35."To wszystko moja wina..."

152 9 16
                                        


Elena

Chciałam jak najszybciej wejść do domu i porozmawiać z Damonem. Szczerze.

Z drugiej strony jest za późno i pewnie śpi, więc będę musiała poczekać do rana.

Weszłam jak przeciąg do mieszkania, nie patrząc na nic.
Nawet nie zwróciłam uwagi na kogoś, kto siedział na fotelu, w ciemnym pomieszczeniu.

Podskoczyłam z przerażenia, ale gdy zapaliłam światło, okazało się, że oprócz mnie w domu jest Damon.

"Czyli nie śpi" - usłyszałam w głowie. - "Będziemy mogli poważnie porozmawiać."

Nie było mi do uśmiechu, tak jak jemu, który posłał mi uśmiech (być może sztuczny), odkąd weszłam do środka.

- Jak w pracy? - pierwszy się odezwał.

- Ciekawie - odłożyłam torebkę na kanapie.

Byłam poważna, zła i nie miałam ochoty na żadne rozmowy. Chciałam tylko przejść w końcu do rzeczy.

- Chciałbym z tobą porozmawiać - usłyszałam.

W końcu na niego spojrzałam.

- To dobrze, bo ja też.

Spoważniał, lecz się nie poruszył.

- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć całej prawdy o sobie? - nie było sensu przedłużać.

Chciałam już wszystkiego się dowiedzieć.

Kiedy wypowiedziałam te słowa, Damon zrobił wyraz twarzy jakby się zezłościł.

Czyli jednak...
Wie o co mi chodzi.
Ciekawe tylko kiedy chciał mi o tym wszystkim powiedzieć.

- Skąd wiesz?

- Od twojej żony. Wiem, że zabiłeś człowieka - nie łatwo było mi wypowiedzieć te słowa.

Niespodziewanie ukrył twarz w dłoniach.

Przez kilka minut tak siedzieliśmy. Ja czekałam, aż w końcu coś mi powie, a on nie zmieniał pozycji. Nie wiedziałam jak długo tak będziemy trwać, ale chciałam dać mu chwilę, by się zastanowił jak ma mi wszystko opowiedzieć.

- Miałem ci to powiedzieć, ale...

- Ja wiem - wtrąciłam mu się w słowo. - Że nie znamy się za dobrze i krótko, ale to chyba powinna być jedną z pierwszych rzeczy, o których powinieneś był mi powiedzieć. Przecież jestem twoim lekarzem, chcę ci pomóc, powienieś chociaż powiedzieć to Jo, ona zna różne przypadki, wie co robić...

- Tylko tym dla ciebie jestem? - przerwał mi patrząc na mnie. - Pacjentem? A ta noc? Mnie na przykład zaczęło na tobie zależeć, chciałem z tobą spróbować... - wstał i zaczął chodzić po pokoju nerwowym krokiem. - Tak zabiłem człowieka, nie jestem z tego dumny. Ale stało się! - krzyknął. - Wiesz co? To już i tak nie ma znaczenia. Nie musisz już mi pomagać, nie chcę twojej litości, nie będę ci już wchodził w drogę. A, i żyj w szczęściu z Liam'em czy jak on ma - machnął ręką i wyszedł w pokoju, by po chwili wrócić z torbą wypełnioną rzeczami, i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.

Zostawił mnie.
Tak po prostu wyszedł.

Zależało mu na mnie...
Chciał ze mną...

To i tak jest nie ważne.
Już wyszedł.

I gdzie on teraz pójdzie?!
To wszystko moja wina...

Dopiero teraz, po kilku minutach gwałtownie wstałam z kanapy i rzuciłam się ku drzwiom. Otworzyłam je i wołając Damona rozglądałam się po okolicy.

Jednak jego nigdzie nie było.
A to wszystko przeze mnie.

"A nie mogłaś porozmawiać z nim spokojnie, delikatnie i nie tak szybko?" - usłyszałam ten głosik w głowie. - "Głupia!"

Tak, jestem głupia.

************************************
Hej!❤️❤️
Szczerze, to już nawet nie sprawdzam tych rozdziałów xD Wybaczcie jeśli pojawią się jakiekolwiek błędy, a jeśli takowe będą to wypiszcie mi je 😊
Co myślicie? ^^

Komentujcie, gwiazdkujcie,
Do zobaczenia, Talia_NL ❣️❣️

Fight for loveOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz