłem oczy zauważyłem jakąś nie znaną mi kobietę. Stała ona przy moim łóżku i obserwowała czy śpię.

To było podejrzane.
Bardzo...

- Przepraszam, ale - miałem zachrypnięty głos. - Kim pani jest?

- Pan Damon Salvatore, prawda? - uśmiechnęła się do mnie szeroko, a ja tylko kiwnąłem delikatnie głową, trochę bojąc się co zaraz może się wydarzyć. - Przyszłam porozmawiać z panem, mogę?

- Proszę wybaczyć, ale ja dopiero wstałem i...

- Rozumiem, przepraszam - przerwała mi. - To może...

- Spotkajmy się w bufecie - tym razem ja jej przerwałem. - Za piętnaście minut, dobrze? - po tych słowach wyszła, pewnie w miejsce, o którym przed chwilą wspominałem, a ja przez ten cały czas starałem się w jakiś sposób dojść do siebie.

I kim jest ta baba?

Powoli wstałem z łóżka i skierowałem się do bufetu, gdzie na jednym z krzeseł siedziała ta kobieta.

- Jestem doktor Jo Laughlin - uśmiechnęła się do mnie podając mi rękę, którą uścisnąłem.

- Znowu jakieś badania?

- W pewnym sensie - przerwała na chwilę, jakby się zastanawiając jak ma mi to powiedzieć.

- Co? Mam raka? - palnąłem pośpieszając ją.

- Nie - zaśmiała się lekko. - Od dzisiaj będę z panem prowadzić rozmowy - urwała jakby bała się mojej reakcji, gdybym dowiedział się czegoś więcej.

- Przecież nie jestem dzieckiem, proszę powiedzieć po ludzku, czy to mają być badania psychologiczne?

- Tak, ale jeśli nie chce ich pan, to ma pan prawo się nie zgodzić...

- Zastanowię się - powiedziałem tylko, a kiedy spostrzegłem przy innym stoliku moją panią doktor, pożegnałem się z panią Jo i podszedłem do pani Gilbert.

Była w trakcie jedzenia sałatki z pudełka plastikowego.

Lekarze tak już mają.
Ciągle tylko myślą o zdrowiu swoich pacjentów, a o sobie zapominają i jedzą same sałaty.

- Wydaje mi się, że sałata nie da tyle siły i energii, ile domowy obiad, a nawet ten restauracyjny - zagadałem siadając na krześle obok.

- Niestety nie mam czasu na takie jedzenie - dopiero po wypowiedzeniu tych słów spojrzała na mnie. - Panie Salvatore, prosiłam pana...

"Chciałbym, żebyś mnie błagała..." - usłyszałem nagle w mojej głowie.

- Przecież rozmawiałem z doktor Jo Laughlin - na te słowa odłożyła widelec i wyprostowała się.

- Z doktor Laughlin? - zdziwiła się. - Proponowała ci badania?

- No tak... - zmieszałem się.

- Dlaczego ja o niczym nie wiem?

- To pani nie wie? - uniosłem jedną brew w górę ze zdziwienia.

- Wracaj do łóżka, musisz odpoczywać - rozkazała wstając.

- A pani powinna zjeść chociażby tą sałatkę do końca.

- Nie mam już ochoty - powiedziała i zniknęła mi z oczu.

Pobiegła do doktor Jo.
Na pewno...

Nawet nie zjadła...
Pewnie dlatego jest taka chuda.

Ale i tak jest piękna...
Znaczy no...
Jestem mężczyzną!
To normalne!

Tak naprawdę nie miałem ochoty się spowiadać jakiejś lekarce, nawet jeśli byłby to psycholog...
Nie mam żadnych problemów z głową, a te inne kłopoty to moja sprawa prywatna...
Przecież każdy je ma!

A czy ona się spowiada innym ze swoich problemów prywatnych?

Dobre pytanie...
Czy psycholog rozmawia o swoich problemach z innym psychologiem?

Nie no naprawdę ja tu oszaleję!
Jak zadaje dziwne pytania sobie, nie mam bourbonu, nie mam co robić i z kim rozmawiać...

Mam już dość tego szpitala.

************************************
Hej!💗💗
Dzisiaj szybciej, bo nie wiem czy będę miała później (w dzień) czas. Muszę się spakować na wakacje, sami wiecie jak to jest 😏😁😁
Za błędy z góry bardzo przepraszam i jeśli jakiekolwiek znajdziecie, piszcie 😊
Co myślicie? ^^

Komentujcie, gwiazdkujcie,
Do zobaczenia, Talia_NL ❣️❣️

Fight for loveOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz