|2184 słowa|
Gdy Jungkook zamknął za sobą drzwi, wypuściłem z płuc jak dotąd wstrzymywane powietrze oraz rozluźniłem się, od razu upadając twarzą na otwartą książkę. Nie miałem pojęcia, że mój brat się tu zjawi. Byłem wręcz pewien, że wybierze jakąś siatkówkę, czy piłkę nożną, dlatego próbowałem być spokojny, ale kiedy stanąłem w progu pokoju klubowego i zauważyłem jego czerwoną czuprynę, doznałem skurczu żołądka, który swoją drogą nie należał do najprzyjemniejszych. Musiałem przybrać maskę obojętności i udać, że jego obecność była tu zupełnie naturalna.
Zachowałem się tak, jakby moja oaza, moja przystań, czyli tak właściwie jedyne miejsce, gdzie mogłem poczuć się bezpiecznie, nic dla mnie nie znaczyła, jakby była zwykłym miejscem, w którym spędzałem czas z koleżankami, a nie przyjaciółkami.
Chociaż byłem pewien, że nie będę mógł tutaj mówić o dosłownie wszystkim, miałem świadomość, że mimo wszystko Jungkook był po mojej stronie.
Nie znałem go jeden dzień, dzięki czemu wiedziałem, że jeśli raz mi pomógł, nie odpuści do samego końca. On nigdy nie odpuszczał i zawsze kończył to, co zaczynał z dokładnością chirurga, za co tak właściwie podziwiałem go przez całe swoje życie...
- No i poszedł - mruknęła Yeowoo. - Ale teraz przynajmniej wiem, jak wygląda Jungkook z każdej twojej prywatnej opowieści. - Rzuciła mi podejrzliwie spojrzenie.
- No właśnie. Jak się przedstawił, od razu zrozumiałam, kim on jest... Właściwie zgadywałam, a on to potwierdził - dorzuciła się Yoona, przez co poczułem się przynajmniej osaczony, jeśli Soyeon...
- Nie sądziłam, że pisząc o sobie i jakimś Jungkooku będziesz miał na myśli swojego brata, którego imienia do dziś nie poznaliśmy. Gdyby nie mój młodszy brat, nie miałybyśmy pojęcia, że uratował cię z opresji - wtrąciła Soyeon. Tak bardzo obawiałem się jej zdania, a w rzeczywistości nie było źle... - Masz jakieś fantazje ze swoim rodzonym bratem?
Okej, było źle.
- Oczywiście, że nie. - Oburzyłem się, zamykając z trzaskiem książkę. - Po prostu, jeśli miałbym mieć chłopaka, to chciałbym, żeby był taki, jak mój brat. - Próbowałem się jakoś bronić, ale marne to były próby.
Co miałem im powiedzieć? Nie kochałem Jungkooka w ten konkretny sposób. On zwyczajnie był moim ideałem, wzorem do naśladowania, więc musiałem przynajmniej spróbować zadbać o niego, aczkolwiek przy trudnym charakterze zarówno matki, jak i samego Jungkooka, moje próby nawiązania z nim braterskiej relacji kończyła się niepowodzeniem.
- Więc to jest powód do tego, by pisać opowiadania o charakterze erotycznym z samym Jungkookiem w roli głównej? - dopytała Yoona. - Jiminie, to się leczy kochany.
Popatrzyłem na nią, wsuwając okulary po nosie palcem wskazującym. Jeśli ona naprawdę myślała, że to jego widzę w każdym z tych opowiadań... Właściwie się nie myliła, ale to tylko opowiadanie, prawda? Może było ich kilka...naście, ale to nie miało żadnego znaczenia. Jungkook był tylko bohaterem mojego opowiadania. To tak, jakby idol miałby obrazić się za fanfiction z nim w roli głównej. Mimo wszystko nie powiem im tego, bo tylko pogłębię swój dołek, w którym znalazłem się tak nagle.
- Hm, wymyśliłem całkiem dobrą fabułę. Polega ona na potajemnych morderstwach. - Zacząłem inny temat, żeby zboczyć ze ścieżki, którą podążała każda z dziewczyn. - Gazetka rusza dopiero w kwietniu, więc mamy czas dla siebie aktualnie. Pomożecie mi dopracować to, co warto ogarnąć?
Cała trójka spojrzała na mnie wymownie oraz każda z nich z westchnieniem skinęła głową. Byłem pewien, że niejednokrotnie powrócą do tego tematu, ale dziś nie miałem ochoty wyciągać na światło dzienne brudów rodzinnych. O ile tak można było je nazwać.
CZYTASZ
|| Dead Inside | jjk + pjm ||
Fiksi Penggemar~Życie zaskakujące bywa, prawda? Wszystko może okazać się zupełnie Inne, niż z możliwych wersji każda. Zła matka, niezacny brat namiesza pewnie. Każdy z osobna cierpi bardziej lub mniej, A oprawcą jest zawsze okrutny ten Człowiek, co przecież dla os...
