Rozdział 17

388 26 23
                                        

|3115 słów|

Możliwość bycia blisko Jungkooka całkowicie mnie uskrzydlała. Nie potrzebowałem niczego więcej do szczęścia, chociaż często tylko tak mi się wydawało. Pozwolił mi być swoją koalą, co poniekąd mógł uznać za żart. Dla mnie to było przyzwolenie, a sytuacja z rozpinaniem koszuli ciągle śniła mi się po nocach z całkiem innym finałem, niż w ogóle nastąpił.

Czym był dla mnie wyjazd do Daegu? Bardziej kulą u nogi, niż wolnością. Może i Jungkook chciał spać ze mną w jednym pokoju, ale co jeśli zacznie lunatykować w ten konkretny sposób? Z tego co wiem, to uczniowie nie mogą zamykać się na noc w pokojach. Nawet jeżeli od ostatniego razu Jungkook jedynie wychodził z łóżka, żeby się przejść po pokoju, by z moją pomocą wrócić do niego, i to jeszcze w jakichś anomaliach, przezorny zawsze ubezpieczony, dlatego z bólem serca będę musiał zrezygnować ze wspólnego pokoju. Może z pomocą Yoongiego jakoś tego uniknę, a w duchu będę modlił się, żeby nie chodził we śnie.

- Do widzenia - powiedziałem do szofera, kiedy wychodziliśmy.

- Miłej podróży - zwrócił się do nas. Jungkook jednak nie odezwał się. Zwyczajnie wyszedł z samochodu i zamknął za sobą drzwi.

Szliśmy ramię w ramię prosto na szkolny parking, gdzie miał czekać na nas autokar. W zasadzie nie jechało zbyt wiele osób spoza okręgu koszykarzy. Jedynie kilka osób poza mną, czy samym Jungkookiem, nie należało do drużyny. Były to dziewczyny zawodników.

Spojrzałem z ukosa na Jungkooka, który szedł z nietęgą miną. Zmartwiłem się tym.

- Co z tobą? - zapytałem, kiedy przylgnąłem do ramienia młodszego chłopaka.

- Nic.

- Jak to nic? Przecież widzę, że coś jest nie tak...

- Nic się nie dzieje. Nie wyspałem się tylko. - Westchnął bardziej teatralnie, niż mógłby się tego spodziewać.

- Uważam, że spałeś bardzo dobrze. W końcu kleiłeś się do mnie całą noc.

- No bo byłeś taki ciepły... Poza tym ty możesz być moją koalą, a ja twoją już nie? - Spojrzał na mnie w końcu z łobuzerskim uśmiechem. Właśnie takiego go lubiłem.

- Mnie to w ogóle nie przeszkadza. Przynajmniej milej mi się spało. - Wzruszyłem ramionami. - Już wolę, kiedy mnie tulisz, niż gdy śpisz możliwie najbardziej oddalony.

- Mam to traktować jako jakieś przyzwolenie? - Uniósł brew w dość sugestywny sposób, co spowodowało skurcz w żołądku. Chyba nie miał tego na myśli, prawda?

- Przecież powiedziałem, że mogę być dla ciebie kim tylko zechcesz - odparłem niezbyt pewnie.

Odebrał to dość dziwnie, ponieważ przymrużył powieki, po czym się ode mnie odsunął. O czym mógł pomyśleć? Błagam, żeby nie doszedł do jednoznacznego wniosku. Nie chciałbym, żeby to wszystko tak łatwo się skończyło... Nim zdążyłem jakoś zareagować usłyszałem czyjś radosny krzyk.

- Jungkook! Jimin hyung! - wołał Yoongi. - No w końcu! Tylko na was czekaliśmy!

- O cholera - mruknąłem, spoglądając ukradkiem na Jungkooka. Poczułem się naprawdę niezręcznie. Czasem bywają słowa, których nie powinienem był wypowiadać bez uprzedniego przemyślenia ich.

Pospiesznym krokiem dotarliśmy do Yoongiego, który ściskał z przyjaznym uśmiechem ramiączko swojej torby sportowej. Kiedy do niego dołączyliśmy, zauważyłem, że w oddali stało jeszcze kilkunastu innych zawodników w sportowych dresach w barwach szkoły. Mieszanka błękitnego i pastelowej zieleni zawsze mi się podobała. Szkoda, że szkoła nie mogła zostać pomalowana na te kolory.

|| Dead Inside | jjk + pjm ||Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz